logo

beletrystyka

Najbogatszy człowiek w Metropolii jest moim sponsorem!

Najbogatszy człowiek w Metropolii jest moim sponsorem!

Autor: Winston.W

Chapter 3
Autor: Winston.W
28 maj 2025
Rzuciłam mu umowę prosto w twarz, zerwałam się na równe nogi i zaczęłam wypraszać ich za drzwi. "No to teraz, jeśli pozwolicie, muszę się zdrzemnąć, żeby zachować urodę. Wynoście się stąd i pamiętajcie, żeby zabrać ze sobą swoje śmieci." Nie mogłam uwierzyć, że zajęło mi osiem lat, żeby zrozumieć, kim naprawdę jest Edward. Podobał mi się, odkąd miałam 16 lat! Chyba powinnam za to podziękować Maddison. Byłam o krok od poślubienia węża! Sally była wściekła. "Oto czego w tobie nie lubię, Taylor. Masz temperament tyrana!" "Spójrz na Maddie – jest łagodna, uległa, mówi cicho i rozsądnie. Jest też taka troskliwa!" Z trudem powstrzymałam obrzydzenie i rozkazałam mojemu psu: "Bullet, bierz ich!" Bullet bez przerwy na nich szczekał. Sally zrobiła się blada. "Ty! Jak śmiesz!" Edward musiał ją trzymać za rękę, gdy się wycofywali. Posłał mi lodowate spojrzenie. "To już przesada, Taylor! Jak mogłem się tak pomylić co do ciebie?!" Uśmiechnęłam się złośliwie, bo ja mogłam powiedzieć o nim to samo! Edward i Sally wyszli w pośpiechu. Zapomnieli nawet zabrać rzeczy Edwarda. Zmrużyłam brwi – wyglądało na to, że wszystko trzeba będzie wysłać prosto na śmietnik. Następnego ranka otrzymałam pieniądze na moje konto bankowe. Choć byłam oburzona i słusznie wściekła, nadal nie powiedziałabym "nie" pieniądzom. Przygotowałam biżuterię i przygotowałam się do wizyty u Maddison, żeby z przyjemnością patrzeć, jak umiera. Mój ojciec, Harry Jones, zadzwonił do mnie, kiedy byłam w drodze. "Nigdy nie przyszłaś odwiedzić swojej siostry, odkąd trafiła do szpitala! Jak bardzo brakuje ci sumienia, co?!" Przywykłam do jego słownych utarczek. "Czy powinnam kupić trochę fajerwerków przy okazji?" – zapytałam. "Co do cholery?!" "Wiesz, żeby uczcić tę okazję" – wyjaśniłam. "Ty suko! Jesteś jak twoja mat—" Zakończyłam połączenie, zanim zdążył skończyć. Wyobraziłam sobie, jak wściekły musi być i roześmiałam się. Nie spałam dobrze ostatniej nocy, więc spędziłam cały czas zastanawiając się, czy rak Maddison to po prostu kara boska. W końcu jej rodzice przez całe życie byli okropnymi ludźmi. Z mojego punktu widzenia wydawało się to najbardziej doskonałym boskim osądem. Miałam właśnie zapukać do drzwi, kiedy usłyszałam rozmowę w środku. To była kolejna runda oszczerstw. Cameron szlochała. "Na pewno sobie z tego gratuluje. Nienawidzi Maddie od dziecka! Zawsze dręczyła swoje rodzeństwo jak mały tyran." "Założę się, że nie mogła spać zeszłej nocy z powodu tego, jak bardzo była szczęśliwa! "Dlaczego to się dzieje mnie? Dlaczego nie Taylor jest karana? Dlaczego moja cenna córka?" Otworzyłam drzwi i zobaczyłam mojego ojca obejmującego Cameron. Jakże uroczo. Dźwięk uderzenia drzwi o ścianę zwrócił ich uwagę. Spojrzeli na mnie. Edward odezwał się pierwszy. "Taylor, jesteś tutaj." Podszedł do mnie z łagodnym uśmiechem, ale zignorowałam go. Wyjęłam kilka zimnych ogni i wbiłam je w ciasto, które przyniosłam. Mój ojciec wiedział, co się zbliża. "Jak śmiesz—" Zapaliłam świeczki i upuściłam ciasto u jego stóp. Zapaliłam więcej świeczek i upuściłam je w całym pokoju. Dźwięki i iskry rozproszyły tłum. Naprawdę wyglądało to jak cyrk. Zrobiłabym więcej – fajerwerki, może – gdyby nie inni pacjenci na oddziale. Jakoś włączył się alarm przeciwpożarowy. Włączyły się zraszacze i cały oddział zamienił się w prysznic. Słyszałam krzyk Cameron, podczas gdy Maddison wołała swoją matkę. Stałam tuż przed obszarem, więc nie byłam przemoczona. Inni jednak ociekali wodą. Przybiegli lekarz i pielęgniarki. Korytarz wypełnił się zaniepokojonymi widzami, gdy Edward, Harry i Cameron wybiegli z oddziału. Lekarz, dowiedziawszy się, co się stało, wybuchnął wykładem na ich temat. Oburzona Cameron wskazała na mnie i krzyknęła: "To ona! To ona to zrobiła! Powinniśmy zadzwonić na policję i ją aresztować!" Lekarz zignorował ją. Pracownicy służby zdrowia wiedzieli, że najważniejsze jest zapewnienie stabilności pacjentowi. Rozkazał pielęgniarkom: "Przeniesiemy ją do nowego pokoju." Maddison, przemoczona w szpitalnym uniformie, została przytulona przez Edwarda dla ciepła. Kiedy przygotowano nowy pokój, wniósł ją do środka. Cameron nadal była na mnie zła, ale jej troska o Maddison była priorytetem. Weszła na oddział, zanim zdążyła zacząć kolejną tyradę. Harry wytarł wodę z twarzy i skrzywił się na mnie. "Zapłacisz za to!" – warknął. Nie przejęłam się tym. Cel mojej wizyty został osiągnięty. Miałam już wychodzić, kiedy przypomniałam sobie o biżuterii. Wróciłam do środka. Maddison przebrała się w nowy zestaw ubrań. Posłała mi ostrożne spojrzenie, ale nic więcej nie zrobiła. Może próbowała zachować odwagę dla Edwarda. Cameron wyszła z łazienki i natychmiast podniosła głos. "Dlaczego znowu tu jesteś?!" Podałam Maddison pudełko z biżuterią. "Gratuluję spełnienia twojego ostatniego życzenia. Teraz możesz umrzeć w spokoju." "Ty suko!" – krzyknęła Cameron. Cóż, mówiłam prawdę, prawda? To było to, czego życzyła sobie Maddison! Maddison nie wybuchła. Zamiast tego spojrzała na mnie ze łzami w oczach. "Dziękuję, Tay-Tay. Dziękuję, że pozwoliłaś mi poślubić Eddy'ego. Wiem, że jesteś na mnie zła, więc nie obwiniam cię za to, co się stało. Przepraszam…" Zaczęła płakać. Uśmiechnęłam się złośliwie. "Nigdy nie byłaś typem osoby, która jest suką naprawdę na osobności, Maddie. Chyba ta mała dziewczynka dorosła. Teraz wiesz, że musisz dać przedstawienie publicznie – zwłaszcza gdy 'Eddy' jest w pobliżu, co?" "Byłam wtedy tylko dzieckiem, Tay-Tay. Czasami dzieci są okrutne, ponieważ nie wiedzą, co robią." "Jesteś we wszystkim lepsza ode mnie! A ja przyszłam później – żyłam jak plus jeden! Byłam zazdrosna i miałam ogromny kompleks niższości… Działałam z tych uczuć, dobrze?" "Ale chyba tego nie zrozumiesz, co?" Potrząsnęłam głową. Boże, jak ona jest w tym dobra! Żyła jak cenna księżniczka, odkąd dołączyła do naszej rodziny, podczas gdy ja – prawdziwa spadkobierczyni Jonesów – byłam traktowana jak służąca! Nie żebym była zainteresowana obalaniem jej argumentów. "Wow, więc rozumiem, że całe to dręczenie i znęcanie się, którego doświadczyłam, było jednak wyimaginowane. Naprawdę nie wiesz, jak to jest żyć jako plus jeden, dziewczyno. "Ale w porządku. Zamiast tego dowiesz się, jak to jest umierać za kilka miesięcy!" – zauważyłam. "Taylor, to było niepotrzebne!" – upomniał mnie Edward. "Jak mogłaś jej to powiedzieć?! Kara boska może dosięgnąć ciebie, ty wiedźmo!" – zagrzmiał Harry. Zwróciłam się do mojego ojca. "Zaufaj mi, nie chcesz, żebym umarła za wcześnie. Ponieważ kiedy znajdzie się poza twoją ochroną, nie może mnie pokonać. Upewnię się, że będzie cierpieć, nawet po śmierci, jeśli będę mogła jej w tym pomóc." Obserwowałam, jak ich twarze czerwienią się z wściekłości, ale żaden z nich nie mógł odpowiedzieć. Upuściłam pudełko na łóżko Maddison. "Zatrzymaj to. Twój ukochany za to zapłacił." Edward zamarł, gdy Maddison na niego spojrzała. "Więc, kiedy ślub?" – zapytałam, udając zaniepokojenie. Myślałam, że urządzą ceremonię dopiero, gdy trochę wydobrzeje. "Cóż, to… w dniu, w którym ty i Eddy mieliście się pobrać" – odpowiedziała cicho Maddison. Zmarszczyłam brwi. Więc to był plan od samego początku! Nie tylko okradli mnie z męża, sukni i biżuterii. Mieli też przejąć mój ślub! Cameron zobaczyła szok na mojej twarzy i rozpromieniła się. "Twoje przygotowania do ślubu są już zakończone, prawda? Wysłałaś nawet zaproszenia. Odwołanie tego byłoby takim marnotrawstwem." "Więc dlaczego nie wykorzystać tego, co jest już przygotowane?" Zwróciłam się do Edwarda, żeby odczytać wyraz jego twarzy. Spędziłam pół roku na przygotowaniach do naszego ślubu. Planowanie, szczegóły – wszystko to było moją pracą. Wybrałam prezenty dla gości, uszyłam suknię i poleciałam za granicę, żeby kupić biżuterię. A teraz wszystko to miało zostać przekazane tej pick-me bitch?! Edward unikał mojego wzroku. Próbował wziąć moją rękę, ale ją odtrąciłam. "Wiem, że włożyłaś w ten ślub całe swoje serce i duszę, Tay-Tay. Dlatego nie powinniśmy pozwolić, żeby to się zmarnowało." "Maddie jest twoją siostrą. Jest rodziną. Czy to takie złe pozwolić jednemu ze swoich cieszyć się owocami twojej pracy? Pomyślałem, że to całkiem…" Urwał, kiedy zobaczył, jak burzliwy stał się mój wyraz twarzy. Zacisnęłam pięści, żeby powstrzymać się od spoliczkowania go. "Więc zgodziłeś się na to? To wszystko?"

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Chapter 3 – Najbogatszy człowiek w Metropolii jest moim sponsorem! | Czytaj powieści online na beletrystyka