Nieme Miłosierdzie Smoka

Nieme Miłosierdzie Smoka

Autor: 22

Rozdział 1
Autor: 22
23 cze 2026
Popołudniowe słońce prażyło mi nad głową, sprawiając, że pot raz po raz spływał mi po czole. Podniosłam lewą rękę, by wytrzeć go wierzchem dłoni, co wywołało pieczenie skóry. Pomyślałam, że dzisiaj słońce jest dla mnie wyjątkowo surowe, ale starałam się to ignorować i pracowałam dalej w polu. Godzinami, wraz z innymi kobietami z naszej wielkiej wioski, które tak jak ja próbowały zarobić na życie, wyrywałam warzywa z ciemnej ziemi. Widziałam, jak piją wodę, co tylko potęgowało moje pragnienie. Oblizałam spierzchnięte wargi i podeszłam do nich z dłońmi uwalonymi błotem, które wytarłam o starą, zniszczoną suknię, wielokrotnie przeze mnie zszywaną. — Czy mogłabym dostać trochę wody? — zapytałam cichym, pełnym nadziei głosem młode kobiety w moim wieku. Były zajęte rozmową, popijając wodę. Na chwilę przestały mówić, ale zupełnie nie dostrzegły mojej obecności. Zignorowały mnie i kontynuowały pogawędkę. Ponownie oblizałam wargi i z trudem przełknęłam ślinę z powodu pragnienia. Moje usta były spalone słońcem po wielu godzinach pracy w polu. Zaczęłam pracę jeszcze zanim ktokolwiek inny się pojawił. — Czy mogłabym dostać trochę wody, proszę? — powtórzyłam ochrypłym głosem, myśląc, że dadzą mi choć kilka kropel, bym mogła zwilżyć zaschnięte usta. Ale one znów mnie zignorowały. Wiedziałam, że nie dostanę od nich ani kropli. Nie wiedziałam nawet, po co je pytałam, skoro nigdy wcześniej mi jej nie podały. Nawet gdy zemdlałam na polu w pełnym słońcu, nikt nie zaproponował mi wody. Jak mogłam zapomnieć, że one chcą, bym po prostu stąd zniknęła? Z wymuszonym uśmiechem na twarzy wróciłam do pracy. Uśmiechałam się do swojego losu. W ustach miałam sucho jak na pustyni, a w brzuchu burczało mi z głodu. Wszystko wirowało mi przed oczami, ale nie przestałam pracować. — Tylko teraz nie zemdlej, bo znowu utną ci dniówkę — szepnęłam do siebie ochrypłym głosem, gdy gorące letnie powietrze uderzyło mnie w twarz, sprawiając, że kilka pasm moich kruczoczarnych włosów zatańczyło na wietrze. Próbowałam odzyskać ostrość widzenia, mrużąc oczy i mocno ściskając kosz pełen warzyw. — Aurelio... Aurelio... — usłyszałam swoje imię, będąc już na skraju omdlenia. Skierowałam zamglony wzrok w stronę, z której dobiegał głos. Zobaczyłam małą, niewyraźną postać biegnącą w moją stronę, podczas gdy ja ze wszystkich sił walczyłam, by nie upaść. Przycisnęłam kosz z warzywami do piersi, starając się go nie upuścić, bo inaczej nadzorca nie pozwoliłby mi jutro pracować. Stałam w miejscu, a mała postać stawała się coraz większa, w miarę jak się zbliżała. Poczułam, że ktoś zabiera mi kosz, a moje ciało osunęło się na błotnistą ziemię. Nie byłam w stanie dłużej się utrzymać. — Napij się wody — usłyszałam znajomy głos, a potem poczułam drewnianą miskę dotykającą moich spękanych, wyschniętych warg. Łapczywie piłam zimną wodę i po kilku sekundach miska była pusta, ale moje pragnienie wciąż nie zostało ugaszone. Wzięłam kilka głębokich oddechów, by wyrównać oddech, a mój wzrok powoli zaczął się wyostrzać. — Chcesz więcej wody? — znów usłyszałam ten znajomy głos i spojrzałam na mojego małego wybawiciela. Patrzył na mnie swoimi wielkimi, niewinnymi oczami. Pokręciłam przecząco głową i uśmiechnęłam się słabo, wiedząc, że musiałby biec aż do podnóża góry, gdzie płynęła rzeka, by przynieść mi więcej wody. — Ale wciąż jesteś taka blada. Pozwól, że skoczę po więcej wody. Wrócę szybko — oznajmił, a ja złapałam go za rękę, gdy już miał biec. — Nie, Finnianie, nie chce mi się już pić — powiedziałam z wymuszonym uśmiechem, żeby mój młodszy brat mi uwierzył. Prychnął i usiadł obok mnie. — Dlaczego one nie dadzą ci pić? Znowu prawie zemdlałaś — powiedział ze ściągniętymi brwiami. Westchnął głęboko, patrząc na moją bladą twarz. — Mam nadzieję, że bogini ze starej świątyni ukarze je za to, jak się zachowują — rzucił ze złością, widząc, jak kobiety, które prosiłam o wodę, marnują ją teraz, przemywając sobie twarze i dłonie. Milczałam. Widziałam, jak robią to wielokrotnie. — Finnianie, co ci mówiłam? — zapytałam braciszka, który wciąż patrzył na kobiety zmrużonymi oczami. — Żeby nie mówić źle o nikim, bo bogini ze starej świątyni nas ukarze — powtórzył zrezygnowany to, czego go nauczyłam. — Dobrze — powiedziałam z radosnym uśmiechem, ciesząc się, że pamięta moje słowa. Pogłaskałam go łagodnie po głowie. On nadal patrzył na nie spod łba, a ja podążyłam za jego wzrokiem. Jadły teraz jedzenie, które ze sobą przyniosły. Na ten widok w brzuchu mi zaburczało, a w ustach poczułam napływ śliny, więc odwróciłam wzrok. Jeśli nie będę na to patrzeć, nie będę głodna. Próbowałam oszukać samą siebie, ale mimo że nie patrzyłam, mój żołądek znów dał o sobie znać. — Och, zupełnie zapomniałem. Przyniosłem ci coś do jedzenia — usłyszałam radosny głos Finniana. Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami. — Jedzenie? Skąd je masz? — zapytałam skonsternowana, podczas gdy on gorączkowo wyciągał coś z kieszeni swoich potarganych spodni. Wyjął jabłko i podał mi je. — Skąd to masz? — zapytałam z mocno zmarszczonym czołem, gdy położył czerwone jabłko na mojej dłoni. — Leżało jako ofiara w świątyni Lumina. Pomogłem kapłanowi przynieść wodę z rzeki, więc dał mi to w nagrodę — powiedział z dumnym uśmiechem, a moje serce we mnie zamarło. — Ile wiader wody dla niego przyniosłeś? — zapytałam, biorąc jego stopy w dłonie, by je obejrzeć. Jego małe stopy były poobijane, bo szedł kamienistą ścieżką do podnóża góry. — Niedużo — odparł z szerokim uśmiechem, zabierając stopy z moich rąk. — Teraz zjedz jabłko, zanim nadzorca zawoła cię z powrotem — dodał, przysuwając moją dłoń z jabłkiem do moich ust. — Nie, ty je zjedz. Napracowałeś się, żeby je zdobyć — powiedziałam, kierując owoc ku jego ustom, ale on pokręcił głową i odepchnął moją rękę. — Zjadłem już jedno po drodze. Dał mi dwa — skłamał z uśmiechem. Patrzyłam na niego ze łzami w oczach. Mój zamglony wzrok omiatał jego wychudzone ciało. — Jestem syta. Ty zjedz resztę — powiedziałam po tym, jak ugryzłam dwa kęsy i oddałam mu jabłko, by dokończył. Wiedziałam, że on też jest głodny, ale odmawiał i kazał mi zjeść do końca. Wkrótce nadzorca wezwał nas z powrotem do pracy. Finnian usiadł pod drzewem, czekając na mnie, byśmy po skończonej pracy mogli razem wrócić do domu. Pracowałam jeszcze kilka godzin. — Chodźcie po zapłatę! — usłyszałam wołanie nadzorcy. Oddałam kosz pełen warzyw przy ladzie i stanęłam w kolejce. Za plecami nadzorcy siedział stary właściciel ziemski. Taksował mnie wzrokiem od stóp do głów, a w jego oczach czaiła się żądza. Odruchowo próbowałam zasłonić nagą skórę moją zniszczoną suknią. Modliłam się tylko, by szybko przyszła moja kolej, bym mogła stąd uciec. Daleko od jego lubieżnego spojrzenia. Wkrótce nadeszła moja kolej. Nadzorca zapytał przy ladzie, ile warzyw zebrałam. Zebrałam więcej niż ktokolwiek inny, ale podał mi tylko pięć miedzianych monet, podczas gdy wszyscy inni dostawali po dziesięć, mimo że nie zebrali nawet połowy tego, co ja. Nie mogłam nic powiedzieć, bo inaczej nie pozwoliliby mi tu więcej pracować. Zrobiłam więc jedyną rzecz, jaką mogłam — byłam wdzięczna za każdą dobrą czy małą rzecz w moim życiu. Posłałam mu nikły uśmiech w podziękowaniu. Zabierając pieniądze, podeszłam do brata. Wstał na mój widok. — Finnianie, chodźmy kupić trochę chleba — powiedziałam z uśmiechem. Jego oczy rozbłysły na te słowa, bo wiedziałam, że jest głodny, choć nigdy o tym nie wspominał. Szliśmy na targ, trzymając się za ręce, a potem skierowaliśmy się do naszego domu, który znajdował się po przeciwnej stronie wioski, w której pracowałam. Kupiłam chleb za pięć miedziaków, ale to nie wystarczało, by nasycić dwa żołądki. Po drodze umyłam twarz i ręce w rzece, zmywając z siebie cały brud. Finnian zrobił to samo co ja. — Teraz już wiem, dlaczego te wszystkie kobiety ci nie pomagają. Jesteś o wiele piękniejsza od nich. Zupełnie jak bogini ze starej świątyni — powiedział, krzyżując ręce na piersi, gdy patrzył, jak wychodzę z rzeki z czystą twarzą. Byłam teraz czysta, bez śladu brudu. Jego niewinność wywołała uśmiech na moich ustach. Gdyby tylko wiedział, dlaczego one mnie nienawidzą. Czy on też by mnie znienawidził, gdyby się dowiedział?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki