Nieme Miłosierdzie Smoka

Nieme Miłosierdzie Smoka

Autor: 22

Rozdział 2
Autor: 22
23 cze 2026
Gdyby tylko wiedział, dlaczego one mnie nienawidzą. Czy on też by mnie znienawidził, gdyby się dowiedział? Te myśli zżerają mnie każdego dnia, ale staram się je grzebać głęboko w sercu. Wpatrywałam się w ciemne, gwieździste niebo przez dziurę w naszej małej chacie. Nie wiem dlaczego, ale potrafiłam tak siedzieć godzinami. Nawet jeśli byłam wyczerpana po całym dniu pracy jak wół, nocą nie mogłam zasnąć. Ciało mnie bolało w różnych miejscach, a głodu, który czułam, nigdy nie uciszył mały kawałek chleba, więc piłam wodę, by wypełnić pusty żołądek. Piłam, aż nie mogłam przyjąć ani kropli więcej. Kiedy skończy się nasza niedola? Kiedy będę mogła zapewnić bratu jedzenie, by mógł zasypiać z pełnym brzuchem? Wszystkie dzieci w jego szkole noszą ładne ubrania, a on chodzi w łachmanach i nigdy nie narzeka tak jak inni. Nigdy nie domaga się nowych ubrań ani niczego dobrego. Gorące łzy spłynęły mi z kącików oczu. Byłam tak pogrążona w myślach, jakbym zgubiła się w mroku nocy bez nadziei na promień światła. Poczułam ruch obok siebie i spojrzałam na małą postać leżącą obok. Spał twardo. Był wykończony noszeniem wody. Spojrzałam na brata, który skulił się obok mnie, szukając ciepła, którego nasz cienki koc nie był w stanie zapewnić. Nie był dość duży dla dwóch osób, więc złożyłam go i przykryłam tylko jego. Objęłam go ramieniem i przyciągnęłam do siebie, by ogrzać go nieco przed chłodem nocy. Zamknęłam oczy, a kolejne łzy spłynęły mi po policzkach. W końcu wycieńczenie wzięło górę i sen zmorzył moje oczy. Ciągłe walenie do drzwi sprawiło, że skuliłam się ze strachu. Wiedziałam, kto jest za drzwiami, i po chwili otworzyły się one z hukiem. — Gerrick, jesteś w domu — powiedziała moja matka lękliwym głosem. Czułam w jej głosie strach, ale starała się być silna ze względu na mnie. — Wyrzuć ją z mojego domu! — usłyszałam ryk dochodzący z drugiego pokoju. — Co ty mówisz, to przecież twoje dziecko — odrzekła matka tym samym lękliwym tonem, próbując uspokoić męża. — To nie jest moje dziecko! — krzyknął z obrzydzeniem. — Wyrzuć ją, zanim wszystko zniszczę! — wrzasnął. Siedziałam pod łóżkiem, gdzie mama ukryła mnie, zanim tata wrócił pijany do domu. — Nie krzycz. Ona cię usłyszy — matka próbowała go uciszyć. Słyszałam to wszystko już wielokrotnie. — Myślisz, że mnie obchodzi, czy słyszy, czy nie? Wyrzuć ją z mojego domu. To nie jest moje dziecko — znów ryknął pijackim głosem, sprawiając, że moje małe ciało drżało z przerażenia. Wspomnienie tego, jak mnie spoliczkował, przemknęło mi przed załzawionymi oczami, przez co jeszcze bardziej kuliłam się w obawie, że znów mnie uderzy, tak jak robi to zawsze, gdy jest pijany. — To twoje dziecko, twoja krew — powiedziała matka wzburzonym głosem, mając dość powtarzania mu tego w kółko. — Myślisz, że ci uwierzę, Isoldo? Nie jesteś zadowolona, że mnie oszukałaś? — zakpił z niej. Zakryłam uszy małymi rączkami, nie chcąc słuchać tego, co miał zamiar powiedzieć. — Nie mogliśmy mieć dzieci przez ponad dziesięć lat i wciąż byłem szczęśliwy, żyjąc z tobą, ale pewnego dnia powiedziałaś mi, że jesteś w ciąży. Naprawdę się cieszyłem, myśląc, że w końcu będziemy mieć rodzinę, ale kiedy ona się urodziła, ani trochę nie była do mnie podobna. To jasno dowodzi, że nosiłaś cudze dziecko za moimi plecami. To bękart! — ryknął wściekle, a ja usłyszałam, jak drzwi do pokoju, w którym się chowałam, drżą od głośnego uderzenia. Przesunęłam się bardziej w kąt, gdzie jego ręka nie mogła mnie dosięgnąć, podczas gdy moje ciało dygotało ze strachu. — Gdzie ona jest? — drzwi zostały gwałtownie otwarte, a on wszedł, by mnie szukać. — Nie zdradziłam cię. Ona jest twoją krwią — powiedziała matka stanowczym głosem, próbując go przekonać, ale on był nieugięty. Alkohol zablokował mu wszystkie zmysły. Zignorował płaczącą matkę i zaczął mnie szukać, niszcząc wszystko, co stanęło mu na drodze. Zamknęłam oczy i próbowałam jeszcze mocniej docisnąć się do ściany, ale to było niemożliwe. Moje małe ciało nie mogło przesunąć muru. — Tu ją chowasz! — usłyszałam jego pijacki głos i z przerażeniem otworzyłam oczy. Patrzył na mnie ze złośliwym uśmiechem, sprawiając, że serce podeszło mi do gardła. Matka próbowała go ode mnie odciągnąć. Jego ręce wyciągnęły się, by mnie chwycić, a ja wybuchnęłam głośnym szlochem, błagając, by mnie puścił. Ale on nie słuchał. — Mamusiu! — krzyknęłam na całe gardło, gdy złapał mnie za nogę, przyciągając do siebie, a moje małe ciało szarpało się, by wyrwać się z tego strasznego uścisku. — Nie! — wrzasnęłam, zrywając się ze snu. Krople potu spływały mi po twarzy. Nigdy nie zapomnę tamtej nocy. Wciąż wywołuje dreszcze w całym moim ciele. Nocne powietrze było chłodne, a mimo to byłam cała mokra od potu, podczas gdy z oczu płynęły łzy bezradności. Walczyłam o oddech, gdy tamta noc znów stanęła mi przed oczami. Przeniosłam drżące dłonie do twarzy i starłam z niej zimny pot. Spojrzałam na brata, by sprawdzić, czy nie obudził się słysząc mój szloch. Często budzi się, gdy płaczę, ale dzisiaj spał. Podziękowałam Bogu i wstałam, by wyjść z domu. Wiedziałam, że nie zasnę już, bo ten koszmar znów by mnie dopadł, tak jak prześladował mnie od piętnastu lat. Małymi krokami wyszłam z chaty. Postanowiłam się umyć, zanim wzejdzie słońce, a potem pójść do lasu po chrust, byśmy mieli czym się ogrzać w te zimne noce. Podeszłam do rzeki z drugą suknią w ręku, która była w takim samym stanie jak ta, którą miałam na sobie. Miałam tylko dwie suknie, więc starałam się ich używać ostrożnie, bo nie było mnie stać na nową. Rozebrałam się i weszłam do lodowatej wody w blasku księżyca. Zimno wody przenikało moje ciało. Zanurzyłam się całkowicie, by odpędzić myśli. Wynurzyłam się dopiero, gdy zabrakło mi tchu. Łapczywie wciągnęłam powietrze, a klatka piersiowa unosiła się i opadała, przypominając mi, że wciąż żyję. Podniosłam rękę i odgarnęłam długie, kruczoczarne włosy z twarzy, podczas gdy ściekała z nich zimna woda. Przyjrzałam się swojemu odbiciu w tafli wody w świetle księżyca. Wiedziałam, dlaczego ojciec nigdy nie zaakceptował mnie jako swojego dziecka. Moje długie, czarne jak noc włosy i jasnoszare oczy odróżniały mnie od wszystkich tutaj. Nikt w wiosce nie miał takich włosów ani oczu jak ja. Jedyną cechą, którą odziedziczyłam po matce, była mlecznobiała skóra, która również sprawiała, że wyglądałam inaczej w wiosce pełnej ludzi o śniadej cerze. Pamiętam, jak pewnego razu przybiegłam do matki ze łzami w oczach, gdy inne dzieci odmówiły zabawy ze mną. Zapytałam ją, dlaczego wyglądam inaczej niż wszyscy. Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzą? Przerwała swoje zajęcie i wzięła mnie na ręce. Szlochałam w jej objęciach. Starła moje łzy ciepłymi palcami i uśmiechnęła się, szczypiąc mnie w czerwony nos. — Bo jesteś wyjątkowa, Aurelio. — Te słowa echem odbijały się w moich uszach, wywołując słodko-gorzki uśmiech na moich wargach. Brzmiały w mojej głowie za każdym razem, gdy byłam źle traktowana. Za każdym razem, gdy odmawiano mi podstawowych ludzkich praw. Teraz też je słyszę. Spojrzałam w ciemne niebo z tym samym uśmiechem. Wpatrywałam się w piękny księżyc w pełni, jakbym patrzyła na moją matkę ze zmarszczonym czołem. — Wiem, że te słowa nie są prawdziwe, mamo. Jeśli bycie wyjątkową oznacza konieczność znoszenia takich trudów jak moje, to nie chcę być wyjątkowa — szepnęłam drżącym głosem, patrząc w pełnię, podczas gdy zimny nocny wiatr sprawiał, że cała drżałam. Gdy tylko te słowa opuściły moje usta, moje oczy rozszerzyły się z niedowierzaniem — zobaczyłam smoka lecącego na tle księżyca, podczas gdy ja stałam naga w zimnej rzece.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki