Evren wciąż spał, gdy zaparkowaliśmy przed budynkiem watahy, więc wziąłem go na ręce i niosłem do mojej prywatnej windy. Uniósł głowę, przecierając oczy, gdy tylko drzwi się zamknęły.
– Wow. – Patrzył na budynki przesuwające się za szybą windy. – Lecimy nad nimi. – Sięgnął do okna, a ja podszedłem bliżej, żeby mógł go dotknąć.
– To jeden z najwyższych budynków w mieście – wyjaśniłem. – I wiesz co?
















