Odrzucona partnerka alfy: Królewska druga szansa

Odrzucona partnerka alfy: Królewska druga szansa

Autor: Skylar Quinn

3 - Urodzinowa niespodzianka
Autor: Skylar Quinn
14 maj 2026
Po szybkim prysznicu wsunęłam na siebie sięgającą do podłogi srebrną suknię, która idealnie opinała moje ciało. To był ulubiony kolor Kaelena; długo biłam się z myślami, czy ją założyć. Zachowałam kilka innych sztuk z wieszaka, który przysłała mi Luna Vespera na to wydarzenie, ale dzisiejszego wieczoru chciałam zostać zauważona. Ramiączka były cienkie, a tył głęboko wycięty. Wydawało się, że to niemal zbyt wiele, a ja zmagałam się z tym, kim byłam i kim chciałam być. Do drzwi dobiegło ciche pukanie, a moje serce mocniej zabiło. Sięgnęłam po czarne pudełko z prezentem, w którym umieściłam wyniki testu ciążowego. – Czy mogę wejść? – Zza drzwi dobiegł głos jeszcze bardziej znajomy niż głos Kaelena; otworzyłam je swojej matce. – O, Elaro. – Obrzuciła mnie spojrzeniem. – Wyglądasz olśniewająco. – Wejdź. – Uśmiechnęłam się do niej. – Pomyślałam, że przyda ci się pomoc, skoro Lyry nie ma w mieście – zaproponowała, wskazując gestem, bym usiadła przed toaletką. Lyra była moją najbliższą przyjaciółką od czasów gimnazjum i od tamtej pory byłyśmy nierozłączne. Jej rodzina co lato wyjeżdżała na wycieczkę i choć bardzo chciałam, żeby tu teraz była, wiedziałam, jak ważne są dla niej te rodzinne wakacje. I tak wróci za kilka tygodni, a wtedy opowiem jej o wszystkich nowościach. Uśmiechnęłam się, patrząc na swój brzuch. Ale to Kaelenowi miałam powiedzieć pierwszemu, nawet przed mamą, choć z każdą sekundą miałam ochotę to wykrzyczeć. – Dziękuję. – Usiadłam, a mama zajęła się moimi włosami, podczas gdy ja starałam się nie ruszać, malując kreski i nakładając mieniący się cień, pasujący do sukni. Nigdy nie potrafiłam zrobić tego tak dobrze jak Lyra, ale dzisiejszy wieczór i tak należał do Kaelena; wątpiłam, by ktokolwiek patrzył na mój makijaż. – Gotowe. – Mama wyczesała loki, które zrobiła. Moje włosy naturalnie lekko się faliły, ale miękkie skręty dodały mojemu wyglądowi charakteru. – Jeszcze jedna rzecz. – Otworzyła trzymane w dłoni aksamitne pudełeczko. – Wiem, że mówiłaś, iż to wieczór Kaelena, ale jesteś tak blisko zostania Luną. Ja po prostu... twój ojciec i ja jesteśmy z ciebie tacy dumni. Otworzyła pudełko i wyjęła grzebień z białego złota, wysadzany diamentami i szafirami. – Babci. – Wyciągnęłam rękę, by go dotknąć, ale się zatrzymałam. – Tak. – Przytaknęła. – A teraz należy do ciebie. Patrzyłam w lustro, gdy przypinała pamiątkę, upinając część moich loków za uchem. – Absolutnie piękna. – Oparła głowę na moim ramieniu, po czym ucałowała mnie w skroń. – Dziękuję. – Przytuliłam się do niej. – A teraz chodźmy, bo się spóźnimy, a partnerka honorowego gościa nie może pojawić się po rozpoczęciu – powiedziała, brzmiąc bardziej jak Luna Vespera niż ona sama. Wstałam i chwyciłam z szafy cienki szal. Zakrywał moje nagie ramiona i odsłonięte plecy, dzięki czemu czułam się w tej sukni bardziej komfortowo. – Widzimy się na miejscu. – Poszła do jadalni, podczas gdy ja udałam się na spotkanie z Kaelenem i jego rodzicami w gabinecie jego ojca. - - - - - – Wyglądasz pięknie. – Kaelen splótł moją dłoń ze swoim ramieniem. – Pokazujesz jednak trochę za dużo ciała jak na przyszłą Lunę – wymruczał, ale nie był to komplement. Brzmiało to tak, jakby karcił mnie za suknię, której nawet sama sobie nie kupiłam. – Myślałam... – Sama nie wiedziałam. Myślałam, że odgrywam rolę pięknej Luny; myślałam, że doceni to, jak się dla niego wystroiłam, ale najwyraźniej dokonałam złego wyboru. – Istnieje granica między byciem dziw.ką a klasą. – Przesunął wargami po moim uchu, a ja zadrżałam pod wpływem tego dotyku, tłumiąc ból i dezorientację, które czułam. Weszliśmy do jadalni, a za nami jego rodzice. Wszyscy wstali i klaskali na cześć swojego przyszłego Alfy. Czułam przypływ dumy, idąc u jego boku obok rzędów okrągłych stołów w stronę długiego stołu dla wyższych rangą członków watahy i honorowych gości. Chciałam usiąść po jego prawej stronie. – Przesuń się o jedno miejsce – szepnął. – Co? – To zawsze było moje miejsce. – Książę nadchodzi. – Odsunął krzesło, a ja wstałam, przesuwając się dalej. Sięgnęłam po kieliszek szampana, ale cofnęłam rękę, przypominając sobie, że noszę w sobie dziecko, nasze dziecko. Wygłoszono przemówienia, a miejsce między nami wciąż pozostawało puste, on jednak nie poprosił mnie, bym wróciła obok niego. Zatonęłam w myślach, gdy wszyscy powstali. Nie zauważyłam tego, dopóki Luna Vespera nie posłała mi piorunującego spojrzenia, szepcząc moje imię. Och. Wstałam chwilę przed tym, jak mężczyzna zajął miejsce między nami. Spojrzał na mnie, a ja skinęłam głową z grzeczności, patrząc ponad nim tam, gdzie siedział Kaelen. Lysandra szła w stronę naszego stołu, a wszystkie oczy były zwrócone na nią. Jego również. Mężczyzna obok mnie mógł coś powiedzieć, ale tego nie usłyszałam. Widziałam tylko ją, kroczącą w obcisłej czarnej sukni, która rozszerzała się przy każdym kroku. Nie miała ramiączek, a jej usta były pomalowane na głęboką czerwień. Zwróciła się do mężczyzny obok mnie, po czym uśmiechnęła się do mnie, obnażając olśniewająco białe zęby. Posłałam jej grymas, który miał udawać uśmiech, wiedząc, co położyłam na stole przed sobą – co było w tym małym czarnym pudełku, co zmyje ten uśmiech z jej twarzy. – Przyszła Luna to wspaniały widok – mężczyzna obok mnie skinął głową w stronę mijającej nas Lysandry. – To nie ona jest przyszłą Luną. – Ścisnęłam widelec zbyt mocno. – Och, ja... – To ja nią jestem. – Spojrzałam na niego gniewnie. Jego jasnoniebieskie oczy rozszerzyły się na moment, po czym spoczęły na mnie, badając moją twarz. – Nie chciałem cię urazić. Potem już go nie słyszałam; moją uwagę przyciągnęła Lysandra, która pochyliła się nad stołem, by szepnąć coś mojemu partnerowi. Oczy Kaelena rozszerzyły się, gdy się odsunął, ale na jego ustach wykwitł uśmiech. Co on, do kurwy nędzy, wyprawiał? Wiedział, jak ja się przez to poczuję. Miałam zamiar nawiązać z nim więź, gdy nieznajomy obok mnie znów się odezwał. – Zawsze nienawidziłem takich spędów. Wydają się takie formalne, wymuszone. – A co byś wolał? – zapytałam, nie spuszczając wzroku z Kaelena. – Coś małego, kameralnego, z ludźmi, w których towarzystwie naprawdę lubię przebywać. Skinęłam głową. – To brzmi jak cholernie dobry pomysł, tyle że nie pasuje do wysokich rangą członków i ich zamiłowania do popisywania się. Poza tym, co wtedy robiłyby Luny? Pewnie umarłyby z nudów – zauważyłam, a siedzący obok mnie mężczyzna zaśmiał się. Był to głośny śmiech, który przyciągnął uwagę Kaelena, a także jego matki i ojca. Wpatrywałam się w nich wszystkich z uśmiechem na twarzy. Lysandra w końcu odeszła od stołu, tylko po to, by obejść go i usiąść obok Kaelena z jego drugiej strony. Ludzie naprawdę się przesunęli, by Kaelen mógł przystawić jej krzesło. Przelała się przeze mnie fala gniewu. To było coś realnego, czego mogłam się chwycić. Jak ona śmiała? O czym myślał Kaelen? Wiedziałam, że jest uprzejmy, ale to przekraczało granice. - - - - - Przysunęłam się do niego, gdy tylko tamten mężczyzna odszedł, przepraszając Kaelena i jego rodziców. Gdy wyszedł, większość pozostałych osób w sali zrobiła to samo; zostali tylko wyżsi rangą członkowie i niedobitki, w tym moi rodzice. Lysandra uśmiechała się do Kaelena tak szczerze, że nie pragnęłam niczego bardziej, jak tylko zetrzeć ten uśmiech z jej twarzy. Wiedziałam, że powinnam podzielić się tym z nim z radością, ale to była zbyt idealna okazja, by ją przepuścić. Moja złośliwość i radość dotrzymywały sobie tego wieczoru towarzystwa. – Twój prezent. – Przesunęłam go w jego stronę, uśmiechając się. – Chciałam ci go dać wcześniej, ale... – Wzruszyłam ramionami, przygryzając dolną wargę. Spojrzał na mnie z wyraźną ciekawością, otworzył pudełko i wyciągnął kartkę. W moim brzuchu zatrzepotały skrzydła motyli, gdy ją czytał. Nie mogłam się doczekać jego reakcji. Oboje tego pragnęliśmy, ale aż do teraz się nie udawało. Czułam, że to idealny moment. Bogini Księżyca pobłogosławiła nas dzieckiem na miesiące przed przejęciem watahy, zapewniając ciągłość linii Alfy. – Elaro? – Spojrzał na mnie. W jego oczach na moment błysnął ból, zanim zacisnął szczękę. – Chciałbym, żebyśmy załatwili to na osobności. Mój żołądek się zacisnął. Czy to miało znaczenie? Nikt inny nie wiedział; on nawet tego nie ogłosił. – Ja, Kaelen Kross, przyszły Alfa Terytorium Azure-Crest, odrzucam ciebie, Elaro, czy też Elaraminto Balfour, jako moją partnerkę i przyszłą Lunę. Nie rozumiałam jego słów, ale moje ciało tak. Ból przeszył mnie falą, gdy poczułam, że nasza więź zaczyna pękać. Nie mogłam złapać tchu. Ogień przeszył moje ciało, zastępując krew. Przysięgam, to był koniec. Myślałam, że od tego umrę. Obraz mi się rozmazał, po czym zapadła ciemność. Podniosły mnie czyjeś ciepłe, znajome dłonie wśród gniewnych okrzyków. Zamrugałam, gdy wynoszono mnie od stołu. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam, zanim znów odpłynęłam w dręczącą ciemność, była Lysandra pocieszająca mojego partnera w jego bólu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

3 - Urodzinowa niespodzianka – Odrzucona partnerka alfy: Królewska druga szansa | Czytaj powieści online na beletrystyka