Odrzucona partnerka alfy: Królewska druga szansa

Odrzucona partnerka alfy: Królewska druga szansa

Autor: Skylar Quinn

6 - Zamknięcie kolejnego rozdziału
Autor: Skylar Quinn
14 maj 2026
(Elara) Otworzyłam okna na pierwszy powiew cieplejszego powietrza. Wciąż wyczuwało się w nim nuty zimy, jakby niechętnie zwalniała swój uścisk, mimo że wiosna dobiegała już końca. Powietrze było orzeźwiające i wywiewało ciepło z małej chatki. Zapach świeżo upieczonego chleba wydostawał się na zewnątrz, mieszając się z rześkim porankiem. Zatrzymałam się, by to zapamiętać, uchwycić tę chwilę i utrwalić ją w głowie. Zapach wypieków mojej mamy, odświeżające powietrze wpadające przez firanki do naszego domu. Wiedziałam, że mój syn bawi się z tatą tuż poza zasięgiem mojego wzroku. Mogłam udawać, nie, mogłam przeżywać chwile, w których wszystko było właściwie idealne. Delektowałam się nimi i chowałam je głęboko. Wciąż wydawały się ulotne i rzadkie. Kiedy leżałam w łóżku z moim synem, Evrenem, odtwarzałam te wspomnienia, które zebrałam, i napawałam się uczuciami, jakie przywoływałam podczas ich katalogowania. Moi rodzice i ja przeprowadziliśmy się niedaleko od watahy. Na tyle daleko, by nikt nas nie znalazł – nie żeby ktokolwiek szukał, ale nie wiedzieliśmy, dokąd mielibyśmy pójść. Jedyne życie, jakie ktokolwiek z nas znał, to Terytorium Azure-Crest. Zawsze podejrzewałam, że bez względu na to, jak bardzo moi rodzice twierdzili, że są tu szczęśliwi, i jak bardzo faktycznie widziałam ich szczęście, tęsknili za powrotem do miejsca, w którym oboje dorastali. Wiedziałam, że nigdy nie mieli zamiaru wyjeżdżać, dopóki nie zostali do tego praktycznie zmuszeni z mojego powodu, z powodu Kaelena. Przeprowadziliśmy się do domku, który był zapisany na mojego tatę, odziedziczony po dziadkach. Kiedy dorastałam, przyjeżdżaliśmy tu od czasu do czasu na weekendowe wypady, ale teraz uczyniliśmy to miejsce naszym domem. Znajdował się on kilka mil za Aethel-Polis, miastem położonym najbliżej mojej starej watahy. Chata była ukryta na polanie głęboko w lesie. Potrzebowałam ucieczki i nie mogłam wymarzyć sobie lepszej. Skupiłam się na wychowaniu syna najlepiej, jak potrafiłam. Uczyłam go wszystkiego, co wiedziałam. No, przynajmniej tyle, ile mógł pojąć prawie pięciolatek. Jego życie było wypełnione przebywaniem na świeżym powietrzu, czasem spędzanym z rodziną i odkrywaniem świata. Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego życia dla dziecka, nawet jeśli nie było to tym, co kiedykolwiek planowałam. Miał wychowywać się w domu watahy; bycie Alfą było jego prawem pierworodnym. Dla mnie nie miało to większego znaczenia, ale nieustannie martwiłam się, że poczuje brak czegoś poza ojcem i drugą parą dziadków. Zastanawiałam się, kim by był, gdyby dorastał w watasze tak jak ja – w watasze, którą przeznaczono mu było prowadzić. Byłam wściekła w jego imieniu, ale musiałam przyznać, że jeszcze bardziej byłam wściekła w swoim. Żaden z tamtych ludzi nie znał mojego syna, ale oni znali mnie. Omegi, które pomagały mi przygotowywać te nudne przyjęcia, lekarz watahy, który powiedział mi, że jestem w ciąży, Alfa Harkon, który natychmiast mnie zaakceptował i powiedział Kaelenowi, że będzie silniejszy, bo odnalazł swoją towarzyszkę. Jego obecny Beta, Ikaros, i Gamma, Jaxon, z którymi się zżyłam. Wszyscy mnie zdradzili. Może nie dosłownie, ale tak to czułam, widząc ich akceptację dla czynów Kaelena. Logicznie rzecz biorąc, wiedziałam, że ci, którzy nazywali watahę domem, nie opuściliby jej i wszystkiego, co znali, z powodu tego, co mnie spotkało, ale wciąż bolała świadomość, że wszyscy oni żyją teraz dalej własnym życiem. Może tego nie pochwalali, ale nie powstrzymali tego, a to było zbyt wiele, bym mogła im wybaczyć. Nie żeby prosili o wybaczenie, czy w ogóle mieli taką okazję. Rozluźniłam zaciśnięte pięści i spróbowałam oddychać. Evren zaczął zauważać, kiedy wpadałam w to mroczne miejsce, gdzie czułam tylko wściekłość i całkowitą bezradność. Nie byłam pewna, czy życie, które mu skradziono, było lepsze czy gorsze od tego, które mu dałam, ale na pewno było, do diabła, zupełnie inne. To było jedyne życie, jakie znał, dorastając ze mną i moimi rodzicami, ale ta mała bańka szczęścia nie mogła trwać wiecznie. Nawet jeśli serce mi pękało na myśl o tym, że mój słodki, ciekawy świata, kochający chłopiec miałby zostać naznaczony przez prawdziwy świat. Wiedziałam lepiej niż większość, ile ten świat może ci zrobić, nawet gdy losy czy Bogini odgrywają swoją rolę. Świat był okrutny i nie potrzebował powodu, by taki być. Od jakiegoś czasu każdego dnia czułam narastające napięcie. Nie potrafiłam go do końca umiejscowić. Wiedziałam, że moi rodzice zostaliby tu na zawsze, gdybym ich o to poprosiła, ale nie zrobiłabym tego; nie mogłam tego od nich wymagać po tym, jak już tyle poświęcili. „Mamo”. Evren pociągnął mnie za sweter, spoglądając na mnie swoimi miękkimi, zielonymi oczami, które były niemal lustrzanym odbiciem moich. „Umyłeś ręce?” – zapytałam z udawaną surowością, odrywając jego małe rączki od mojego ubrania. „Och”. Spojrzał na tatę, a potem pobiegł do łazienki. „Mamy jeszcze kilka rzeczy do dodania do kolekcji” – powiedział mój tata, podchodząc i opróżniając kieszenie. Ogarnęła mnie niemal znajoma mieszanka smutku i determinacji. To uczucie, które pojawia się, gdy wiesz, że coś dobiega końca i nie możesz tego powstrzymać. „Dzięki”. Przyjęłam skarby z skinieniem głowy i poszłam ułożyć je w naszym pokoju. Zabrałam się do suszenia i prasowania niektórych kwiatów i liści. Zachowywałam te znaleziska, które nie były powtórkami. Wszystko trafiało do jego pudełka na skarby; teraz możliwość zabrania ze sobą czegoś namacalnego z tego miejsca znaczyła dla mnie więcej niż kiedykolwiek. - - - - - Położyłam Evrena spać tamtego wieczoru. Po tym, jak wszyscy zjedliśmy wspólnie kolację, tak jak zawsze. „Myślę, że nadszedł czas” – powiedziałam na głos po raz pierwszy. Moi rodzice przerwali odkładanie ostatnich rzeczy w kuchni. Spojrzeli na siebie i usiedli naprzeciwko mnie przy kuchennym stole, który przez ostatnie lata służył nam do niemal wszystkiego. „Kochanie?” – zapytał tata, biorąc mamę za rękę. „Myślę, że czas, bym ruszyła dalej, byśmy my ruszyli dalej, tylko Evren i ja”. Nie mogłam spojrzeć im w oczy. Znów wymienili spojrzenia, a mama poruszyła się na krześle. Żadne z nich nic nie mówiło, czekając, aż będę kontynuować. „Doceniam wszystko, co dla mnie zrobiliście, dla nas. Wszystko, z czego zrezygnowaliście...” – głos mi zadrżał, więc spróbowałam się opanować. „Ale wiem, że musicie wrócić do watahy, a ja muszę coś zrobić, cokolwiek. Evren miał wspaniałe życie, ale potrzebuje kontaktu z innymi dziećmi. Oboje wiecie tak samo dobrze jak ja, że nie może dorastać tutaj w izolacji”. Mama skinęła głową, ocierając oczy. „Jesteś pewna?” – zapytał tata, a jego oczy również wydawały się zachodzić mgłą. „Z radością byśmy...” – urwał. „Wiem, ale nie mogę tego od was wymagać. Evren niedługo musi zacząć szkołę, a ja muszę znaleźć własną drogę poza tym wszystkim”. Gestem wskazałam na nicość i na wszystko wokół nas, wiedząc, że rozumieją. Musiałam odnaleźć siebie poza przeszłością, która wisiała nade mną bez względu na to, ile czasu upłynęło. Wciąż w niektóre dni czułam ostre ukłucie zdrady, jakbym dopiero co usłyszała te słowa, które wypowiedział publicznie, odrzucając mnie jako swoją towarzyszkę, swoją Lunę i matkę swojego dziecka. Lyra, moja najlepsza przyjaciółka, skontaktowała się ze mną po tym, jak zostawiłam jej szczegółowy, poplamiony łzami list wyjaśniający wszystko, co się stało, zanim wyjechałam. Była jedyną osobą, która wiedziała, dokąd się udaliśmy, i utrzymywałyśmy kontakt listowny niemal co tydzień. Zasięg tutaj był gówniany, ale starałam się do niej dzwonić za każdym razem, gdy jechałam do najbliższego małego miasteczka po zakupy lub nowe ubrania dla Evrena. Rzadko zapuszczaliśmy się w głąb miasta, chyba że chcieliśmy jakiejś odmiany. Czasami tata chciał obejrzeć mecz baseballu, wtedy mama i ja zabierałyśmy Evrena do parku, ale nie pamiętałam, kiedy ostatni raz to zrobiliśmy. To tylko dzięki Lyrze wiedziałam, że Lysandra została oficjalnie mianowana Luną i że według watahy, on zaakceptował ją z powodu jej ciąży. Widzieli w nim niemal męczennika, który poświęcił swoją przeznaczoną towarzyszkę dla dobra swojego dziecka. Lyra niechętnie o tym mówiła, ale ja musiałam wiedzieć; nie żeby dało mi to jakikolwiek spokój. Choć w większości lubiłam swoje obecne życie, nie uśmierzało to bólu, który stał się teraz stałą częścią mnie – bólu po życiu, które zostało mi wyrwane, i wyborach, których nie miałam. „Czas na to”. Opanowałam kłębiące się myśli, wiedząc, że zmierzają w stronę tego mrocznego miejsca. „Też chcę coś robić, dowiedzieć się, czego pragnę poza byciem Luną, poza byciem matką”. Spojrzałam na swoje dłonie. Zawsze byłam świetna w szkole, przynajmniej w większości przedmiotów, ale nigdy tak naprawdę nie myślałam o życiu po szkole średniej. Zakładałam, że zostanę w watasze, może dostanę tam pracę albo w końcu pójdę na studia. Ale te myśli krążyły w mojej głowie, zanim dowiedziałam się, że jestem przeznaczona przyszłemu Alfie, a moje życie skupiło się na staniu się jego Luną. Teraz miałam czas, by dowiedzieć się, co chcę robić dla siebie, co sprawia mi przyjemność, a to wciąż wydawało mi się czymś obcym. Chciałam robić coś, co zapewni stabilność Evrenowi, będzie interesujące dla mnie i, co ważniejsze, przyniesie nam pieniądze. Byłam zdeterminowana, by zapewnić Evrenowi najlepsze życie, jakie mogłam mu dać, a to wiązało się z tym, by jego mama czerpała satysfakcję ze swojej kariery, czymkolwiek by ona ostatecznie nie była. „Dobrze” – powiedział tata, przywołując mnie do teraźniejszości. „Co chcesz zrobić?” Pokręciłam głową. Czego chciałam? „Chciałabym pojechać do miasta, spróbować znaleźć pracę i miejsce do zamieszkania. Ostatnim razem, gdy byłam w miasteczku, widziałam ulotkę o otwartych zapisach na kursy w college'u. Chcę to sprawdzić” – odpowiedziała zdecydowanie, choć w duchu czułam się niepewnie. „To brzmi dobrze”. Tata potarł podbródek. „Jeśli nie macie nic przeciwko, chcę pojechać sama. Kiedy już ułożę sobie życie z Evrenem, będziecie mogli wrócić na Terytorium Azure-Crest”. Rzadko wypowiadałam tę nazwę na głos i ze zdziwieniem odkryłam, że wciąż budzi we mnie emocje. Minus przeprowadzki w odosobnione miejsce był taki... że gdy Evren urósł na tyle, by nie wymagać ciągłego nadzoru, zdałam sobie sprawę, że nie uporałam się ze swoją żałobą i nie byłam pewna, jak to zrobić. „Nie musimy...” – zaczęła mama. „Ale powinniście” – przerwałam jej. „Nie będę daleko; oboje możecie nas odwiedzać, kiedy tylko zechcecie. Evren i ja będziemy na to oczywiście liczyć” – posłałam jej uśmiech, który wydawał się wymuszony. Przypomniał mi ten sztuczny uśmiech Luny, który zakładałam na większość okazji. „Będziemy, tak często, jak tylko się da” – odpowiedziała mama. To trochę zabolało. Podjęłam już decyzję, ale fakt, że tak łatwo się zgodziła, oznaczał, że pragnie tego, czego ja się obawiałam. Chciała wrócić do domu; z powrotem do watahy, w której wątpiłam, bym kiedykolwiek jeszcze postawiła stopę. Część mnie chciała, żeby się sprzeciwili, żeby zostali tutaj, gdzie wszystko było proste i łatwe. By dali mi wymówkę, bym mogła wybrać łatwiejszą drogę. Wiedziałam jednak, że wszyscy potrzebujemy tej zmiany, bez względu na to, jak wielką będzie dla mnie próbą. Zerknęłam tam, gdzie Evren spał w łóżku przy kuchni, tym, które dzieliliśmy. Jego czekoladowobrązowe włosy, włosy jego ojca, były potargane i opadały na czoło nad lekko różowymi policzkami, rozgrzanymi snem. Nie chciałam wywracać jego życia do góry nogami, ale po początkowym szoku związanym ze zmianą, to wyjdzie mu na dobre. „Mogę wyjechać jutro, jeśli się zgadzacie” – zdecydowałam. „Nam to odpowiada. Nie spiesz się” – mama poklepała tatę po dłoni, ale jej głos drżał. Słyszałam ich rozmowę tamtej nocy, gdy leżałam bez sennie, a myśli kłębiły mi się w głowie. Czułam się, jakbym przeżyła tyle fragmentów różnych żyć, a teraz chciałam czegoś, co sprawiałoby wrażenie, że może trwać.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

6 - Zamknięcie kolejnego rozdziału – Odrzucona partnerka alfy: Królewska druga szansa | Czytaj powieści online na beletrystyka