Uniósł mój podbródek, bym na niego spojrzała; jego oczy omiatały moją twarz. – Masz rację; jesteś zmęczona. – Puścił mój podbródek, lekko się chmurząc.
– Nie – rzuciłam tak szybko, odzyskując w końcu głos. – Nie – powtórzyłam pewniej.
Przesunął wzrokiem po mojej twarzy, jakby oceniał, czy to prawda. Wypięłam dumnie pierś, odnajdując w sobie resztki pewności siebie.
– Wybieraj zatem.
– Jesteś skąpy
















