Odrzucona partnerka alfy: Królewska druga szansa

Odrzucona partnerka alfy: Królewska druga szansa

Autor: Skylar Quinn

7 - Community College
Autor: Skylar Quinn
14 maj 2026
(Elara) Następnego dnia wyruszyłam, biorąc samochód zaparkowany kawałek za naszym domkiem. Przywożenie zakupów było przez to koszmarem, ale zaczęliśmy uprawiać ogródek i wytwarzać z ziemi tyle, ile się dało, by ograniczyć wyjazdy. Zastanawiałam się, czy w przyszłości uda mi się znaleźć dla Evrena miejsce z ogrodem. Nie łudziłam się jednak, że na początku będzie mnie stać na cokolwiek z własnym kawałkiem podwórka. Ta myśl sprawiła, że ścisnęło mnie w żołądku. Miałam nadzieję, że robię dla niego to, co słuszne. Tak naprawdę nie wiedziałam nawet, dokąd jadę. Jak właściwie szuka się pracy i mieszkania w prawdziwym świecie? Wszystko, co miałam, to adres lokalnego college'u w mieście. Czesne było dość tanie w porównaniu z czteroletnim uniwersytetem, więc mogłam tam zacząć. Może wybiorę dwa lub trzy kursy w semestrze letnim, żeby sprawdzić różne dziedziny i, miejmy nadzieję, lepiej zrozumieć, co mi się podoba. To było tak samo dobre miejsce na start, jak każde inne. Jeśli udałoby mi się zapisać na jakieś zajęcia, przynajmniej poznałabym okolicę, w której mogłabym zacząć szukać pracy bez kwalifikacji i mieszkania bez pieniędzy – bo przecież pracy jeszcze nie miałam. Wzięłam głęboki oddech. Wszystko po kolei. Znalazłam parking i przejrzałam się w lusterku. Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz miałam na sobie makijaż, i choć pomalowałam tylko rzęsy, wydawało się, że to rozświetliło moją twarz w sposób, którego niemal nie poznawałam. Wiedziałam, że to nie ma znaczenia; nie odrzucą mnie z powodu wyglądu. Moje świadectwo ze szkoły średniej mówiło samo za siebie, a w końcu były to otwarte zapisy. Budynek znajdował się w zachodniej części miasta; stara czerwona cegła byłaby bardziej dostojna, gdyby nie wyblakła z wiekiem. Budynki wokół sprawiały, że wydawał się jeszcze starszy. Były wyższe i wykończone w tych samych szarościach z ogromnymi oknami, które zdawały się dominować w architekturze miasta. Uznałam, że podoba mi się to, jak ten budynek się wyróżnia, i postanowiłam przyjąć to za jakikolwiek znak, choćby najmniejszy, że dokonuję właściwego wyboru. Gdy weszłam do środka, jarzeniówki wydały mi się rażące. Grupa ludzi, młodszych niż sobie wyobrażałam, siedziała za stołem przykrytym cienkim, plastikowym obrusem. Na stole rzędami leżały jaskrawożółte i niebieskie broszury i ulotki. „Cześć”. Moją uwagę przykuła dziewczyna, która nie mogła być starsza ode mnie, z piaskowymi blond włosami spiętymi w kucyk. Jej uśmiech był szeroki i wydawał się szczery. „W czym mogę pomóc?” „Przyszłam tylko sprawdzić, czy są jakieś zajęcia, które mogłyby mi odpowiadać. Ja, cóż, zrobiłam sobie przerwę po szkole średniej i nie jestem pewna, co mnie interesuje” – przyznałam szczerze, podchodząc do stołu. „W takim razie trafiłaś w idealne miejsce”. Podała mi kilka błyszczących ulotek i grubszy informator o kursach. „Polecałabym zacząć od jednego przedmiotu, który cię interesuje, i jednego, co do którego myślisz, że nie będzie ci pasował. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale zdziwiłabyś się, jak wiele osób uważa, że czegoś nie lubi tylko dlatego, że nie lubiło tego w szkole średniej”. Wzruszyła ramionami, a zaraźliwy uśmiech nie schodził jej z twarzy. „Ten pomysł bardzo mi się podoba”. Odwzajemniłam uśmiech. „Świetnie, możesz porozmawiać z niektórymi profesorami. Przez najbliższe dwie godziny mają otwarte dyżury”. Wskazała korytarz po swojej lewej stronie. „Wróć, jeśli będziesz czegoś potrzebować”. „Dziękuję”. Przycisnęłam papiery do piersi i odeszłam, chcąc najpierw je przejrzeć. „Cóż, ta to była energiczna”. Obok mnie zrównała krok rudowłosa dziewczyna. Niemal podskoczyłam, bo wcześniej jej nie zauważyłam. Uśmiechnęłam się. „Wydawała się miła”. „Chciałabym mieć tyle entuzjazmu do... czegokolwiek”. Wzruszyła ramionami, posyłając mi cierpki uśmiech, który wydał mi się dziwnie znajomy. „Ja też” – przyznałam. Przez ostatnie kilka lat mój entuzjazm objawiał się w zupełnie inny sposób. „Kae”. Wyciągnęła rękę. „Moja mama nazwała mnie Kaelia bez żadnego wyraźnego powodu”. Prychnęła. Polubiłam ją. „Więc wybrałam Kae, częściowo na przekór”. Posłała mi półuśmiech. „Elara”. Uścisnęłam jej ciepłą dłoń. „Chcesz usłyszeć coś gorszego niż Kaelia?” Jedna z jej brwi wystrzeliła w górę. „Elaraminta, tak mam na imię”. Spojrzała na mnie. Ciepłe piwne oczy z drobinkami złota i zieleni badały moją twarz, po czym dziewczyna wybuchnęła śmiechem. „Dobra, dobra, wygrałaś”. Wskazała na ławkę za nami, a ja poszłam w jej ślady i usiadłam, odrzucając głęboko rude loki na plecy. Obie przeglądałyśmy katalog kursów. Podała mi długopis, widząc, że zaginam rogi niektórych stron. „To twój pierwszy semestr?” – zapytałam ją po trzykrotnym przejrzeniu listy. Nie było zbyt wielu opcji, ale i tak czułam się przytłoczona. „Tak, uznałam, że spróbuję czegoś innego. Miałam pewną sytuację w szkole średniej i w końcu zdałam maturę dla dorosłych”. Spojrzała na mnie. „Lata później” – dodała beznamiętnie, ale z lekkim uśmiechem. „Ja mam podobnie. Po szkole zrobiłam sobie przerwę i teraz chcę dowiedzieć się, czego pragnę. Miałam nadzieję, że dzisiejszy dzień da mi trochę jasności, ale tylko bardziej namieszał mi w głowie. Wszystko brzmi interesująco; chciałabym spróbować wszystkiego”. „Chciałabym mieć taki problem; mnie to wszystko nudzi. Pracuję w takiej jednej jadłodajni... dobra, oni nie chcą, żebyśmy tak na to mówili, ale tak właśnie jest”. Przewróciła oczami, odchylając się do tyłu. „Chcę po prostu czegoś stabilniejszego. Mam córkę, ma prawie cztery lata, robię to dla niej”. Przyjrzałam się jej; na wspomnienie o córce coś w jej twarzy jakby złagodniało. Zrozumiałam powód, dla którego nie skończyła szkoły w tradycyjny sposób. „Jestem pewna, że znajdziesz coś, co polubisz i co przyniesie pieniądze” – rzuciłam, częściowo by przekonać samą siebie. Prychnęła. „To byłoby marzenie”. Zebrała swoje rzeczy i wstała. „Mieszkasz blisko?” Pokręciłam głową. „To mój pierwszy krok. Wciąż muszę ogarnąć całą sprawę z pracą, przedszkolem i mieszkaniem”. Nie wspominając o wyborze ścieżki zawodowej, studiach i znalezieniu stałego zatrudnienia w wybranym zawodzie. Przyjrzała mi się jeszcze raz, po czym zacisnęła szczękę, jakby podjęła jakąś decyzję. „Nie wiem, czy są tu jakieś wolne mieszkania, ale być może będę mogła ci pomóc w tych dwóch pozostałych kwestiach”. - - - - - - Tydzień później wszystko było już spakowane, a rzeczy moje i Evrena załadowane do samochodu taty. Rodzice mieli wrócić po swoje pudełka, gdy ja się już w pełni zadomowię – na tyle, na ile to możliwe. Ostatni raz spojrzałam na chatkę. Była tylko cieniem tego, czym jeszcze tydzień wcześniej. Okna były zamknięte i zabite deskami, przez co jasny domek wydawał się mroczny. Wszystkie małe, osobiste akcenty, które dodawaliśmy przez lata, trafiły do pudeł, pozostawiając jedynie surowy szkielet wnętrza. Przypomniało mi to chwilę, gdy tu przybyliśmy – byłam wtedy rozbita i w ciąży. Przez te miesiące i lata uczyniliśmy to miejsce domem, a ja, wraz z chatką, stałam się kimś nowym, mniej pustym w środku. Zamknęłam za sobą drzwi, rzucając ostatnie spojrzenie, nie chcąc zapamiętywać tego momentu. „Mamo”. Głosik Evrena sprawił, że się odwróciłam i wzięłam go na ręce. „Dokąd jedziemy?” – zapytał po raz setny. „Na przygodę”. Uśmiechnęłam się do niego, całując go w nos. „Zostawiamy to miejsce na zawsze?” – na jego twarzy pojawił się lekki grymas. „Nie, kochanie. Zawsze możemy tu wrócić. Jedziemy w nowe miejsce, żeby poznać przyjaciół i nowych ludzi. Czy to nie brzmi fajnie?” Wzruszył ramionami i wtulił głowę w moją pierś; robił się taki duży, że noszenie go bywało wyzwaniem, ale delektowałam się tymi chwilami, gdy wciąż wydawał mi się maleństwem. Gładziłam go po tyle głowy i przytulałam do siebie, pragnąc chronić go przed wszystkim, choć wiedziałam, że to niemożliwe. - - - - - „To tutaj”. Tata zatrzymał się przed budynkiem, który miał stać się naszym nowym domem. Udało mi się zdobyć klucze dzięki kaucji, którą dali mi rodzice. Kłóciłam się z nimi o to, ale wiedziałam, że bez ich pomocy nie dam rady. Niewielkie oszczędności, które miałam, poszły na opłaty rekrutacyjne, a przecież wciąż musiałam zapłacić za kursy. Kae pomogła mi dostać pracę tam, gdzie sama pracowała. Nawet nie musiałam iść na rozmowę, zanim mnie przyjęli. Widocznie desperacko potrzebowali pomocy, a mój brak doświadczenia nie miał znaczenia. Mieszkanie nie było pod żadnym względem luksusowe, ale za to dość tanie ze względu na okolicę. „Rozwojowa”, jak to czule ujął mój tata. Dwa małe pokoje i jedna łazienka w zupełności wystarczały dla mnie i Evrena. Mieszkanie kiedyś było czymś w rodzaju magazynu i podobał mi się ten otwarty plan; mgliście przypominało mi chatkę. Wydawało się nowoczesne, choć wcale takie nie było. Wiedziałam, że pozostawienie otwartej przestrzeni wynikało z faktu, że było to tańsze niż stawianie nowych ścian i izolacji. „W zimie będzie tu zimno”. Tata podszedł do okien i zapukał w jedno z nich. „Wrócę tu i zobaczę, co da się z tym zrobić przed mrozami”. Mama rozejrzała się z mieszanką smutku i dumy na twarzy. „Cóż, nie jest źle, wcale nie jest źle”. Skrzywiła się na widok fragmentów odsłoniętej cegły, co ewidentnie nie było wyborem estetycznym, ale mi się nawet podobało. Nadawało to miejscu industrialny klimat, za którego imitację ludzie potrafią słono płacić. „Urządzę je przytulnie; dodam kilka ładnych rzeczy, żeby nie było tak surowo”. Spojrzałam na gołe białe ściany. „Evren” – zawołałam go; biegał właśnie między kuchnią a salonem. „Chcesz zobaczyć swój pokój?” Zatrzymał się gwałtownie, po czym podbiegł do mnie. „Mam swój własny pokój?” – jego oczy błyszczały. „Masz”. Skinęłam głową, wyciągając rękę, którą natychmiast ujął. „Jeszcze nic w nim nie ma, ale pomyślałam, że sam zdecydujesz, co ci się podoba. Może nawet go pomalujemy”. Miał szeroko otwarte oczy, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że robię słuszny krok. - - - - Byłam podekscytowana pierwszą zmianą w restauracji, czy tam jadłodajni, ale jednocześnie poirytowana, że odciągnęło mnie to od kupowania mebli. Rodzice zabrali Evrena na poszukiwania używanych sprzętów, żeby wypełnić przestrzeń. Nie dbałam o to, jak będą wyglądać, ale czułam, że to chwila, w której powinnam być przy nim. „Puk, puk”. Kae zapukała w ramę moich otwartych drzwi wejściowych. „Jak ty w ogóle...?” „Wysłałaś mi SMS-em adres, a drzwi zostawiłaś otwarte”. Uśmiechnęła się, wchodząc do środka i lustrując mieszkanie z rękami na biodrach. „Świetna przestrzeń, naprawdę duża jak na tę okolicę”. Nie wiedziałam, czy żartuje. „Chodź już”. Skinęła głową w stronę wyjścia. „Nie chcemy, żebyś spóźniła się na swoją pierwszą zmianę”. Wyszła dziarskim krokiem przede mną. Chwyciłam klucze, mocując się z nieznajomym zamkiem. Jadłodajnia była kilka przecznic dalej. Kae pokazała mi, gdzie mieszka – parę bloków dalej, tam miał trafiać Evren, gdy ja będę w pracy. Na lato miała opiekunkę, bo przedszkole jej córki już się skończyło. Podział kosztów wyjdzie znacznie taniej niż przedszkole, o ile w ogóle udałoby mi się znaleźć wolne miejsce. Przyjęłam to za znak. Kae była moją matką chrzestną – może taką nieco mroczną wersją, ale pojawiła się i nie tylko zaoferowała pracę, ale i rozwiązanie kwestii Evrena. Miałam nadzieję, że być może w ten sposób Księżycowa Bogini dawała mi znać, że o mnie nie zapomniała. Bardzo chciałam w to wierzyć. To był cud, że wszystko znajdowało się w zasięgu spaceru. College oddalony był o około trzydzieści minut, jadłodajnia o dziesięć, a mieszkanie Kae o kolejne dziesięć. Komunikacja miejska była do pewnego stopnia okej, ale Kae ostrzegała, że nie zawsze można na niej polegać, a mi i tak nie przeszkadzało chodzenie pieszo. - - - - - Moja pierwsza zmiana była prawdziwym wirem zdarzeń. Nie sądziłam, że tak trudno będzie nad wszystkim nadążyć. Mnóstwo biegania tam i z powrotem, noszenia rzeczy i starania się, by o niczym nie zapomnieć. Po wszystkim byłam wykończona fizycznie i psychicznie. „Nie zawsze tak jest. W ciągu tygodnia mamy poranny i południowy szczyt, ale poza tym bywa dość pusto”. Kae wrzuciła kilka talerzy do kuchni, gdy mijałam ją w przejściu. „Usiądź sobie. Myślę, że na dziś skończyłaś”. Zdjęłam różowy fartuch, dziękując w duchu za to, że pozwolono mi nosić pod spodem cokolwiek czarnego. Kae miała na sobie czarną sukienkę do kolan, ale ja bałam się, że coś takiego będzie mi się podwijać do samej dupy, więc wygrzebałam koszulkę z krótkim rękawem i czarne dżinsy, które spakowałam wieki temu, w innym życiu. „Masz”. Kae przesunęła w moją stronę brązową kopertę. Otworzyłam ją z szeroko otwartymi oczami. Dziewczyna oparła się o blat przede mną. „To niedużo, część moich napiwków za pomoc, i technicznie rzecz biorąc, dostajesz stawkę godzinową za szkolenie, ale...” Wzruszyła ramionami. „Dziękuję”. Wsunęłam kopertę do kieszeni. Te pieniądze, nawet jeśli według niej to nie było dużo, przewyższały moje oczekiwania. Jeśli udałoby mi się utrzymać tempo przynajmniej przez pięć lub sześć zmian, stać by mnie było na mieszkanie i kursy. Będzie ciężko, ale dam radę. „Na razie nasze zmiany będą się pokrywać. Wymusiłam to na szefie. Większość to zmiany dzienne, zaczynające się po porannym szczycie. Podrzucisz Evrena do mnie i będziemy mogły przychodzić tu razem”. Skinęłam głową, ale odwróciłam wzrok. „Słuchaj, rozumiem to. Będzie ci ciężko oddzielić go od dziadków, skoro tylko ich znał, ale on musi wejść w rutynę”. Moje oczy znów spoczęły na niej, gdy przygryzłam wargę. Miała rację. To będzie trudne, trudniejsze, niż kiedykolwiek przypuszczałam. Ale robiłam to dla niego, dla nas, i to sprawiało, że było warto. - - - - - Padłam na łóżko, a właściwie na kanapę. Moi rodzice zaskoczyli mnie nowymi materacami dla mnie i Evrena. Szczerze mówiąc, byłam wniebowzięta. Spanie na starym materacu po Bogini wie kim nie wydawało mi się właściwe, zwłaszcza dla mojego syna. Evren spał już twardo na swoim, a rodzice spali w moim pokoju – nalegałam na to, choć mama i tak przygotowała kanapę z czystą pościelą i nowymi poduszkami. Zasnęłam, gdy tylko moja głowa dotknęła poduszki.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki