CASSIA
Z pomocą służącej usiadłam wygodnie w jadalni. Wyczuwałam jego kojący zapach, co wywołało uśmiech na mojej twarzy.
— Dzień dobry, Wasza Królewska Mość — przywitałam się.
— Dzień do...
— Gdzie ona jest? Chciałabym zobaczyć tę wywłokę! — Kobiecy głos rozbrzmiał w powietrzu, sprawiając, że mój uśmiech zniknął jak zdmuchnięty wiatrem.
— O co te krzyki, Vivienne?
— Kochanie, słyszałam, że wczoraj wieczorem sprowadziłeś do domu kobietę, która rzekomo jest twoją partnerką.
Krew nagle zastygła mi w żyłach. Czy ona właśnie powiedziała „kochanie”?
— Usiądź, proszę, a wyjaśnię ci, co się dzieje.
Mrugałam w całkowitym oszołomieniu. Moje uszy musiały mnie zwieść. Bardziej niż ktokolwiek inny, chciałam usłyszeć, co on ma do powiedzenia.
— Cassia rzeczywiście jest moją partnerką.
— Dobry Boże! O... ona? — zapytała kobieta drżącym głosem.
— Tak, ona. Jest moją partnerką, ale to niczego nie zmienia.
Zagryzłam dolną wargę i szybko położyłam drżące dłonie na sukience, żeby nikt nie zauważył mojego zdenerwowania.
— Próbujesz mnie uspokoić tymi słowami? Znalazłeś partnerkę, czy to nie oznacza, że teraz odsuniesz mnie na boczny tor?
— Nigdy tego nie zrobię. Przecież widzisz, że ona jest niewidoma. Nie spodziewasz się chyba, że uczynię niewidomą kobietę o nieznanym pochodzeniu moją Luną i królową?
Pokręciłam głową, a gorące łzy spłynęły mi po policzkach. Czy właśnie wpadłam z deszczu pod rynnę?
Co tu się u licha dzieje?
— O mój Boże! Jakie to niefortunne, że jest ślepa, poza tym, że nie zna swojego pochodzenia.
— Wierzę, że rozumiesz, dlaczego musiałem ją uratować z Watahy Krwawego Księżyca.
— Oczywiście, skarbie. Jest jak biedne, bezdomne kociątko. Ale co w takim razie zamierzasz zrobić z więzią partnerstwa?
— Tym nie musisz się martwić. Właściwie mam propozycję, która będzie korzystna dla nas obojga.
— Naprawdę?
W tym momencie moje serce zdawało się pękać na tysiąc kawałków. Nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę mi się przytrafia.
— Tak. Skoro chcesz pozostać modelką przez następne pięć lat, postanowiłem, że ona będzie naszym inkubatorem.
— Co? Chcesz, żeby była twoją surogatką?
Nie mogłam tego dłużej znieść i zaczęłam głośno kaszleć z łzami w oczach. Wszystko, w co wierzyłam na temat mojego nowego partnera, było kłamstwem. Był gorszy od Rykera pod każdym względem. Nie miał sumienia ani żadnych skrupułów. Mocno chwyciłam moją nową laskę, próbując nie pokazać im, jak bardzo jestem w tej chwili słaba.
— Tak będzie najlepiej. Ty zostaniesz Luną, zachowasz idealną figurę i oczywiście będziemy mieli nasze dzieci. Co ty na to?
Kobieta milczała przez chwilę. Chciałam wierzyć, że żadna kobieta o zdrowych zmysłach nie zgodzi się na takie nonsensy, ale myliłam się — usłyszałam słowo „idealnie”.
Nie mogłam tego dłużej znieść i gwałtownie wstałam z krzesła.
— Cassia, dokąd idziesz? Ledwo dotknęłaś jedzenia.
Jeszcze miał czelność pytać.
— Straciłam apetyt, Wasza Królewska Mość — powiedziałam z ciężkim sercem, po czym odsunęłam krzesło i wybadywując drogę laską, wyszłam z jadalni.
— Mój Boże! Ależ ona jest szybka, kochanie, jesteś pewien, że ona nic nie widzi? — usłyszałam pytanie kobiety.
— Oczywiście, że tak. Po prostu przystosowała się do swojego stanu, to wszystko. Trixie, proszę, odprowadź ją do pokoju, żeby się nie potknęła.
— Tak, Wasza Królewska Mość. — Wspomniana służąca podbiegła do mnie i chwyciła moją laskę. Chciałam krzyknąć i powiedzieć jej, że nie potrzebuję pomocy, ale byłam tu pierwszy raz i naprawdę nie znałam drogi. Z tego powodu złość na nią byłaby głupotą.
Zostałam bezpiecznie doprowadzona do swojego pokoju, gdzie powoli, z ciężkim sercem, położyłam się na łóżku.
— Hm, proszę mi pozwolić to powiedzieć, panno Cassio. Wiem, co pani czuje, ale może panią zainteresować fakt, że pani Vivienne jest narzeczoną króla i jest jedyną kobietą, którą on kocha. Choć jest mi pani żal, bo to pani jest prawdziwą partnerką. Gdyby tylko nie była pani niewidoma, być może sprawy potoczyłyby się inaczej — wyjaśniła służąca, po czym wyszła z pokoju.
Zmoczyłam poduszkę cichymi łzami. W tej chwili nie mogłam pozwolić sobie na głośny płacz, żeby nikt mnie nie usłyszał. To było dla mnie zbyt wiele. Jak mam znieść te tortury?
Drzwi do mojego pokoju otworzyły się po raz drugi i bez wątpienia wiedziałam, że to on.
— Dlaczego wyszłaś, skoro prawie nie tknęłaś śniadania?
To zmusiło mnie do podniesienia się z łóżka. Nie trzymałam w tej chwili laski, ale nie obchodziło mnie to.
— Powiedz mi, czy to jest powód, dla którego mnie tu sprowadziłeś?
— Obawiam się, że nie rozumiem twojego pytania.
— Oczywiście, że rozumiesz! Chcesz, żebym była twoją surogatką, a nawet o tym ze mną nie porozmawiałeś? Jak mogłeś mi to zrobić?
— Słuchaj, nie ma znaczenia, czy z tobą o tym rozmawiałem. Nie myliłem się jednak w tym, co powiedziałem. Jeśli zostaniesz moją surogatką, na pewno będę cię dobrze traktował i nie będziesz musiała się o nic martwić.
— Czy to był jedyny powód, dla którego zabrałeś mnie z Watahy Krwawego Księżyca?
Zamilkł i wydał z siebie głębokie westchnienie.
— Cassia, rozumiesz swoją sytuację lepiej niż ja. Nie mogę pozwolić, by moja partnerka była nękana przez te niewychowane dzieciaki.
— To wszystko?
— Oczywiście. Czekaj, chyba nie myślałaś naprawdę, że uczynię cię moją Luną, co?
Czy to było pytanie, które powinien zadawać w takim momencie? Same jego pytania były druzgocące.
— Cassia, daj spokój. Po pierwsze, jesteś niewidoma, po drugie, nawet nie wiem, skąd pochodzisz. Jak mogę przedstawić kogoś takiego jako moją Lunę i Królową? Społeczeństwo by cię nie zaakceptowało, a ty doskonale wiesz, że jako moja królowa nie masz nic do zaoferowania.
Jego szorstkie słowa sprawiły, że opadłam z powrotem na łóżko.
Wtedy poczułam jego dłonie na moim podbródku, gdy uniósł moją twarz ku sobie.
— Nie zaprzeczam, że jesteś piękna i z tego powodu chętnie będę dzielić z tobą łoże. Jedyne, o co proszę, to byś dała mi piękne i zdrowe szczenięta. Obiecuję, że zapewnię ci wszelki komfort, jakiego potrzebujesz, Cassia. Moje słowo jest cenne jak złoto.
Łzy spłynęły mi po policzkach na te słowa.
— Otrzyj łzy i przygotuj się na moje przyjście. Zaczynamy dziś wieczorem.
















