CASSIA
# 2 miesiące później
Piję poranną herbatę, bo to jedyna rzecz, która pomaga mi na poranne mdłości. Nigdy nie przypuszczałam, że ciąża może być tak trudna. Leżę w łóżku, odkąd ogłoszono, że spodziewam się dziecka. Co więcej, dzień, w którym Killian dowiedział się o mojej ciąży, był ostatnim dniem, w którym mnie odwiedził – a minął już ponad miesiąc.
Właśnie zamknęłam oczy, by zasnąć, gdy nagle i niespodziewanie drzwi do mojego pokoju otworzyły się z hukiem.
— Gdzie ona jest? — Ostry głos Vivienne rozległ się w pomieszczeniu. Natychmiast otworzyłam oczy i usiadłam prosto na łóżku.
— Ach, słyszałam, że jesteś w ciąży i od tego czasu rozstawiasz moje służące po kątach.
— T… to nieprawda — próbowałam wyjaśnić, ale w następnej chwili poczułam silne uderzenie w twarz.
— Jak śmiesz mi przerywać, gdy mówię? Jakie są twoje prawdziwe zamiary? Jestem pewna, że planujesz przejąć moją pozycję za pomocą dziecka, które nosisz.
Kręciłam głową, a łzy spływały mi po policzkach. Oskarżała mnie o rzeczy, których nigdy bym nie zrobiła. Dlaczego ona tak bardzo mnie nienawidzi?
— Trixie! — zawołała głośno.
— T… tak, proszę pani — odpowiedziała Trixie drżącym głosem.
— Przynieś mi nóż!
Co? Westchnęłam z szoku, podobnie jak Trixie.
— P… po co pani nóż?
— Jak śmiesz mnie przesłuchiwać? — Usłyszałam dźwięk uderzenia. Musiała spoliczkować Trixie, która wybiegła z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
Szybko zaczęłam szukać laski i zerwałam się z łóżka. Nie rozumiałam, po co jej nóż, ale z jakiegokolwiek powodu, musiałam chronić siebie i dziecko, które nosiłam.
— P… proszę, miej litość. Nie wiem, co zrobiłam źle, ale proszę, nie krzywdź mnie.
Błagałam z drżącymi rękami.
Wtedy drzwi się otworzyły. Trixie wróciła z nożem.
Dobry Boże, co ona planowała zrobić?
— Wiesz co, myślę, że udajesz niewidomą. Ktoś, kto jest tak ślepy jak ty, nie byłby na tyle sprytny, by robić rzeczy, które potrafią tylko ci, co widzą.
Trixie nagle wydała zduszony okrzyk, co sprawiło, że zamarłam.
Metaliczny zapach dotarł do moich nozdrzy.
— Proszę pani, ona naprawdę nic nie widzi.
— Chciałabym zobaczyć jej reakcję, gdy ten nóż zbliży się do jej oczu.
Rzeczywiście wycelowała nóż w moje oczy, które były szeroko otwarte. Nie mrugnęłam nawet przez sekundę, uporczywie wpatrując się w jeden punkt.
— Hmm, nie mruga? Więc faktycznie jesteś ślepa. Cóż, to dobra wiadomość. — Natychmiast rzuciła nóż na podłogę, sprawiając, że wzdrygnęłam się z przerażenia.
— Słuchaj, ślepy ptaszku. To ja będę Luną Killiana. Zmieniłam zdanie. To ja dam mu dziedzica, więc ten bękart, którego nosisz, nie ma nic wspólnego z tronem.
Mówiąc to, wyszła z pokoju.
— Trixie, posprzątaj ten bałagan — rzuciła na odchodnym.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, a Trixie wyszła, osunęłam się na łóżko. Moje oczy płonęły od powstrzymywanych łez. Było blisko. Nie potrafię sobie wyobrazić, co by się ze mną stało, gdyby się dowiedziała.
~
Przewracałam się w łóżku, nie mając siły wstać. Czuję się taka słaba. To mój trzeci miesiąc – a mimo to nie widziałam mojego partnera. Czy naprawdę porzucił mnie na pastwę Vivienne, by nękała mnie, kiedy tylko przyjdzie? Co się stało z tymi wszystkimi obietnicami, które mi składał?
Pukanie do drzwi sprawiło, że usiadłam prosto. Drzwi się otworzyły i weszła Trixie.
— Pani poranna herbata, panno Cassio — powiedziała Trixie, niemal niesłyszalnie.
— Dziękuję, Trixie. Czy wszystko u ciebie w porządku? — nie mogłam powstrzymać się od pytania.
— T… tak. Niech pani wypije herbatę i położy się spać — powiedziała powoli, po czym wyszła. To było dziwne. Trixie zawsze pytała mnie, jak minęła noc, ale dzisiaj tego nie zrobiła. Pewnie nie jest w najlepszym nastroju. Zastanawiałam się, co się jej stało.
Sięgnęłam po filiżankę i wypiłam zawartość jednym haustem. Gorąca herbata każdego ranka była jedynym sposobem, by uniknąć wymiotów przez resztę dnia.
W chwili, gdy położyłam się na łóżku, by odpocząć, nagle poczułam ostry ból w podbrzuszu.
— Argh! — krzyknęłam i szybko usiadłam. Co się dzieje? Skąd ten nagły ból? Myślałam, że minie, ale ból tylko przybierał na sile.
— Argh!! — wrzasnęłam, zwijając się na łóżku i trzymając za brzuch. Próbowałam wezwać pomoc, ale ból po prostu mi na to nie pozwalał.
— Niech mi ktoś pomoże, argh!
Podczas walki spadłam z łóżka na ziemię i nagle poczułam coś ciepłego spływającego po moich udach do nóg, czemu towarzyszył metaliczny zapach.
Natychmiast zamarłam. Powoli dotknęłam miejsca, z którego wyciekał płyn i zesztywniałam. Krew! W tym samym momencie drzwi do mojego pokoju otworzyły się na oścież.
— Co się dzieje? — Usłyszałam głęboki głos należący do nikogo innego jak Killiana, któremu towarzyszył stukot obcasów – wyczułam, że to Vivienne.
— Co tu się wyrabia?
— O mój Boże! Czy to krew? — zapytała natychmiast Vivienne. Nie miałam nawet okazji wyjaśnić, co się ze mną dzieje.
— Natychmiast wezwać lekarza! — rozkazał Killian donośnym głosem. Ból był straszliwy i wprawiał mnie w panikę. Czy coś stało się mojemu dziecku?
Kilka minut później wszedł lekarz i szybko podbiegł do mnie. Położył rękę na moim brzuchu, ale szybko ją cofnął.
— Proszę być ze mną szczerą, panno Cassio, co pani dzisiaj przyjmowała?
— N… nic poza poranną herbatą — odpowiedziałam przez łzy.
— To jest jej filiżanka porannej herbaty na stole, czy myśli pan, że coś jest nie tak? — zapytała Vivienne.
— Obawiam się, że tak, Wasza Królewska Mość.
— Co pan ma na myśli, doktorze?
— Wydaje się, że w filiżance są resztki ziół wczesnoporonnych.
— Co? — zapytał Killian w szoku.
— O mój Boże! Nie mogę uwierzyć, że zabiła nasze dziecko, Killianie — powiedziała głośno Vivienne.
— N… nie, nie zrobiłam tego. Nigdy bym tego nie zrobiła — wymamrotałam w całkowitym oszołomieniu.
— Jak śmiesz, Cassia!
Kręciłam głową, a łzy płynęły mi po policzkach.
— Nie zrobiłam tego, musisz mi uwierzyć, Wasza Królewska Mość.
— Jak śmiesz? Obiecałem ci wszystko, by zapewnić ci komfort, a ty odważyłaś się zabić moje szczenię!
— Nie, nie, nie. Nigdy bym nie zabiła własnego dziecka! — wykrzyczałam, ale nikt mnie nie słuchał.
— Roderick! — Killian zawołał swojego betę.
— Tak, Wasza Królewska Mość.
— Wywlecz tę morderczynię z mojej watahy i precz z mojego królestwa!
W moim osłabieniu i bólu zostałam wyciągnięta z pokoju przez betę.
— Wasza Królewska Mość, proszę mnie wysłuchać! — krzyczałam, gdy mnie wywlekano, a krew kapała ze mnie na podłogę.
— Dopilnuj, żeby nigdy nie wróciła!
















