« PERSPEKTYWA JULIANA »
„Tak się cieszę, że obaj mogliście przyjść” – mama uśmiechnęła się szeroko, a ja przeniosłem wzrok na Luciana, siedzącego na kanapie kawałek ode mnie. Miał spuszczoną głowę i splecione dłonie; wydawał się głęboko pogrążony w myślach. Minęło ponad dziesięć minut, odkąd przyjechałem, a on wciąż nie podniósł wzroku.
Mama podeszła i usiadła obok niego, kładąc mu rękę na ramieni
















