"Woah, ta impreza jest obłędna!" – wrzasnąłem do Juliana, przekrzykując muzykę. Szliśmy ramię w ramię przez dom wypełniony ludźmi, którzy zdążyli się już wstawić. Niektórzy obściskiwali się na kanapie, inni pili przy barku, a jeszcze inni byli na parkiecie, ocierając się o siebie w tańcu. Pokiwałem głową w rytm bitu. "Widzisz gdzieś swoją Maddie?" – zapytałem.
"Nie, ale idę jej poszukać. Dzwoń, jak będziesz mnie potrzebował". Julian klepnął mnie otwartą dłonią po plecach, na co skrzywiłem się z obrzydzeniem.
"Fuj, stary, co do cholery!"
Zaśmiał się i odszedł, ginąc w tłumie, a ja skierowałem się w stronę kuchni, gdzie znajdowały się wszystkie trunki.
Natychmiast chwyciłem puszkę piwa i wlałem ją w gardło, rozkoszując się goryczą i pieczeniem w przełyku. Wypiszywszy wszystko, rzuciłem puszkę do kosza i odwróciłem się na pięcie, ale natknąłem się na kobietę opartą o ścianę. Stała z rękami skrzyżowanymi na wydatnym biuście, ubrana w obcisłą czerwoną sukienkę, która podkreślała każdą jej krzywiznę.
"Siema, Clara. Co cię tu sprowadza?" – postąpiłem krok naprzód, a ona opuściła ręce. Patrzyłem, jak oblizuje wargi, a jej wzrok taksuje moją twarz i sylwetkę, by w końcu spocząć z powrotem na moich oczach. Uśmiechnąłem się pewny siebie.
"Widziałam, jak wchodzisz. Obiecałeś mi dzisiaj taniec, pamiętasz?" – podeszła bliżej i położyła mi dłoń na ramieniu.
Powoli oplotłem ramieniem jej wąską talię i przyciągnąłem ją gwałtownie do siebie. Nasze ciała się zderzyły, a ona sapnęła z zaskoczenia.
"Och, wiesz, że uwielbiam, kiedy tak ostro mnie traktujesz" – powiedziała słodkim tonem. Pochyliłem się i przygryzłem płatek jej ucha, czując, jak po jej ciele przebiega dreszcz.
"A ty wiesz, że lubię, gdy jest ostro i bez owijania w bawełnę" – szepnąłem, a ona odchyliła głowę. "Co do tego tańca, chodźmy. Parkiet należy do nas". Złapałem ją w talii i wyprowadziłem z kuchni do salonu, gdzie impreza trwała w najlepsze.
Weszliśmy na parkiet. Obróciłem ją i natychmiast zaczęliśmy tańczyć, gdy jej tyłek ocierał się o moje krocze w rytm muzyki.
Odwróciła się i zarzuciła mi ręce na szyję, a moje ramiona automatycznie powędrowały do jej talii. Kontynuowaliśmy taniec, wpatrując się sobie prosto w oczy – oboje tonęliśmy w pożądaniu... nic mniej... nic więcej – pomyślałem, wpijając się w jej usta. Odpowiedziała z tą samą siłą, ale będąc stroną dominującą, przejąłem inicjatywę, doprowadzając ją do cichego jęku.
W chwili, gdy zatracałem się w przyjemności, czyjaś dłoń nagle dotknęła mojego ramienia. Odwróciłem się i natychmiast dostałem mocny cios w szczękę. Zachwiałem się, tłum wydał okrzyk zdziwienia, a muzyka nagle ucichła. Zapanowała cisza, przerywana jedynie ciężkimi oddechami.
Przyłożyłem dłoń do ust i zobaczyłem krew. Fala palącego gniewu przeszyła moje ciało. Gwałtownie wyprostowałem się i wyprowadziłem cios prosto w twarz napastnika. Patrzyłem z satysfakcją, jak upada do tyłu, ale koledzy go podtrzymali. W momencie, gdy mieliśmy rzucić się na siebie z pięściami, między nami nagle wyrósł Julian.
"Serio, co do kurwy, chłopaki?" – warknął, a ja przygryzłem wargę, marząc o tym, by przyłożyć temu idiocie w tę głupią szczękę.
"Mnie nie pytaj, on zaczął. Nie wiem, co mu nagle odbiło, nie ruchałem ci matki, stary!" – wrzasnąłem. Zobaczyłem, jak zaciska szczękę, a jego oczy ciemnieją. Wycelował we mnie palcem wskazującym, na co odpowiedziałem mu środkowym palcem.
Chuj mu w dupę!
"Dotykałeś mojej dziewczyny, wyraźnie cię ostrzegałem, żebyś nie wchodził mi w drogę, Caspian!" – krzyknął, a ja prychnąłem.
"Nie wiedziałem, że z ciebie taki romantyk, Asher, ale chyba twoja puszczalska dziewczyna nie chce mieć za chłopaka mięczaka" – odgryzłem się. Uśmiechnąłem się drwiąco, gdy próbował się na mnie rzucić, ale jego ekipa go powstrzymała. Byliśmy w centrum uwagi – wszyscy przerwali zabawę, by oglądać to widowisko.
"Jak śmiesz, Caspian, skopię ci tę twoją pieprzoną dupę!"
"Och, nie wiedziałem, że jesteś gejem, Asher, ale wybacz, nie sypiam z facetami".
Julian interweniował: "Dobra, wystarczy. To tylko nieporozumienie".
"To nie jest tylko nieporozumienie!" – warknął Asher, a jego wzrok płonął nienawiścią. "Lepiej pilnuj pleców, Caspian. Karma zawsze wraca, a jeśli nie wróci sama, to ja ci ją dostarczę pod drzwi!"
Podniosłem ręce i zacząłem klaskać. "Piękna mowa, Asher, ale ta twoja dziwka potrzebuje jej teraz bardziej niż ja" – wycedziłem z drwiącym uśmiechem. Znów próbował do mnie dopaść, a ja stałem niewzruszony, ciesząc się każdą chwilą jego irytacji. Jednak inni wciąż go trzymali... pewnie wiedzieli, że skończyłoby się to krwawo, bo ktoś opuściłby to miejsce z połamanymi kośćmi i żebrami, i na pewno nie byłbym to ja.
"Dobra, koniec tego" – powiedział Julian, chwycił mnie za nadgarstek i wyciągnął z domu na chłodną, nocną ulicę.
Wyrwałem rękę z jego uścisku. "Nie mam jeszcze zamiaru wracać do domu" – poinformowałem go.
"Wiem, ale trzymanie was obu w jednym pomieszczeniu tylko pogorszy sprawę. Ktoś musiał ustąpić" – stwierdził, a ja uniosłem brew.
"Od kiedy to bawisz się w mediatora?"
Wzruszył ramionami. "Próbowałem zaimponować mojemu obiektowi westchnień, gapił się na mnie".
Julian był bi i strasznie kręcił go pewien chłopak z kampusu, którego nie chciał mi pokazać, bo – jak twierdził – miałem z nim kiedyś spięcie i szczerze się nienawidziliśmy. Julian po prostu panikował... przecież nic bym nie zrobił, gdyby byli razem... ale wciąż nie znałem tego gościa... Julian był zbyt wielkim cykorem, żeby go zaprosić na randkę.
Gdy otwierałem usta, by skomentować jego głupotę, poczułem w kieszeni wibracje telefonu. Z westchnieniem wyciągnąłem go i odebrałem, nie sprawdzając, kto dzwoni.
"Co!" – rzuciłem poirytowany. Nie wiedziałem, jaki palant dzwoni do mnie o tej porze nocy.
"Caspian!" – skarcił mnie głos, od którego przeszły mnie ciarki.
"Mamo?"
















