Wlokłem się do pokoju, który dzieliłem z Julianem. Zastałem go siedzącego na łóżku; tupał nogą o podłogę. Natychmiast wstał, gdy wszedłem.
— Dzięki Bogu, tak się martwiłem. — Westchnął z ulgą, ale ja patrzyłem na niego tępym wzrokiem. Czułem się wyczerpany, czułem, jak nadzieja wyślizguje mi się z rąk, odlatując, zanim zdążyłem ją pochwycić.
— Nie zabił mnie, jak myślałeś. — Przewróciłem oczami, p
















