Drzwi windy powoli się zamknęły. Cillian stał spokojnie naprzeciw wściekłego spojrzenia Juliana. W jego oczach nie było śladu strachu. Jego głos był cichy, ale ostry niczym ostrze uderzające prosto w słaby punkt Juliana.
— Na twoim miejscu martwiłbym się teraz stanem żony. A nie innymi, brudnymi sprawami. — W tonie Cilliana słychać było wyraźny sarkazm.
Twarz Juliana pociemniała jeszcze bardziej.
















