W obliczu tej niedorzecznej sceny, w której Julian trzymał Serafinę i jednocześnie żądał przeprosin, Elara poczuła się, jakby słyszała największy żart świata. Powoli uniosła głowę. W jej oczach nie było gniewu, tylko chłodna kpina.
— Myślisz, że ona na to zasługuje? — Głos Elary był lekki jak piórko, ale każde słowo wyraźnie niosło pogardę, jaką czuła w sercu.
Julian poczuł, że te słowa go dławią.
















