logo

beletrystyka

Ślepi na więź

Ślepi na więź

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 2
Autor: Aeliana Moreau
10 sty 2026
Wilkołaki mogą przemienić się w każdej chwili, zazwyczaj między 13. a 18. rokiem życia. Wcześniejsza lub późniejsza przemiana była rzadkością, ale się zdarzała. Po przemianie stawałeś się częścią watahy. Zaczynałeś treningi, patrole graniczne i przyjmowałeś bardziej aktywną rolę w społeczności. Zaczynałeś również chodzić na Zgromadzenia w celu znalezienia swojego partnera. Odbywały się one raz na kwartał i zmieniały lokalizację. W tym kwartale padło na naszą watahę, Midnight Moon. Nie byliśmy największą watahą, może nawet nie w pierwszej piątce, ale wciąż posiadaliśmy całkiem spore terytorium z 300-400 wilkołakami. Byliśmy też dość popularni, ponieważ znajdowaliśmy się w samym środku, co oznaczało, że nie trzeba było długo podróżować, więc przyjeżdżała większość okolicznych watah. Tematyka i aktywności były różne. Pikniki, dni sportu, tańce, kino samochodowe, kręgle, łyżwy. Przez lata było tego sporo. Jednak tym razem obecna Luna i Melissa, będąca partnerką Bety, uznały, że fantastyczny bal będzie na miejscu. Suknie balowe i garnitury. Muzyka i żyrandole. Książęta i księżniczki – taki w zasadzie był ich motyw przewodni. Planowały wykorzystać jeden ze starszych, opuszczonych domów, który faktycznie wyglądał jak zamek, i przez ostatni miesiąc odnawiały go na Zgromadzenie. Kolejne nie odbędzie się u nas aż do przyszłego roku, więc chciały, by to było niezapomniane. Nigdy na żadnym nie byłam. Przemieniłam się, gdy miałam 12 lat, a ojciec pobił mnie wtedy niemal na śmierć. Mówił, że nie zasługuję na wilka. Moja przemiana nigdy nie została odnotowana, a wszelkie wzmianki o mnie w zasadzie wyparowały. Nie chodziłam do szkoły. Melissa twierdziła, że byłabym dręczona i że „ratuje mnie” przed szkołą. Więc w zasadzie przestałam istnieć w obrębie mojej watahy. Nie wolno mi było wychodzić z domu i nigdy, przenigdy nie wolno mi było się przemieniać. Nie wiedziałam nawet, jak nawiązać więź mentalną, coś, co przychodzi wraz z byciem częścią watahy po przemianie. Ale tym razem było inaczej. Maddie przemieniła się w tym roku i to miało być jej pierwsze Zgromadzenie. Nie wiem, jak zostałam w to wciągnięta, ale Ty, Maddie i ja mieliśmy obowiązek się pojawić. Nie cieszyłam się na to, poza jedzeniem. Wizja zjedzenia pełnego posiłku bez bycia wyrzuconą z jadalni za psucie apetytu brzmiała niebiańsko. Jednak znalezienie partnera nie było moim priorytetem. Może jedynie po to, by mieć odrzucenie z głowy. Moje ciało było pokryte bliznami, które nigdy się nie zagoiły, byłam niewidoma i nawet niezarejestrowana w watasze. Nikt przy zdrowych zmysłach by mnie nie chciał. Więc odrzucenie było nieuniknione i było czymś, co wiedziałam, że zaboli, ale chciałam po prostu mieć to już za sobą. I tak wyjeżdżałam następnego ranka. Mój ojciec i Melissa zdecydowali, gdy miałam 8 lat, że jestem wystarczająco dorosła, by pracować w fabryce tuż poza granicami watahy. Podejrzane praktyki zatrudniania w fabryce idealnie pasowały do ich pomysłu na wykorzystanie mnie. Podwozili mnie więc do granicy i wysadzali. Stamtąd szłam do fabryki. Pracowali w systemie: trzy miesiące pracy, cztery miesiące przerwy. To prawdopodobnie dzięki temu byłam w stanie znieść znęcanie się, które mi fundowali. Przynajmniej trzymało to Kai w spokoju. Wszystkie moje pieniądze trafiały do nich. Przez lata jednak zbudowałam sobie własne życie poza watahą. Przestałam pracować w tej fabryce. Oni wciąż myśleli, że tam pracuję, a ja wciąż przynosiłam wypłatę, więc nigdy nie pytali ani ich to nie obchodziło. Finansowałam wystawny styl życia Melissy. Odmawiała ubrudzenia sobie rąk z obawy przed złamaniem paznokcia, więc nie miała innej pracy niż plotkowanie z innymi kobietami z „wyższych sfer” watahy. Nadrabiałam wszystko, czego mojemu ojcu brakowało w pieniądzach, co sprawiało, że gardził mną jeszcze bardziej. – Auri? – Ty szepnął przez drzwi. Zamrugałam, musiałam zasnąć. – Tak? Usłyszałam cichy szczęk zamka i drzwi się otworzyły. Ty wspiął się na moje łóżko i podał mi kanapkę oraz szklankę wody. Usiadł, przyglądając mi się. – Wszystko w porządku? Skinęłam głową, przeżuwając kanapkę. – Z tobą nie będzie, jeśli ojciec cię złapie. Prychnął. – Najwyżej udzieli mi surowej reprymendy. – Przerwał. – Na pewno wszystko okej? – Nic mi nie jest, Ty, naprawdę. Myślę, że chcą się upewnić, że będę wyglądać w porządku na Zgromadzeniu. – Kai przesłała obraz ze swoich oczu do moich i zobaczyłam Ty’a wpatrującego się w drzwi. – Martwisz się o jutro? Potrząsnął głową i spojrzał z powrotem na mnie. – Jeśli znajdę swoją parę, wyjadę stąd. Ale kto będzie przemycał ci jedzenie albo dbał o to, żebyś miała bandaże? Maddie jest zdecydowanie zbyt głośna. Zaśmiałam się cicho. To była prawda. Była jak słoń w składzie porcelany i nie miała za grosz wyczucia skradania się czy bycia cicho. – Cóż, jutro ruszam do fabryki. Więc to przynajmniej trzy miesiące nieobecności tutaj. A potem, po tym czasie, zgaduję, że po prostu spróbuję przetrwać. – Mogłabym zostać renegatem. Wiem, że masz ludzi, którzy mogą pomóc – powiedział to tak cicho, że nawet będąc dosłownie stopę od niego, gdybym nie miała wilczego słuchu, mogłabym go nie usłyszeć. – Mogłabym. Myślałam o tym. – Twarz Ty’a gwałtownie zwróciła się w moją stronę, malował się na niej widoczny szok. – Proszę cię. Myślisz, że nie myślałam o byciu naprawdę wolną? O wszystkich moich opcjach? To zawsze była jakaś możliwość. Ja po prostu… nie chcę was zostawiać. Żeby ich złość skupiła się na waszej dwójce. Wciąż jestem waszą starszą siostrą. Skinął głową, krzywiąc się lekko, gdy dopiłam szklankę wody i oddałam mu ją. – Jeśli będziesz potrzebować pomocy… Uśmiechnęłam się. – Wiem, Ty, wiem. Dzięki. Jeszcze raz. – Zachichotałam lekko. Gdy wyszedł, zamknęłam oczy, próbując zasnąć. „Może jutro znajdziemy naszego rycerza w futrzanej zbroi. I zabierze nas z dala od tego wszystkiego” – zadumała się Kai. Zaśmiałam się. „Jesteś zbytnią optymistką. Odrzuci nas i będziemy mogły żyć dalej swoim życiem”. „Tego nie wiesz, Auri! Może pokocha nas jeszcze bardziej! Jesteśmy jedyne w swoim rodzaju!” Tym razem przewróciłam oczami. „Zdecydowanie jesteśmy jedyne w swoim rodzaju. Takiego rodzaju, którego nikt nie chce. A teraz śpij, Kai. Inaczej rano będziemy wyglądać jak żywe trupy”. Burknęła. „Dobra. Ale ja wciąż mam nadzieję”. „I to właśnie w tobie kocham, Kai”. Sen nadszedł szybko i spałam bez snów, co było rzadkością, biorąc pod uwagę koszmary, które miewałam. Obudziło mnie dopiero walenie do drzwi.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Ślepi na więź | Czytaj powieści online na beletrystyka