Krążyłam po apartamencie. Papiery były rozrzucone na stole jadalnym. Kilka z nich przytrzymywała popielniczka, którą już dawno należało opróżnić. Morgan siedział po drugiej stronie stołu. Twarz ukrył w dłoniach, a między jego palcami wciąż tlił się papieros.
– Dobra, przejdźmy przez to całe gówno, które nam zaserwowali.
Morgan tylko kiwnął głową; trochę popiołu spadło na leżący poniżej papier.
– S
















