logo

beletrystyka

Ślepi na więź

Ślepi na więź

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 5
Autor: Aeliana Moreau
10 sty 2026
Maddie opuściła nas natychmiast po dotarciu na salę balową, rozmawiając z kimś, kto jak mogłam tylko przypuszczać, był jej kolegą z klasy. Ty został ze mną przez chwilę i rycersko odprowadził mnie do narożnika. Zapachy były nieco przytłaczające w połączeniu z głośnością muzyki i rozmów. Byłam wdzięczna za pomoc Ty'a. – Idź, wiem, że masz tu przyjaciół. Poczułam, jak kręci głową. Przechyliłam głowę w jego stronę, teraz świadoma, że był sztywny jak deska. – Czujesz ją, prawda? Swoją parę? Uścisnął moją dłoń. – Czuję. – Więc na co czekasz! Idź po nią! Jezu, Ty! Nie stój obok osoby, co do której wiesz na PEWNO, że nie jest twoją parą. – Zachichotałam i popchnęłam go w głąb sali. „Nie czuję niczego specjalnego”. Kai ujawniła się po raz pierwszy od dłuższego czasu. Może jeszcze ich tu nie ma, wciąż jest dość wcześnie. Rozejrzałam się, było dużo ludzi, ale wciąż napływali na salę balową. W końcu była dopiero 18:15. Ojciec i Melissa widzieli, jak wchodziliśmy, a Ty i Maddie z radością opisali mi wyraz obrzydzenia na ich twarzach, gdy dostrzegli mój strój. Ale ja po prostu wcisnęłam się w kąt. Czułam na sobie kilka spojrzeń, ale odmówiłam użycia Kai, by ich zobaczyć. Czekałam w kącie przez kolejne dziesięć minut, aż ludzi zrobiło się tak dużo, że zaczęło to być duszące. Było tak wiele zapachów i dźwięków, że bolały mnie moje nadwrażliwe zmysły. Zgubiłam dźwięk zarówno Ty'a, jak i Maddie w tłumie, i nie chciałam też ich szukać. Kto chce, żeby kręciła się przy nim ślepa starsza siostra. Było też oczywiste, sądząc po milczeniu Kai, że mojego partnera tu nie ma. Kładąc rękę na ścianie, skierowałam się na tyły sali balowej, z dala od napływających ludzi. Kiedy byliśmy dziećmi, rodzice obecnego Alfy tu mieszkali. Więc bywaliśmy tu co jakiś czas. Znałam to miejsce lepiej niż większość, więc prześlizgując się korytarzem, zeszłam bocznymi schodami, które prowadziły do drzwi na zewnątrz. Zamek był bliżej lasu niż nasz dom, więc zsunęłam szpilki, które podkradłam ze stosu Melissy „Do Oddania”, i boso ruszyłam w las. Gdy tylko dotarłam do linii drzew, poczułam się lepiej. Ta cisza, którą niesie las, tłumiąca rzeczywistość wśród liści i pokrytej rosą trawy. Niedaleko w głębi znajdowała się moja ulubiona skała do przesiadywania. Była nieco mniejsza, niż zapamiętałam. Jako dzieci bawiliśmy się w Króla na Skale. Siedząc na niej teraz, zwiesiłam nogi, które prawie dotykały małego strumienia poniżej. Poprawiłam sukienkę i po prostu odchyliłam się do tyłu, chłonąc księżyc, który przebijał się przez drzewa. Na moment ciszę przerwały dwa bardzo głośne silniki podjeżdżające pod zamek. Ale wkrótce ucichły, a muzyka i rozmowy z przyjęcia rozproszyły się na wietrze pośród drzew. To była idealna noc, by być w lesie. „Nie bądź rozczarowana, Kai”. Fuknęła. „Jak mogę nie być rozczarowana? To pierwsza prawdziwa szansa, jaką miałyśmy, by wyjść i sprawdzić, czy mamy partnera w obrębie watah”. „Partnera, który nieuchronnie by nas odrzucił”. „Tego nie wiesz, Auri! Przestań!” Prychnęłam. Wiedziała, że mam rację, ale nie była jeszcze gotowa się poddać. Ja byłam całkowicie gotowa. „Czy to, co powiedział Ty, cię dręczy?” – zapytała cicho Kai. „Masz na myśli ucieczkę, zostanie banitą? To, żeby Morgan się nami zajęła? To znaczy, to jest jakaś opcja. Mamy spore oszczędności. – Prychnęła, ale pozwoliła mi kontynuować. – Mogłybyśmy w końcu wydostać się spod ich buta. Może jeśli Ty i Maddie znajdą dziś swoich partnerów, kiedy jutro wyjedziemy, po prostu nie wrócimy. Wyjdziemy z emerytury i będziemy pracować u Morgan”. Nastała długa cisza. Las wypełnił przestrzeń między nami, jakbyśmy rozmawiały ramię w ramię. „Okej”. Podniosłam głowę. „Okej?” Poczułam, jak Kai kiwa głową. – No to dobrze – powiedziałam na głos i wzięłam głęboki oddech. Będziemy od nich wolne. Nie będziemy tymi ostatnimi, które zostały. Wiatr znów się wzmógł, a ja odchyliłam się, pozwalając mu opływać moją skórę; moje zwykłe workowate ubrania nie pozwalały skórze oddychać ciepłem powietrza. Czułam się, jakbym ładowała baterie w świetle księżyca. Zmęczenie i znużenie życiem po prostu ulatniały się wraz ze wszystkimi negatywnymi emocjami, które czułam. Kilka razy para wilków przebiegła kilka metrów ode mnie w głąb lasu. Partnerzy, biegnący razem przez drzewa po raz pierwszy. Nie wiem, jak długo tam byłam. Czułam się trochę źle. Wiedziałam, że Ty mógł mnie szukać. Jeśli jego umysł został całkowicie przejęty przez jego partnerkę. Cholera, mógł już ją zabrać do domu, zostawiając Maddie i mnie na powrót z Ojcem i Melissą. Albo Maddie wyszła ze swoim nowym partnerem, zostawiając tylko mnie. Wzdrygnęłam się na tę myśl. Chmury zdawały się przesunąć i cieszyłam się pełnym blaskiem księżyca, gdy usłyszałam trzask łamanych gałęzi dochodzący z lasu. Ktoś nie dbał o dyskrecję swojego wejścia. Biernie odwróciłam głowę, wiedząc, że to może być jedno z mojego rodzeństwa albo jakaś para, która postanowiła pofiglować w lesie. Wiatr przybrał na sile i powiał w stronę zamku, w stronę dźwięku kogoś przedzierającego się przez las. – Wiecie, niektórzy próbują cieszyć się cichym blaskiem księżyca. Mój głos poniósł się między drzewami i na moment kroki ucichły. Uśmiechnęłam się i oparłam z powrotem w stronę księżyca. Ale kroki ruszyły dalej w moją stronę, a ja westchnęłam. Były jeszcze głośniejsze niż wcześniej, więc podniosłam się z pozycji półleżącej, siadając prosto. Odwróciłam się w ich kierunku. Zatrzymali się niedaleko skały. Minęła chwila i cisza lasu powróciła. „Potrzebujesz mnie?” – zapytała Kai, ale nie odpowiedziałam. – Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że nie zrozumieliście aluzji, że byłam… – Jak masz na imię? Głos, głęboki i chropowaty, otulił moją skórę, a ja wciągnęłam gwałtownie powietrze. Nie mogłam mówić, nie mogłam się ruszyć. Po prostu tam siedziałam, a sam ten głos sprawiał, że moje ciało reagowało. Znałam to uczucie bez żadnych wyjaśnień. Kai zagruchała z tyłu mojego umysłu. Jego głos tym razem zawarczał. – Jak masz na imię, moja paro? W końcu udało mi się przełknąć szok. – Auri, nazywam się Auri Meadows. – Wreszcie cię znalazłem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Ślepi na więź | Czytaj powieści online na beletrystyka