Szczerze mówiąc, nie słyszałem, jak Max i Morgan podjechali. Wpadli przez drzwi, gotowi do walki. Wstałem, mój kurczowy uścisk na oparciu krzesła zelżał; w ustach wciąż miałem trzeciego papierosa. Auri nadal siedziała na krześle. Udawała, że pali, trzymając w ustach niezapalonego papierosa. Trzymała swoją mrożoną herbatę, którą nam dolała.
Spojrzałem na zegarek.
– Minęły trzy pieprzone godziny.
–
















