Gdy zostawiliśmy rzeczy w samochodzie, wróciliśmy na ulicę. Max podniósł Auri, sadowiąc ją sobie w zgięciu ramienia. Zdawała się do tego przyzwyczajona, bo nawet nie pisnęła. Musiałem wydłużyć krok, żeby dotrzymać Maxowi tempa. Po kilku minutach dotarliśmy na skraj ulicy. Tłum ludzi zdawał się podwoić od czasu, gdy odnieśliśmy rzeczy. To miało sens, że wziął teraz Auri na ręce.
Widok z krawędzi ul
















