Palący żar. Duszący smród płonącego dywanu mieszał się z metalicznym posmakiem topniejącej armatury. Nieznośne katusze płomieni pokrywających jej ciało pęcherzami, trawiących jej istnienie – a potem nagłe zanurzenie w lodowatej rzeczywistości.
Sienna Caldwell złapała powietrze. Zamiast gęstego, śmiercionośnego popiołu, jej płuca wypełniło rześkie, wilgotne powietrze. Drżała w zimnej wodzie, a jej ubranie było ciężkie i przylegało do skóry. Dezorientacja sprawiała, że pokój wokół niej wirował, ale jedna kotwica natychmiast przywróciła jej równowagę: była zamknięta w ciasnym, opiekuńczym uścisku zniewalającego mężczyzny.
Łazienka tonęła w półmroku, rozświetlana jedynie przez gniewną, pomarańczową poświatę sączącą się spod framugi drzwi. Ogłuszający ryk szalejącego na zewnątrz piekła był tłumiony przez równomierny strumień wody lejący się z deszczownicy, gromadzący się wokół nich w porcelanowej wannie. Sienna mrugała, próbując pozbyć się kłujących kropel i zmuszając wzrok do wyostrzenia. Gdy to się udało, z trudem łapnęła powietrze w obolałym, podrażnionym od dymu gardle.
Mężczyzna, który ją trzymał, odznaczał się iście diabelską urodą i uderzającymi rysami twarzy. Urzekające, niebieskie oczy spoglądały na nią z góry, kryjąc w sobie ostry, nieprzewidywalny błysk. Woda spływała z jego zarysowanej szczęki, wzdłuż mocnej szyi i przez uwodzicielskie krawędzie obojczyków, widoczne przez zniszczoną, rozpiętą koszulę.
Rozpoznanie uderzyło ją w klatkę piersiową niczym fizyczny cios. To był Kaelen Vance. Cieszący się złą sławą marnotrawny syn potężnej rodziny Vance'ów, mężczyzna słynący z lekkomyślnej rozpusty i nieokiełznanego stylu życia.
Dlaczego tu był? Pożar w hotelu. Eleganckie wydarzenie, które przerodziło się w ognisty koszmar.
Jej umysł złożył fragmenty układanki w jedną całość. Nie była martwa. Los zainterweniował z brutalną siłą, wyciągając ją z popiołów. Została cudownie przeniesiona w czasie z powrotem do nocy hotelowego pożaru, do tego samego momentu, w którym Kaelen niespodziewanie wyrwał ją z paszczy płomiennej śmierci.
Natarła na nią lawina makabrycznych wspomnień. Jej poprzednie życie zakończyło się płonącą, rozdzierającą serce zdradą. Przypomniała sobie czyste okrucieństwo swojego męża, Damona Fletchera. Bezwzględnie ją wykorzystał, odgrywając rolę oddanego kochanka wyłącznie po to, by zabezpieczyć ogromną fortunę rodziny Caldwellów. Ale pieniądze nie wystarczyły. Potrzebował krwi pępowinowej ich nienarodzonego dziecka, by ocalić swoją prawdziwą miłość, Gię Mercer. Damon ukradł jej dziecko i zostawił uwięzioną w piekle, skazując na spalenie żywcem, podczas gdy on zaniósł Gię w bezpieczne miejsce.
Fantomowy ból po płomieniach lizał jej skórę, ale lodowata woda do kąpieli zmyła go. Sienna uniosła drżącą dłoń i otarła z policzków zalegające łzy. Gorzki, cyniczny śmiech wydobył się z jej gardła, odbijając się echem od wykafelkowanych ścian.
Nigdy więcej.
Właśnie tam, w tej lodowatej wannie, złożyła w myślach krwawą przysięgę. Nie będzie już więcej jednorazowym pionkiem Damona. W tym drugim życiu przejmowała całkowitą kontrolę nad swoim losem. Zamierzała upewnić się, że Damon straci wszystko, co było mu drogie. Każdą resztkę godności, jego bogactwo i jego cenną Gię.
"Panno Caldwell, witam z powrotem w krainie żywych."
Gładki, dźwięczny głos Kaelena przebił się przez jej mściwą mgłę. Głęboka barwa jego słów stanowiła ciepły, wstrząsający kontrast do zimnej wody, która ich przemaczała.
Sienna z powrotem przeniosła na niego uwagę, ignorując pieczenie w gardle. "Tak. Jestem tutaj. Dzięki za ratunek, panie Vance."
Wykonując niedbały ruch głową, jego niebieskie oczy badawczo błądziły po jej twarzy. "Nie ma o czym mówić. Ale co właściwie się tam wydarzyło? Myślałem, że jesteś przyklejona do swojego rzekomo oddanego narzeczonego. Wymknął się bez ciebie?"
To niewinne pytanie uderzyło w nią niczym młot. Siennę zalało gorzkie wspomnienie dawnych kłamstw Damona. W jej poprzednim życiu stał przy szpitalnym łóżku i twierdził, że w dymnym chaosie przypadkowo uratował Gię zamiast niej. Przysięgał, że próbował wrócić. Kłamstwa.
Tłumiąc w sobie gotującą się wściekłość, Sienna wymusiła równy oddech. Kiedy ponownie spojrzała na Kaelena, po rozpaczy nie było już śladu. W jej ciemnych oczach zatańczył nowo odkryty, figlarny błysk.
"Wygląda na to, że mój narzeczony był zbyt zajęty zgrywaniem bohatera dla kogoś innego", zauważyła wyjątkowo równym tonem. Przysunęła się bliżej, a jej ruch był celowy. "Ale mam to niesamowite szczęście, że u mojego boku znalazł się w zamian pan Vance."
Kaelen zamilkł, szczerze zszokowany jej opanowanym i zalotnym zachowaniem. Budynek dosłownie płonął wokół nich, a jednak patrzyła na niego jak drapieżnik oceniający swój posiłek. "Wow", zaśmiał się bogatym, niskim dźwiękiem. "Szalejące w mieście plotki malują zupełnie inny obraz. Na mieście mówi się tylko o twoim niesłabnącym, ślepym oddaniu narzeczonemu. Wszyscy powtarzają, że odliczasz dni do zbliżającego się ślubu."
Sienna parsknęła. Jej usta drgnęły w cynicznym półuśmiechu, zbywając plotki jako czczą paplaninę. "Plotki to tylko szum. Zdradzę ci sekret. Mężczyzna, który ucieka, gdy robi się gorąco, to nie materiał na męża."
Nie przerwała kontaktu wzrokowego. Zamiast tego obrzuciła Kaelena taksującym, pełnym uznania spojrzeniem, zwracając uwagę na jego szerokie ramiona i niewymuszone, magnetyczne przyciąganie, które posiadał. "Ty z kolei", powiedziała śmiało, komplementując jego uderzający wygląd. "Masz niezaprzeczalny urok. Masz prestiżowe pochodzenie. Bądźmy szczerzy, jesteś o niebo lepszy niż jakieś z nieprawego łoża zero."
Zmiana atmosfery była natychmiastowa. Szczęka Kaelena zacisnęła się w twardą linię. Figlarny błysk zniknął z jego niebieskich oczu, zastąpiony przez zimny, ostry chłód.
Fakt, że Damon był nieślubnym synem jego starszego brata, Prestona, był pilnie strzeżoną, drażliwą tajemnicą rodziny Vance'ów. Jego ojciec, patriarcha rodu, trzymał tego trupa głęboko w szafie. To, że Sienna, osoba z zewnątrz, od niechcenia użyła tych informacji jako broni, było dla niego równie zaskakujące, co niepokojące.
Napięcie trwało jednak zaledwie chwilę, po czym Kaelen uśmiechnął się na jej czystą śmiałość. Oparł głowę o kafelki, wydając surowe ostrzeżenie. "Zanim zaczniesz wyciągać porównania, lepiej odrób pracę domową. Wyrobiłem sobie opinię największego playboya w Valmont. Jestem ostatnim mężczyzną, z którym ustatkowałaby się jakakolwiek szanująca się kobieta." Uniósł brew w wyzywającym geście. "Jesteś pewna, że naprawdę jestem choć trochę lepszy od tego nieślubnego zera, którym tak gardzisz?"
Niezrażona jego reputacją Sienna przysunęła się bliżej. Lodowata woda obmyła jej obojczyki, ale nawet nie drgnęła. Jej oczy iskrzyły silną mieszanką głębokiego rozbawienia i niezachwianej determinacji.
"Niedoceniasz samego siebie", powiedziała mu, wynosząc go do rangi księcia w porównaniu z Damonem. Oparła dłoń lekko na jego przesiąkniętej klatce piersiowej, czując miarowe bicie jego serca. "A jeśli jesteś na to gotowy, jestem skłonna uczynić to oficjalnym w chwili, gdy tylko wyjdziemy z tego budynku. Bez żartów."
















