Przeszukując odświeżający się kanał, Sienna śledziła chaotyczną plątaninę tekstu migającą na jej ekranie. Pośród przyprawiającego o mdłości morza nieuzasadnionego współczucia, zauważyła kilku odważnych sceptyków próbujących zdemaskować niewinną grę Gii. Pisali szybko, określając wschodzącą gwiazdę mianem oszustki i manipulującej kokietki. *Wszyscy wiemy, że ona tylko zgrywa ofiarę,* skomentował jeden z użytkowników. *Nikt nie kończy jako ta druga w pokoju hotelowym przez przypadek.*
Jednak potężna fala opłaconych zwolenników bezlitośnie pogrzebała te słuszne słowa krytyki pod lawiną przytłaczających pochwał. Sienna patrzyła, jak zsynchronizowane konta botów spamują sekcję komentarzy, zagłuszając wszelki prawdziwy głos rozsądku emotikonami serc i łez. Posłała świecącemu, toksycznemu ekranowi ostatnie lekceważące spojrzenie i zamknęła kartę przeglądarki. Miała już więcej niż dość tego wyreżyserowanego cyrku jak na jedną noc.
Obok niej Kaelen pochylił się bliżej. Studiował jej twarz, wyraźnie zaskoczony jej opanowaniem w obliczu tak brutalnego, publicznego mordu na reputacji.
– Znosisz tę surową nagonkę całkiem spokojnie – zauważył na głos, a w jego głębokim głosie pobrzmiewała nuta szczerej ciekawości.
Sienna odwróciła głowę, natychmiastowo odpowiadając. Irytacja przeplatała jej ostry głos, gdy stanowczo go poprawiła. – Jestem daleka od spokoju. Po prostu odmawiam okazywania tego i dawania im satysfakcji z oglądania, jak się łamię. – Skrzyżowała ramiona, a jej spojrzenie ochłodło, gdy zdiagnozowała sytuację. – Gia po prostu używa swojego wściekłego fanklubu jako broni, by urządzić gigantyczną publiczną histerię. Cała ta taktyka PR jest wręcz żałosna.
Kaelen zachichotał. Głęboki dźwięk zadudnił w jego piersi, dając jasno do zrozumienia, że był zaintrygowany jej bystrym, analitycznym umysłem. – Muszę im to przyznać. To brudna sztuczka, ale działa – przyznał, a na jego ustach zagościł figlarny uśmieszek. – Damon to cwany gracz, a kobieta, na którą ma oko, również nie jest nowicjuszką w dziedzinie manipulacji.
Sienna zmarszczyła brwi na te swobodne pochwały skierowane pod adresem jej wrogów. Nienawidziła tego słuchać, ale nie mogła zaprzeczyć, że miał rację. W swoim poprzednim życiu wpadłaby dokładnie w tę samą pułapkę. Zostałaby zdezorientowana na bezpośredniej linii ognia, podczas gdy Gia i Damon odgrywaliby przed kamerami biedne, niewinne ofiary.
Ale nie tym razem. Odmówiła bycia jednorazowym pionkiem w ich chorej grze.
– I co z tego? – odparła, unosząc podbródek z wyzywającym spojrzeniem. – Ich małe, wyreżyserowane intrygi nie ostoją się w starciu z zimną, twardą prawdą. Przysięgam, że sprawię, iż pożałują, że kiedykolwiek ze mną zadarli.
Biorąc uspokajający oddech, pozwoliła, by kipiący gniew opadł. Kpiący uśmiech powrócił na jej twarz, przenosząc ciężką uwagę z powrotem na wysokiego mężczyznę siedzącego obok niej. – Dzięki, że wpadłeś tak późno, aby pomóc i zaoferować swoje wsparcie. To wiele znaczy, mieć kogoś po swojej stronie.
Zanim zdążył zbyć jej wdzięczność, powróciła do swojej wcześniejszej propozycji. Pochyliła się bliżej, a jej oczy błysnęły niezachwianą determinacją. – Zastanawiałeś się poważnie nad tym, co powiedziałam w hotelu? O tym, żebyśmy wzięli ślub?
Nie straciła ani chwili, przechodząc do pewnej siebie mowy przekonującej. – Jestem czysta jak łza. Mam swoje życie pod kontrolą. Potrafię sobie poradzić w każdej sytuacji i byłabym solidną, kompetentną żoną. Moglibyśmy stworzyć potężny zespół, panie Vance.
Uśmiechając się cierpko na jej upartą, bezpośrednią, wręcz biznesową ofertę, Kaelen pokręcił głową. – Może najpierw powinnaś skupić swoją energię na obecnych wrogach publicznych – zasugerował gładko, odwracając się w stronę drzwi sali szpitalnej, by wyjść.
– Hej, nie śpiesz się tak – powiedziała Sienna, powstrzymując go, zanim zdołał sięgnąć klamki. Zrobiła krok do przodu, proponując szybki kompromis. – Nawet jeśli nie jesteś jeszcze gotowy, by stanąć ze mną na ślubnym kobiercu, mógłbyś przynajmniej dać mi swój numer. Pozwól, że zabiorę cię na coś do jedzenia, kiedy cały ten bałagan zostanie uprzątnięty. Potraktuj to jako porządne podziękowanie.
Zaskoczony jej nieustępliwością, Kaelen zamarł. Mógł po prostu wyjść za drzwi, ale zamiast tego wyrecytował swój numer telefonu. Sienna szybko wpisała go do swojego urządzenia, wyszukując jego profil i natychmiastowo wysyłając zaproszenie do grona znajomych.
Krótką chwilę później, z powrotem w cichej izolacji własnego pokoju, Kaelen wyciągnął telefon z kieszeni i zaakceptował jej zaproszenie.
Kilometry dalej Sienna oparła się swobodnie o poduszki. Uśmiechnęła się złośliwie, analizując jego okrojony, wyselekcjonowany profil. Jego media społecznościowe malowały żywy obraz zapalonego, nieskruszonego imprezowicza. Przewijała rzędy zdjęć przedstawiających nieskończone tłumy, drogie butelki alkoholu i dzikie, późne noce w ekskluzywnych, podziemnych klubach.
Jednak w jej bystrym oku cała ta sceneria wydawała się zaaranżowana. Kaelen ani razu nie mieszał się z kobietami na zdjęciach. Zawsze stał nieco z boku, niczym zdystansowany obserwator we własnym, dzikim życiu. Posty zdawały się być odgrywane dla konkretnej, oceniającej publiczności, zamiast służyć jako prawdziwe odzwierciedlenie jego codziennej rutyny.
Rozbawiona tą oczywistą fasadą, pofrunęła palcami po klawiaturze. Wysłała mu zuchwałą wiadomość.
[Panie Vance, prowadzi pan wystawne życie, co? Każda noc to nowa przygoda. Ale to tylko przyjacielskie przypomnienie — proszę przystopować z tymi późnymi nocami. Jest pan młody, ale nie chce pan wypalić się zbyt wcześnie.]
Siedząc na brzegu łóżka, Kaelen przeczytał przychodzącą wiadomość. Jego oczy rozbłysły nagłym zainteresowaniem, a na jego przystojnej twarzy wykwitł powolny uśmiech. Była bystra, nieustraszona i nieustępliwa.
Odpisał natychmiast, a jego kciuki śmigały po ekranie. Zapewnił, że jest zdrów jak ryba i nie potrzebuje z jej strony żadnych zmartwień. Następnie, decydując się na przekroczenie granic, rzucił śmiałe, sugestywne wyzwanie.
[Jestem zdrów jak ryba. Nie musi się pani martwić o moją wytrzymałość. Ale jeśli naprawdę chce pani przekonać się na własne oczy, gorąco zachęcam, by wpaść i mnie przetestować.]
















