Cofając się od żaru bijącego od zrujnowanych drzwi hotelu, Sienna obserwowała, jak Gia gładko i bez wysiłku wchodzi w wyuczoną rolę ofiary. Nie zaskoczyło jej to ani trochę. Jej dawna, najbliższa powierniczka opanowała emocjonalną manipulację do perfekcji. Była to gorzka, raniąca niczym szkło rzeczywistość, którą Sienna znała aż za dobrze. Odkąd w poprzednim życiu Gia pokazała swoje prawdziwe, potworne oblicze, knując plan wykorzystania własnego nienarodzonego dziecka Sienny, iluzja ich przyjaźni prysła. Wspomnienie tej zdrady – ten chłodny, wyrachowany sposób, w jaki Gia obrała sobie za cel niewinne życie, podczas gdy cały czas udawała wspierającą przyjaciółkę – wypalało się w umyśle Sienny niczym kwas. Miała dość zgrywania naiwnej głupiej. Nie pozwoli, by historia się powtórzyła.
Jej głos ociekał ciężkim, gryzącym sarkazmem, gdy bezpośrednio zakwestionowała marną wymówkę Damona. "Złapałeś przez pomyłkę niewłaściwą kobietę? To nie lada pomyłka, Damon. Spójrzmy na fakty. Zanim pojawił się dym, Gia gawędziła z Phoebe w sporej odległości ode mnie. Ponadto między pierwszym sygnałem alarmu przeciwpożarowego a szaleństwem, które ogarnęło salę, minęło dobre pół minuty." Zrobiła krok do przodu, a w jej oczach błysnęła pycha. "Powiedz mi, Damon. Biorąc pod uwagę rozkład sali oraz to, gdzie obie stałyśmy, przez ten cały czas jak mogłeś, do diabła, nie zorientować się, że to nie byłam ja?"
Słysząc tę niezaprzeczalną logikę, twarz Warrena pociemniała niczym burzowa chmura. Zęby mocno mu się zacisnęły, a jego instynkt ojcowski z każdą sekundą podsycał furię. Zgromadzony wokół tłum wychwycił kalkulację w słowach Sienny. Ich początkowe zmieszanie szybko się ulotniło. Zaniepokojone pomruki przerodziły się w podejrzliwe, pełne zrozumienia uśmieszki, kiedy to elita zaczęła łączyć ze sobą kropki.
Tracąc swoje charakterystyczne, dżentelmeńskie opanowanie, Damon postąpił o krok w przód. Panika w jego oczach była aż nadto widoczna, ale próbował zamaskować ją autorytetem. Zniżył głos, niosąc ze sobą mrożące krew w żyłach, ledwie zawoalowane ostrzeżenie przeznaczone tylko dla jej uszu. "Sienna, posłuchaj samej siebie. Jesteś po prostu zdenerwowana. Dym, panika – to wszystko płata ci figle. Robienie scen przy wszystkich nie jest najlepszym sposobem na załatwianie takich spraw." Wyciągnął rękę, próbując wmówić jej swoje kłamstwa i zmusić do uległości. "Gia i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. Niczym więcej. Jesteśmy u progu złożenia sobie wielkiej obietnicy, nasz ślub zbliża się wielkimi krokami, a ty w tak agresywny sposób kwestionujesz teraz moją lojalność? Wskazujesz na poważny brak zaufania."
Sienna rzuciła mu głośne, ostre wyzwanie, upewniając się, że słyszą ją wszyscy w holu. "Brak zaufania? W porządku. Skoro jesteś tak niewinny, udowodnijmy to. Phoebe stoi właśnie tam." Wskazała w stronę najdalszej krawędzi skupiska zgromadzonych gości. "Powinnam od razu poprosić Phoebe, żeby sprostowała, gdzie dokładnie stała Gia w momencie, gdy włączył się alarm?"
Damon zamarł. Zerknął w stronę Phoebe z zaciśniętą szczęką.
Widząc jego zająknięcie, Gia interweniowała w akcie desperacji. Przepchnęła się do przodu, a jej oczy zyskały perfekcyjne zaczerwienienie. Broniła się przez łzy, odgrywając zranionego ptaszka. "Sienna, przestań! Wiem, że jesteś przerażona, ale nie możesz ot tak zmyślać rzeczy. Z całą mocą deklaruję to w tym momencie – ja mam chłopaka! To dobry człowiek, a twoje oskarżenia, że my z Damonem robimy coś na boku, to cios poniżej pasa. Niszczysz moją reputację przez jakieś olbrzymie nieporozumienie!"
Sienna się po prostu roześmiała. Był to zimny, pusty dźwięk, który przebił na wskroś fałszywe łzy Gii. Była gotowa systematycznie i bezlitośnie zniszczyć ich tak starannie przygotowaną fasadę.
"Chłopaka?" zakpiła Sienna, głosem ostrym jak szkło. "Nie spiesz się z zaprzeczeniami, Gia. Porozmawiajmy o tym twoim tajemniczym chłopaku. Pamiętasz ten ekskluzywny pokaz samochodów z zeszłego miesiąca? Damon powiedział mi, że tylko rozgląda się za nowym sportowym samochodem. Spędził wiele godzin, patrząc na konkretny model. Fascynujące, że zaledwie trzy dni później pojechałaś pod dom dokładnie takim samym autem."
Gia wciągnęła gwałtownie powietrze. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale Sienna nie dała jej dojść do słowa.
"A co z biżuterią?" naciskała Sienna, krocząc powoli w tę i z powrotem przed nimi. "Ta bransoletka z limitowanej edycji, 'Nebula Star'. Damon bardzo chciał ją kupić, ale w butiku powiedzieli, że się wyprzedała. A jednak, cudownym zbiegiem okoliczności, w kolejnym tygodniu ta sama bransoletka pojawiła się na twoim nadgarstku. Czyżby to też był prezent od twojego niewidzialnego chłopaka?"
W końcu Sienna przystanęła i wykonała szeroki gest, wskazując na to, jak wyglądali w tej właśnie chwili. Zmierzyła ich z góry na dół z całkowitą pogardą. "A jakby tego wszystkiego było mało, przyjrzyjmy się dzisiejszemu wieczorowi. Po prostu spójrzcie na siebie. Oboje macie na sobie dopasowane stroje od projektantów. Wykonywane na zamówienie szwy, paleta w konkretnym granatowym odcieniu, misterne hafty – wszystko doskonale do siebie pasuje na dzisiejszy wieczór. Nie próbujcie zaprzeczać; to na odległość wygląda na oryginały od Jennifer. Będziecie tam stać i wciskać mi kit, że ten konkretny dobór pasujących do siebie ubrań to tylko zwykły zbieg okoliczności?"
Niezaprzeczalny dowód wzrokowy w postaci pasującego ubioru uderzył w tłum jak cios. Oczy zebranych przeskakiwały od szytego na miarę garnituru Damona na elegancką suknię Gii. Kompozycja była nieskazitelna, wręcz krzycząca o tym, że planowali wspólny wieczór.
Z twarzy Gii natychmiast odpłynęły wszystkie kolory. Łzy przestały spływać. Stała jak wryta, a jej sieć kłamstw rozsypywała się na oczach wszystkich. Damon zaniemówił do reszty, jego lekko otwarte usta zdradzały szok, gdy wpatrywał się w tkaninę na sobie, pasującą do tej drugiej.
Wśród tłumu wybuchły pełne zaskoczenia okrzyki oraz przyciszone przekleństwa. Zebrani byli otwarcie zniesmaczeni tym niespodziewanym, przeraźliwie jasnym odkryciem.
"Dobry Boże, ona ma rację. Tylko spójrzcie na ten splot", szepnęła pewna kobieta z nutą jadu w głosie.
"Nie mogę w to uwierzyć. 'Biedna mała ofiara' i 'perfekcyjny dżentelmen' bezczelnie przyprawiali jej rogi tuż pod jej nosem", parsknął jakiś mężczyzna, kręcąc głową. "Zrobili z nas wszystkich głupców."
"Zostawić własną narzeczoną na pewne spalenie po to, by ratować swoją kochankę... podłe."
Mimo dzwoniącego jej w uszach natychmiastowego publicznego zadośćuczynienia Sienna nie odczuwała żadnej prawdziwej ulgi. Patrzyła na obnażoną, skompromitowaną parę, lecz ten głęboki, dojmujący ból zdrady bynajmniej z niej nie wyparował. Zrozumiała to, co czuła w głębi duszy – że to jest wyłącznie akt otwarcia do wielkiej vendetty. To publiczne zawstydzenie było kroplą w morzu w porównaniu z bólem, jaki zadali jej w przeszłości.
Jej głos nieco zadrżał, odwróciła się więc od całego tego widowiska i mocno chwyciła ojca za ramię. "Tato", wymamrotała, a wezbrana adrenalina zaczęła wreszcie opadać. "Nie czuję się za dobrze. Możesz mnie zabrać do szpitala?"
Warren od razu się na to zgodził, obejmując opiekuńczo córkę ramieniem. Zmierzył Damona zabójczym, bezkompromisowym spojrzeniem. Stanowiło ono cichą przysięgę; obietnicę potężnej i nieuchronnej zemsty na wypadek, gdyby okazało się, że słowa Sienny były najszczerszą z prawd. Damon wzdrygnął się pod spojrzeniem starszego mężczyzny, wiedząc, że jego przyszłość legnie w gruzach.
Przed wyruszeniem w drogę na tle pełnej chaosu ulicy z pożarem, Sienna przeskanowała całe skupisko wzrokiem. Zignorowała swojego byłego, dając mu tonąć w nieprzyjaznych szeptach zbulwersowanych elit. Zamiast tego powędrowała prosto przed siebie – ku Kaelenowi.
Stał na uboczu, poprawiając mankiety i wydając się całkowicie niewzruszonym dramatycznymi następstwami wydarzeń.
"Panie Vance", wywołała go Sienna, skracając między nimi dystans. "Dziękuję za to, że na mnie tam wcześniej uważałeś." Przytrzymała na nim zdecydowane spojrzenie, czerpiąc z ogromu śmiałości, o istnieniu którego nawet nie miała pojęcia. Obcesowo zasugerowała, "Wybieramy się teraz do szpitala celem zbadania. Powinieneś jechać tam z nami. Przeszedłeś przez dym tak samo jak i my, więc zawsze lepiej chuchać na zimne."
Kaelen spojrzał na nią w dół. Gwałtowny żar bijący z jej oczu dosłownie moment temu ustąpił miejsca czemuś obdarzonemu nutą szczerej troski. Błysnął w zamian szarmanckim, ulotnym kącikiem ust półuśmiechem. "Doceniam troskę, panno Caldwell", odmówił formalnie, gładkim i pełnym dystansu tonem. "Ale nic mi nie będzie. Nie ma potrzeby, by się pani fatygowała."
Gdy odwrócił się, by odejść, odrzucając zaproszenie, Siennę ogarnęła nagła panika. Nie mogła tak po prostu pozwolić mu odejść w mrok nocy. Wyciągnęła rękę, początkowo z zamiarem chwycenia go za rękaw, by go zatrzymać.
Jednak w nagłym, śmiałym ruchu, jej dłoń minęła ciemny materiał jego marynarki. Zamiast tego jej palce zacisnęły się mocno i w rezultacie chwyciła jego nagi nadgarstek.
















