Sienna podniosła wzrok znad białej poduszki, zaskoczona widokiem Kaelena opierającego się wygodnie o szpitalną framugę drzwi. Sterylna koszula, którą miał na sobie, nie umniejszała jego władczej prezencji. "Panie Vance, o co chodzi?" zapytała, wskazując gestem na ciemne okno. "Jest późno. Powinien pan złapać trochę snu, by zregenerować się po tym dymie."
Jego mroczne spojrzenie pozostało wyostrzone, nie przepuszczając niczemu w skąpo oświetlonym pokoju. Kiedy przemówił, jego głos niósł w sobie głęboką, stabilną barwę, która z łatwością wypełniała cichą przestrzeń. "To szpitalne skrzydło nie jest dokładnie sanktuarium, gdzie mówi się tylko szeptem. Słyszę wszystko, co tu się odprawia."
Sienna zamarła, kiedy prawda powoli zaczęła do niej docierać. Agresywna kłótnia, którą właśnie stoczyła z Brendą i Chloe, musiała roznieść się echem prosto przez cienkie ściany. Okrzyki, groźby i końcowa interwencja ojca – słyszał to wszystko. Posłała mu delikatny, przepraszający uśmiech, krzywiąc się w duchu na myśl o rodzinnym dramacie, którego musiał być świadkiem. "Obudziliśmy pana? Mam nadzieję, że nie zakłóciliśmy zbytnio pana odpoczynku."
Kaelen zlekceważył te obawy drobnym przechyleniem głowy. "Tylko na moment złapałem drzemkę, więc jestem gotowy do działania", oznajmił. Niemniej jednak w jego oczach zatańczył błysk oceniającego zainteresowania, gdy uważnie przypatrywał się jej twarzy. "Ale ty... pomimo emanującego z ciebie tak opanowanego zewnętrza, nie wyglądasz na osobę odbywającą swoją najlepszą noc w życiu."
Sienna zmarszczyła czoło w autentycznym zakłopotaniu po jego zagadkowej uwadze. Uważała, że całkiem dobrze poradziła sobie ze swoją macochą i przyrodnią siostrą, neutralizując ich toksyczną energię, zanim zdążyła jeszcze bardziej eskalować.
Kaelen figlarnie podrzucał w dłoni swojego smartfona. Blady, enigmatyczny uśmiech musnął jego usta. "Cały świat właśnie z jakiegoś powodu oszalał. Powinnaś to sprawdzić."
Zaintrygowana jego tonem, Sienna sięgnęła po telefon ze stolika nocnego. Odblokowała ekran i uruchomiła swoje media społecznościowe. Jej tablica płonęła od masowych hashtagów dotyczących pożaru w hotelu Crown Majestic. Ludzie udostępniali zdjęcia kłębiącego się dymu, migających świateł pojazdów ratunkowych i wytwornych gości stojących na mrozie. A jednak najpopularniejszy temat ze znaczną przewagą przyćmił samą katastrofę.
*[Gia Rozwiewa Plotki O Zdradzie]*
Hasztag posiadał etykietę oznaczającą błyskawicznie rosnący ruch. Sienna stuknęła w niego i zaczęła przewijać ekran przez ten chaos. Viralowy wpis pochodzący z jedenastej wieczorem oskarżył Gię o bycie "tą drugą kobietą", szczegółowo opisując brzydką konfrontację w hotelu. Ta początkowa iskra rozpaliła zażartą wojnę w sieci. Krytyczni internauci nazywali Gię fałszywką, podczas gdy jej armia pięciu milionów oddanych fanów broniła swojej idolki zębami i pazurami, zalewając osie czasu obronnymi wpisami i kontroskarżeniami.
Głównym punktem zwrotnym w tej cyfrowej wojnie był materiał wideo opublikowany przez Gię dokładnie o pierwszej w nocy.
Sienna włączyła odtwarzanie. Gia pojawiła się na ekranie, fachowo wystylizowana tak, by wydawała się być na skraju łez. Jej makijaż był minimalny, strategicznie podkreślający jej blade, pełne udręki rysy. Jej głos drżał z wyćwiczonymi emocjami, gdy zwracała się do kamery.
"Nie spodziewałam się, że sytuacja aż tak wymknie się spod kontroli", wyszeptała Gia, drżącym oddechem przepraszając za zamieszanie. Z głęboko zranionym spojrzeniem wpatrywała się prosto w obiektyw. "Muszę kilka spraw wyjaśnić. Nie jestem tą drugą. Damon i ja jesteśmy po prostu przyjaciółmi, niczym więcej."
Brzmiąc niezwykle łagodnie i na osobiście zranioną, Gia po mistrzowsku zmieniła całą narrację. Pociągnęła nosem, a jej oczy lśniły w świetle lampy pierścieniowej. "Chociaż wydaje się, że moja najlepsza przyjaciółka trochę opacznie zrozumiała tę sytuację, wierzę, że Sienna jest w tym momencie po prostu potwornie wzburzona. Mam szczerą, głęboką nadzieję, że uda nam się to wkrótce poukładać."
Sienna zjechała w dół do sekcji komentarzy pod wideo. Był to przyprawiający o mdłości zalew błędnie ulokowanego współczucia. Fani wychwalali urok Gii za to, że dzielnie stanęła w obronie swojej przyjaciółki. Jednocześnie z bezlitosną skutecznością mieszali imię Sienny z błotem.
Komentarz za komentarzem szydził z bogatego pochodzenia Sienny Caldwell. Okrzyknęli ją rozpieszczonym, pozbawionym kontroli bachorem za bezlitosne znęcanie się nad niewinną, ciężko pracującą gwiazdą. Uknuli opowieść, w której to gracja Gii przyćmiewała zazdrość Sienny. Idealnie wymierzony w czasie, łzawy występ Gii sprawił, że łatwowierna publiczność dosłownie jadła jej z ręki. Bezwzględnie wykreowała samą siebie na ostateczną bezbronną ofiarę, obsadzając Siennę w roli złoczyńcy tego wieczoru.
Oglądając ten chaotyczny ekran, Siennę ogarnęła zimna mieszanka rozbawienia i satysfakcji. Prawie wybuchnęła śmiechem. Rozpoznała stosowane taktyki PR-owe. Gia była mistrzynią w naginaniu rzeczywistości po to, by zawsze wydawać się tragiczną ofiarą.
















