Sydney zamarła na ułamek sekundy, instynktownie się broniąc. – To nie byłam ja. Penelope po prostu...
– Nie obchodzi mnie, kto to był. Idź przeprosić Penny. Natychmiast. – Ton Caleba nie znosił sprzeciwu.
Jej łokieć wciąż pulsował bólem w miejscu, gdzie ścisnął ją zbyt mocno, ale zaparła się, odmawiając ruszenia się z miejsca. Bez względu na to, jak mocno szarpał, stała niewzruszona.
– Mówiłam ci,
















