Za późno na żale, były mężu

Za późno na żale, były mężu

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 5
Autor: Aeliana Moreau
16 mar 2026
Kiedy Caleb odebrał od niej prezent, poczuł, jak coś musnęło go w klatce piersiowej. Było to szybkie i lekkie, a jednak na tyle ostre, że aż zaparło mu dech. Nie bolało jakoś szczególnie, ale sprawiło, że oddychanie stało się nieco trudniejsze. Kokarda na pudełku została zawiązana z najdrobniejszą starannością. Widać było, jak wiele wysiłku w to włożyła i jak długo planowała ten prezent. Tymczasem on okazał się skończonym draniem, żywiącym samolubne, wstydliwe myśli. Zanim Caleb zdążył się odezwać, Sydney była już w przedpokoju. Wsunęła na siebie beżowy, wełniany płaszcz i owinęła szyję szalikiem, niemal całkowicie zakrywając swoją delikatną, owalną twarz. Widoczne pozostały tylko jej ciemne, przejrzyste oczy. Potem wyszła, lecz jej krok wydawał się jakiś dziwny. Caleb już miał zapytać, co się stało, gdy Penelope sapnęła obok niego z bólu: – Aaa! To boli… Natychmiast skupił na niej całą uwagę i pomógł jej usiąść. – Z twoimi kolanami wciąż jest tak źle? Pozwól mi zabrać cię do szpitala. – Nie chcę jechać. – Przygryzła wargę i zerknęła na pudełko w jego dłoniach, mrucząc pod nosem: – I ty mówisz, że nic do niej nie czujesz? Traktujesz jej prezent jak jakiś bezcenny skarb. Caleb zmarszczył brwi. – Penny, i tak jestem jej już tak wiele winien. Po jej policzkach spłynęły łzy. – A co ze mną, Cal? Kim ja mam dla ciebie być? Zamierzasz po prostu pozwolić jej dalej znęcać się nade mną i Timmym? – Przecież mówiłem, że Syd taka nie jest – odparł. – Wystarczy! – Głos Penelope się załamał. – Słyszysz sam siebie? Bronisz jej w każdym słowie! Wstała, płacząc dramatycznym szlochem, i pociągnęła Timothy'ego za sobą na górę. Caleb siedział przez chwilę oszołomiony, po czym powoli wypuścił powietrze. Sam już nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Po prostu nie znosił, gdy ktoś mówił źle o Sydney. … Śnieg padał nieprzerwanie przez dwa dni. Rano Sydney przyjmowała pacjentów w klinice. Po południu poprowadziła sesję z zagranicznymi lekarzami, którzy przyjechali uczyć się od jej przełożonego, na którego miejsce musiała nieoczekiwanie wejść, z powodu jego nagłej nieobecności. O siedemnastej była już z powrotem w domu, przebierała się i robiła lekki makijaż. Nie potrzebowała wiele. Jej błyszczące oczy i idealne zęby sprawiały, że wyróżniała się z tłumu nawet przy minimalnym wysiłku. Schodząc po schodach, wyczuła, że coś jest nie tak. Odkąd wróciła, w domu panowała upiorna cisza. Ten matczyno-synowski duet zachowywał się wyjątkowo grzecznie. Gdy tylko skończyła wciągać na nogi wysokie kozaki, Penelope zapytała z jadowitym uśmiechem: – Sydney, jak myślisz, kogo wybierze? Mnie czy ciebie? – Penelope, o czym ty mówisz? Nie bardzo rozumiem. – Sydney przerwała na moment, po czym się uśmiechnęła. – Och? Czyżbyś nie próbowała rozkręcić w rodzinie Hamptonów jakiegoś skandalicznego dramatu w stylu: „owdowiała bratowa uwodzi młodszego szwagra”? Wściekłość w Penelope aż się zagotowała. – Sydney! Sydney ze spokojem narzuciła na ramiona kaszmirową pelerynę i uśmiechnęła się delikatnie. – Nie mam czasu na kłótnie. Cal już na mnie czeka. Penelope podążyła za jej wzrokiem w stronę czarnego samochodu, zaparkowanego na podjeździe, widocznego przez sięgające od podłogi do sufitu okna. Ten widok sprawił, że omal nie splunęła krwią z wściekłości. Kiedy zgodziła się, by Caleb poślubił tę „słodką i uległą” dziewczynę, zakładała, że Sydney będzie łatwa do kontrolowania. Kto by pomyślał, że okaże się królikiem z ostrymi zębami? Sydney wsunęła się do samochodu i odwróciła do Caleba. – Mam nadzieję, że nie kazałam ci długo czekać. – Nie, sam dopiero co przyjechałem. – Sięgnął, by ścisnąć jej dłoń, po czym dostrzegł bladą, nieskazitelną skórę, widoczną spod jej spódnicy. Jej nogi były wystawione na zimno, więc zmarszczył brwi. – Dlaczego jesteś tak lekko ubrana? Uśmiechnęła się. – Zarówno w samochodzie, jak i w domu jest ogrzewanie. Zawsze przypominała pacjentom, by ubierali się ciepło, ale jeśli chodziło o nią samą, w ogóle o to nie dbała. Caleb westchnął. – Jeśli się przeziębisz albo dostaniesz gorączki, nie oczekuj, że będę się tobą opiekował. – Wezmę leki – odparła. Przeziębienia były bezproblemowe. Jedna dawka ziół i zazwyczaj wracała do zdrowia. Przez ostatnie trzy lata polegała tylko na sobie. Już dawno przestała oczekiwać, że będzie się o nią troszczył on – albo ktokolwiek inny. Caleb nie rozumiał, dlaczego jej obojętność tak bardzo wyprowadza go z równowagi. – Mówisz tak, jakbym był jakimś bezdusznym mężem, którego w ogóle nie obchodzisz. Zamilkła na moment. – Nie otworzyłeś prezentu, który dałam ci wczoraj? – Jeszcze nie. – Caleb wyjrzał przez okno. – To prezent urodzinowy, prawda? Pomyślałem, że poczekam. – Jasne. „Odpowiada mi to. Będę miała więcej czasu na przygotowanie się” – pomyślała. Mieli sobie niewiele do powiedzenia, więc podróż minęła im w milczeniu. Caleb rzucił jej przelotne spojrzenie. Siedziała cicho, wpatrując się w strumień ruchu ulicznego. Cała jej postawa była spokojna, łagodna, niewinna i opanowana. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego Penelope tak bardzo jej nienawidzi. Już miał się odezwać, gdy zadzwonił jego telefon. – Panie Hampton, panna Monroe poszła na randkę w ciemno. – Głos rozmówcy był spokojny, niezbyt głośny, ale na tyle wyraźny, by Sydney mogła go usłyszeć. Atmosfera w samochodzie momentalnie zgęstniała. Caleb kipiał ze złości, ale starał się nad nią zapanować. Rzadko tracił panowanie nad sobą. – Wyślij mi lokalizację. – Jego ton stał się lodowaty. Po rozłączeniu się odwrócił się do Sydney. Z wyrazem twarzy pełnym opanowania, lecz stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu głosem powiedział: – Syd, wypadło coś pilnego. Nie mogę z tobą iść na bankiet rodzinny. „Coś pilnego?” Sydney nie miała nawet ochoty dopytywać. Po co w ogóle zawracać sobie tym głowę? Drążenie tematu tylko bardziej by ją upokorzyło. – Rozumiem. – Opuściła lekko wzrok. – Jack, zjedź na pobocze tu z przodu. Samochód zwolnił i się zatrzymał. Caleb nie drgnął, zdając się doceniać życie, jakie teraz miał. Sydney spojrzała na niego. – Cal, idź już. Nie możemy tu zbyt długo parkować. Przez ułamek sekundy wyglądał na oszołomionego, ale ona pozostała spokojna i pełna gracji. Nie znalazł wymówki, by zostać. – Dobrze. Wysiadł bez słowa. … Comiesięczny bankiet rodziny Sterlingów nie przypominał typowych wydarzeń towarzyskich. Brało w nim udział zaledwie pięć osób, wliczając w to Caleba. Atmosfera była cicha. Wręcz niepokojąco, jakby był to raczej pogrzeb niż uroczystość. Gdy Sydney przybyła na miejsce, kamerdyner, Jason Reyes, poprowadził ją prosto do jadalni. – Panno Wilson, pani Sterling czekała cały dzień. Pytała o panią od samego rana – powiedział Jason. – Rozumiem. – Sydney skinęła delikatnie głową, lecz nerwowo zacisnęła palce u rąk. Wewnątrz jadalni, u szczytu stołu, zasiadała Eloise. Po jej lewej stronie siedziały po kolei jej najstarsza i druga z kolei córka. Sydney weszła do środka i uprzejmie się z nimi przywitała: – Babciu. Ciociu Fiono. Ciociu Mirando. Trzymała się terminologii pokoleniowej rodziny Sterlingów. Obie ciotki odpowiedziały chłodnymi skinieniami głowy, ale ich wzrok prześlizgnął się po niej i powędrował dalej. Kiedy Eloise zauważyła, że Sydney przyszła sama, jej brwi mocno się ściągnęły. – Gdzie jest Caleb? – Wypadło coś pilnego i musiał się tym zająć – powiedziała Sydney. – Wynoś się! Na kolana! – Nagle rozległ się ostry wrzask, a w jej stronę poleciała filiżanka.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Za późno na żale, były mężu | Czytaj powieści online na beletrystyka