Caleb nie spodziewał się usłyszeć tego zdania.
– Panie Hampton, jest pan. – Policjantka przyjrzała mu się spokojnie. – To może pójść w dwie strony: albo poważna sprawa, albo po prostu sprawa rodzinna. Najlepiej będzie, jeśli uda się wam to załatwić prywatnie.
Caleb zerknął na Sydney. Jej wyraz twarzy był nieobecny, wręcz nieprzenikniony. W jego piersi narastało napięcie, ale trzymał je na wodzy.
–
















