Grzeszna zemsta: Zdobyta przez Obsydianowego Dziedzica

Grzeszna zemsta: Zdobyta przez Obsydianowego Dziedzica

Autor: Vesper-in-Glass

Cena dumy
Autor: Vesper-in-Glass
3 sie 2026
Z perspektywy Sienny Skinęłam głową niezgrabnie i sztywno, a moje policzki płonęły jaskrawym szkarłatem pod jego natarczywym spojrzeniem. Czołgając się do tyłu po łóżku, chwyciłam najbliższe ubrania, jakie mogłam znaleźć, porozrzucane po pluszowym hotelowym dywanie. Każdy nagły, gorączkowy ruch wywoływał ostry, niewątpliwy ból promieniujący przez wewnętrzną stronę moich ud, uderzające fizyczne przypomnienie tego, jak brutalnie wziął mnie zaledwie kilka godzin wcześniej. Zrozpaczona, próbowałam osłonić nagą skórę materiałem, usiłując ukryć przed nim tę nagłą, otwartą wrażliwość, która rozdzierała mi klatkę piersiową. – Nie ciesz się z tego tak bardzo – wymamrotałam napiętym głosem. Trzymałam wzrok utkwiony w podłogę, wsuwając ręce w rękawy zmiętej bluzki. – Po prostu jakoś nigdy wcześniej nie miałam do tego okazji. Roman wyszedł ze splątanej pościeli. Podszedł do mnie wspaniale nagi, nie wstydząc się wcale swojej niebotycznej, muskularnej budowy. Poranne słońce podkreślało każdą szeroką płaszczyznę jego klatki piersiowej i ostrą linię w kształcie litery V zwężającą się ku jego pachwinie. Zmusiłam wzrok do skierowania go w górę, odmawiając sobie spojrzenia niżej, choć moje ubrane już ciało tak bardzo pragnęło, by znów mnie dotknął. – Uważasz, że to powód do dumy? – zapytał. Jego ton opadł, stając się w niewytłumaczalny sposób obojętny. Figlarne, drapieżne gorąco sprzed chwili wyparowało, zastąpione przez mrożący krew w żyłach dystans. Zanim zdążyłam przetworzyć jego nagłą zmianę nastawienia, ze spokojem podniósł z szafki nocnej swój telefon. Jego kciuk stukał w ekran z wyrachowaną precyzją. – Podaj mi dane swojego konta bankowego – nakazał, a jego głos był bezbarwny i zdystansowany. – Muszę zorganizować przelew finansowy za dzisiejszą noc. Moje ręce znieruchomiały na zamku błyskawicznym. Oblał mnie gorący, obezwładniający wstyd, który zagłuszył rozlewającą się w żyłach przyjemność. – Co ty właśnie powiedziałeś? – Twój numer rozliczeniowy i numer konta – powtórzył niecierpliwie, nawet nie podnosząc na mnie wzroku. – Ty chyba żartujesz? – wydusiłam, a powietrze gwałtownie uleciało z moich płuc. – Myślisz, że potrzebuję pieniędzy? Nawet nie drgnął w obliczu mojej narastającej paniki. – Ty wyświadczasz usługę, ja wnoszę opłatę. To sprawiedliwe. – Jego powściągliwy, biznesowy dystans uderzył we mnie niczym cios prosto w brzuch. Żółć podeszła mi do gardła, gęsta i kwaśna. Czuły dotyk w ciemności, ciężkie oddechy niosące się w uchu, sposób, w jaki mnie trzymał – to wszystko rozsypało się na kawałki, sprowadzone do rangi taniej transakcji. – Nie jestem prostytutką! – wrzasnęłam załamującym się głosem. – Nie chcę twoich pieniędzy! Prawdziwe zdziwienie przebiegło przez jego przystojną twarz. Przechylił głowę, studiując mnie jak łamigłówkę, której nie potrafił rozwiązać. Potem z głębi jego duszy zaczęła wychodzić na wierzch wilcza natura. Jego lodowato niebieskie oczy zabłysły groźnym, wyrazistym złotem. Temperatura w pokoju podskoczyła. – Jeśli nie chcesz pieniędzy, to czego właściwie chcesz? – zażądał odpowiedzi, zbliżając się do mnie drapieżnie. – Statusu społecznego? Pozycji w watasze? Podeszłaś do mnie w barze doskonale wiedząc, kim jestem. I jesteś dziewczyną Mercera. – Byłą dziewczyną! – odparowałam. Wściekłe, przesycone upokorzeniem łzy zapiekły w kącikach moich oczu, zamazując wzrok. – Czy sądzisz, że każda jedna osoba ma jakieś ukryte motywy? Niektórzy po prostu chcą spędzić jedną noc, by zapomnieć o swoim bólu! Nie uwierzył w ani jedno moje słowo. Zacieśnił wokół mnie przestrzeń, zmuszając mnie do cofania się, aż mój kręgosłup napotkał zimną, twardą ścianę. Jego olbrzymia postać przyszpiliła mnie w miejscu, nie pozostawiając mi żadnego wyjścia. Oszałamiający zapach drzewa sandałowego przyćmił moje zmysły, sprawiając, że od niechcianego pożądania kręciło mi się w głowie. – Dlaczego ze wszystkich ludzi w tym ogromnym mieście wybrałaś akurat dziedzica Watahy Obsydianowego Księżyca? – warknął. Jego twarda jak głaz klatka piersiowa obcierała się o moją przy każdym, płytkim moim wdechu. Moje mechanizmy obronne runęły pod wpływem samej siły jego bliskości. – Kiedy spojrzałam w twoje oczy, po prostu wiedziałam, że to musisz być ty – szepnęłam szczerze. Moja dłoń uniosła się z własnej woli i opadła płasko na jego gorącą klatkę piersiową. Czułam jego galopujące pod moją dłonią serce, w tak dzikim i niestabilnym rytmie jak moje własne. Na ułamek sekundy gęste napięcie zadrżało. Ale wycofanie się stamtąd wymagało ode mnie gigantycznego wysiłku. Zmusiłam dłoń, by powędrowała w dół, zbierając postrzępione resztki mojej dumy. Spojrzałam mu prosto w oczy i skłamałam w żywe oczy, by ochronić to, co pozostało z mojej godności. – Tylko żal. W chwili, gdy tylko te drzwi zamkną się za mną, wyobraź sobie, że ty i ja nigdy się nie spotkaliśmy. Zabrałam torebkę, przemknęłam obok jego sztywnego ciała i wybiegłam z bogatego apartamentu z prędkością, na jaką tylko pozwalały mi nogi. Ale nawet kiedy pędziłam korytarzem wyłożonym dywanem, w moim ciele dziko huczało przerażające, iskrzące poczucie jego dotyku. Z perspektywy Romana Ciężkie dębowe drzwi zatrzasnęły się z łoskotem, zostawiając mnie samego pośrodku wielkiego apartamentu. Cisza w pomieszczeniu była wręcz ogłuszająca, przerywana tylko moimi szybkimi oddechami. – Pieprzona dziewica... Niech to szlag! – zaryczałem. Zamachnąłem się, wbijając wielką pięść bezpośrednio w materac. Uderzenie z pełną siłą rozerwało pluszowe warstwy i z hukiem złamało w środku grubą, drewnianą ramę łóżka. Pod moją skórą mój wilk nieustannie obijał się w klatce piersiowej – rozjuszony, niespokojny, rycząc, bym ruszył za nią w pogoń. Wspomnienie jej jedynego w swoim rodzaju zapachu ze Starlight Lounge ponownie uderzyło mnie z bezlitosną jasnością. Była to słodka, odurzająca fuzja miodu z aromatem rześkiego deszczu. Kiedy tylko ów zapach uniósł się ponad zatłoczonym barem, drzemiąca we mnie bestia z miejsca ruszyła do przodu, obnażając kły i żądając słowa: *Moja.* A teraz, wpatrując się w tę pustą przestrzeń w której stała chwilę wcześniej, zdołałem z pokorą zrozumieć dlaczego magnetyczna siła spajająca nas tak przyciągnęła do siebie w tamtej chwili. Ona była nieskazitelna. Idealna na partnerkę. A ja głęboko ją obraziłem, proponując rutynowy przelew bankowy. Przemierzałem pokój wzdłuż i wszerz, a moje zaciśnięte szczęki drgały od stłumionej frustracji. Chwyciłem telefon z szafki nocnej i wybrałem numer z szybkiego wybierania, zmuszając mój głos, by zabrzmiał stabilnie, gdy połączyło. – Gideon – warknąłem do słuchawki. – Musisz prześwietlić dla mnie pewną ludzką kobietę. Tak, z wczorajszej nocy. Kogoś, kto może mieć powiązania z Mercerem. Nie czekałem, aż mój Beta zacznie zadawać pytania lub przedstawiać swoje opinie. Zakończyłem połączenie i rzuciłem telefon na zrujnowane łóżko. Nawet gdy wydawałem ten rozkaz, instynktowne, palące wspomnienie zawładnęło moimi myślami. Pamiętałem dokładnie, jak jej ciasne, dziewicze ciepło otuliło mojego kutasa. Pamiętałem mokre tarcie, dziewiczy opór, zanim jej ciało poddało się mojemu, i to, jak jej wewnętrzne ścianki zaciskały się wokół mnie, dojąc mnie wzdłuż, dopóki nie straciłem wszelkiej kontroli. Sposób, w jaki jej zapach zmienił się podczas naszego połączenia, rozkwitając w coś znacznie bogatszego i naznaczonego przeze mnie, obwieścił mojemu wilkowi niepodważalną prawdę. Sienna nie była tylko odrzuconą zabawką Mercera. Była moją przeznaczoną partnerką. Potrzebując przewietrzyć umysł, wmaszerowałem do luksusowej, przeszklonej łazienki i wszedłem pod masywny prysznic. Przekręciłem ciężki metalowy uchwyt, ustawiając wodę na lodowatą. Szronowaty strumień zraszał moją rozgrzaną skórę, ale w żaden sposób nie potrafił zmyć z niej jej zakorzenionej we mnie esencji. Jej zapach był wdrukowany w moje pory, niemożliwy do zdarcia. Oparłem obie dłonie o mokre kafelki, skłaniając głowę pod mroźnym strumieniem i zbeształem samego siebie. Powinienem być znacznie delikatniejszy. Powinienem był przedłużyć jej przyjemność. Powinienem był posmakować każdego cala tej słodkiej cipki, dopóki nie błagałaby mnie o mój węzeł. Zamiast tego pozwoliłem bezwzględnym instynktom przejąć kontrolę, roszcząc sobie do niej prawo z brutalną gwałtownością, po czym potraktowałem ją jak tanią dziwkę. Mój umysł pociemniał, nawiedzany przez dawne katastrofalne błędy, jeśli chodzi o dziewice. Kobiety, które podstępnie mnie uwodziły, zgrywając niewiniątka tylko po to, by dostać się do mojego łóżka. Kiedy uczyniły już, co miały do zrobienia, bezwzględnie szantażowały mnie, by wyłudzić ode mnie miliony. Pragnęły tylko moich kont bankowych, władzy nad moją korporacją i moich powiązań z watahą. To było jedno wielkie błędne koło kłamstw. Ale ta dziewczyna była inna. Po prostu sobie poszła. Odrzuciła moje pieniądze bez chwili zawahania. Ten prawdziwy, surowy ból w jej głęboko zielonych oczach, kiedy zaproponowałem jej zapłatę, ciął przez moją duszę znacznie głębiej niż kiedykolwiek zdołałyby dokonać tego jakiekolwiek wilkołacze pazury. Uniosłem dłoń, aby zetrzeć wodę z twarzy. Mój wzrok padł na rodzinny sygnet z czarnym onyksem, spoczywający na moim palcu i lśniący ostro w ostrym świetle łazienki. Mój wzrok rozbłysnął złotem. Wzmagająca się, zaborcza furia zalała moje żyły, paląca i dzika. Moja partnerka znajdowała się gdzieś tam w mieście, zraniona, uciekając przede mną. Nie potrafiąc utrzymać na wodzy dzikich emocji rozdzierających moją klatkę piersiową, cofnąłem rękę w tył i z całą siłą wbiłem pięść w ścianę. Gruba płytka prysznica pękła z trzaskiem pod moimi knykciami, rozsypując grad ostrych ceramicznych odłamków wprost na podłogę. – Znajdę cię, sarenko – obiecałem wprost w pustkę wypełnionego parą pokoju. Mój głos zniżył się do gardłowego, przerażającego warczenia, odbijającego się echem od roztrzaskanych ścian. – Niezależnie od tego, jakie przyświecają ci cele, zostaniesz ukarana za prowokowanie mnie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Cena dumy – Grzeszna zemsta: Zdobyta przez Obsydianowego Dziedzica | Czytaj powieści online na beletrystyka