Z perspektywy Sienny
– Proszę pana, właśnie wyjaśniałem, jak moja siostra... – zaczął Wyatt, a jego głos tracił nieco ze swego teatralnego oburzenia.
– Słyszałem, co mówiłeś. – Ton Romana był konwersacyjny, niemal przyjemny, co jakimś sposobem czyniło go jeszcze bardziej groźnym. – Urządziłeś niezłą scenę w moim budynku.
Słowa „w moim budynku” zdawały się zawisnąć w powietrzu. Patrzyłam, jak Wyatt
















