Z perspektywy Sienny
Roman trzymał mnie ostrożnie, zważając na moje szwy. Jego zapach mnie otulał, teraz zmieszany ze środkiem odkażającym i słabą, metaliczną wonią krwi. Panika, którą czułam na myśl o wyjściu, zaczęła ustępować, zastąpiona dziwnym spokojem, gdy mówił. Jego klatka piersiowa była twarda pod moim policzkiem, a bicie serca silne i miarowe pod moim uchem.
– Przez ostatnich kilka dni z
















