Punkt widzenia Romana
Kroczyłem szpitalnym korytarzem ze szczęką zaciśniętą tak mocno, że aż bolała. Każda komórka mojego ciała buntowała się przed opuszczeniem Sienny, a jej zapach strachu i smutku wciąż się mnie trzymał. Wilk we mnie warczał z protestu, ponaglając mnie, bym wrócił do jej boku, bym stał na straży, aż minie wszelkie zagrożenie.
Zapach środków antyseptycznych palił mój wrażliwy nos
















