Największy żal Alfy: Jego niezłomna partnerka

Największy żal Alfy: Jego niezłomna partnerka

Autor: Adela Nowak

Rozdział 2
Autor: Adela Nowak
5 cze 2026
Z punktu widzenia Ofelii Trzy noce temu przyszła do mnie Vivienne. – Wiesz, że Alistair planuje twoją koronację na Lunę, prawda? – powiedziała słodko, choć w każdej sylabie krył się jad. Jej oczy – te szerokie, lśniące bursztynowe oczy, które wszyscy nazywali łagodnymi – skrywały coś mroczniejszego, co tylko ja dostrzegałam: zawiść, ostrą i wygłodniałą. – Słyszałam, że Starsi chcieli całkowicie pominąć ceremonię i od razu ogłosić więź – kontynuowała, strzepując niewidoczny pyłek z jedwabnego rękawa. – Ale Alistair uparł się, żeby zrobić to we właściwy sposób – sam chciał usłyszeć twoje „tak”. Czyż to nie romantyczne? Podniosłam wzrok znad dokumentów na biurku, utrzymując równy ton głosu. – I co z tego? Jej wargi wykrzywiły się, zbyt wolno, zbyć celowo. – Więc, Ofelio, ty – ze wszystkich wilków – nie zasługujesz na szczęście. Przechyliła głowę, a blask świec odbił się w jej jasnych włosach. – Załóżmy się, kuzynko. Za trzy noce twoja śliczna koronacja w ogóle się nie odbędzie. I w tamtym momencie zrozumiałam. Już wprawiła coś w ruch. Vivienne Croft, córka mojej ciotki – przygarnięta przez moich rodziców po śmierci swojej matki – moja kuzynka z krwi i przybrana siostra z nazwy, ulubienica Silvercrest, moja rywalka zrządzeniem losu, nigdy nie była zadowolona, dopóki nie stanęła na zgliszczach mojej radości. Koronacja Luny zakończyła się chaosem. Jeden krzyk, jedno imię – Vivienne – a Alistair pobiegł. Jakby wezwał go sam księżyc. Goście się rozeszli. Śpiewy ucichły. Sztandary watahy wisiały ciężko, ociekając woskiem i ciszą. Cassandra próbowała upierać się, że odwiezie mnie do domu – widziała moją twarz, bladą jak kość – ale nadeszła wiadomość od Starszych z Watahy Frostfang. Coś pilnego. Musiała iść. Powiedziałam jej więc, żeby poszła. Kłamałam i uśmiechałam się jak zawsze, bo tego mnie uczono. Sala opustoszała. Zostałam z tyłu, wpatrując się w zgniecione księżycowe róże zaścielające marmurową podłogę. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiłam. A potem, cicho, zaśmiałam się. Bo to było prawie zabawne, prawda? Ceremonia, przysięgi, iluzja wyboru. Opuściłam Salę Silvercrest po północy, idąc wzdłuż rzeki w nikłym zapachu kwitnącej wilczej jagody. Światło księżyca na wodzie wyglądało jak rana, która próbuje się zagoić. Nie chciałam wracać do domu. Jeszcze nie. Dom pachniałby rozczarowaniem i starym smutkiem. Wtedy ich zauważyłam – kroki za mną. Zbyt blisko. Zbyt miarowe. Samotnicy albo pijane wilki z innej watahy. Nieważne. Podniosłam telefon, udając, że robię sobie selfie, i złapałam ich odbicia na ekranie – trzech z nich, zbliżających się. Mój puls zwolnił zamiast przyspieszyć. Zabawne. Strach już dawno przestał mnie odwiedzać. Nacisnęłam runę alarmową w moim telefonie. Imię Alistaira zamigało na ekranie – uparł się, by ją skonfigurować w zeszłym roku, po tym, jak wybuchła bójka podczas bankietu rady. – Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w niebezpieczeństwie – powiedział, trzymając mój nadgarstek, żeby zaprogramować znak. – Zadzwoń do mnie. Nie bądź znowu lekkomyślna. Obiecaj mi. Obiecałam. I dziś wieczorem, po raz pierwszy, faktycznie dotrzymałam słowa. Połączenie zostało nawiązane. – Ofelia? – Głos Alistaira był cichy, zmęczony – na tyle znajomy, że aż bolał. Brzmiał na rozkojarzonego. W tle słyszałam ciche pikanie. Oddział uzdrowicieli. – Ktoś mnie śledzi – powiedziała. Zapadła pauza. Zbyt długa. A potem: – Ofelio, naprawdę nie mogę tego robić dzisiejszej nocy. Proszę, nie rób scen. Myślał, że kłamię. Znowu. Kobiecy głos dobiegł słabo przez słuchawkę – moja matka... och, teraz to matka Vivienne, Luna Eleanor. – Alistairze, daj mi to. A potem jej głos, ostry i zimny: – Ofelio Vance! Twoja siostra ledwo przeżyła atak, a ty wciąż grasujesz jak jakaś dzika przybłęda? Przestań szukać wymówek, żeby zwrócić na siebie uwagę! Nikt nie opuści tego oddziału, słyszysz? Kliknięcie. Rozłączono. Przez jedno uderzenie serca po prostu tam stałam, wsłuchując się w ciszę. Kiedyś to by zabolało. Ale teraz? Teraz to było tylko... puste. Wiatr znad rzeki kąsał moją skórę. Była wiosna, a jednak powietrze było ostre jak noże. Mężczyźni za mną zaśmiali się – nisko, kpiąco. Jeden z nich gwizdnął. – Łatwa zdobycz. Myśleli, że jestem zdobyczą. I ten jeden raz nie musiałam udawać, że jest inaczej. W moim wnętrzu poruszył się mój wilk – Rhea – przeciągając się pod moimi żebrami. Wreszcie – wyszeptała. – Przestańmy udawać ludzi. Ciepło zaczęło rozkwitać w mojej klatce piersiowej, rozprzestrzeniając się jak pożar przez moje żyły. Mój wzrok się wyostrzył. Świat zwolnił. Słyszałam bicie ich serc, czułam cierpki smak strachu pod ich arogancją. Odwróciłam się powoli, pozwalając im zobaczyć moją twarz. Moje usta wygięły się w miękkim, wyćwiczonym uśmiechu. – Tak długo udawałam dobrą – powiedziała cicho, podwijając rękawy. – Nawet nie wiecie, jak bardzo mi tego brakowało. A potem odpuściłam. Moc Rhei zalała mnie – srebrzysta i gwałtowna. Samo powietrze zdawało się pochylać. Dominacja Alfy uderzyła niczym grzmot, miażdżąc ich, zanim w ogóle się poruszyłam. Ich kolana ugięły się, a oczy rozszerzyły z instynktownego przerażenia. – C-czym ty... – zdołał wysapać jeden z nich. – Nie jesteś Omegą... Byłam już przed nim. Moja pięść zderzyła się z jego szczęką – kość pękła jak suche drewno. Inny zamachnął się ostrzem; uchyliłam się, obróciłam i wbiłam go w chodnik na tyle mocno, żeby ten popękał. Rhea roześmiała się we mnie, dzika i głodna. Tak. To jest to. Oddychaj. Minuty zlały się w ruch – chrząknięcia, warczenia, metaliczny posmak krwi i strachu. Kiedy to się skończyło, leżeli rozrzuceni wokół mnie, z połamanymi kończynami, jęcząc słabo. Stałam nad nimi, oddychając ciężko, a światło księżyca barwiło moją skórę na srebrno. Z moich knykci kapała czerwień. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiłam. Następnie położyłam się na chłodnej ziemi, wpatrując się w niebo, i przycisnęłam drżącą dłoń do piersi. – Tylko na siebie – mruknęłam. – Zawsze tylko na siebie. Piętnaście minut później wezwałam patrol, by zebrał samotników, złożyłam raport spokojnym głosem i zakończyłam połączenie. Cichy szelest. Jeden z nich, na wpół przytomny, próbował podczołgać się do mnie, a w ciemności słabo pobłyskiwał nóż. Zanim zdążyłam się poruszyć, but uderzył w żebra samotnika z siłą łamiącą kości, posyłając go w błoto. Cień stanął między nami – wysoki, o szerokich ramionach, poruszający się z powolną, zabójczą gracją kogoś, kto rządził mrokiem. Samo powietrze zdawało się wokół niego gęstnieć, jakby noc rozpoznała swojego pana. Światło księżyca prześlizgnęło się po jego sylwetce jak płynne srebro po kutej stali. Jego płaszcz powiewał na wietrze, odsłaniając wyrzeźbione linie ciała stworzonego do dominacji, nie do litości. Zapach, który za nim podążał, był odurzającą mieszanką dymu, zimnego żelaza i najlżejszej nuty krwi i sosny – niebezpieczeństwem w przebraniu powabu. Odwrócił lekko głowę, a świat wydał się mniejszy. Oczy jak ogień burzy odnalazły moje, a mój puls mnie zdradził – jednej chwili spokojny, w następnej zrujnowany. To nie był tylko mężczyzna. To był drapieżnik, który mógł ze mną skończyć... lub zrujnować mnie na zupełnie inne sposoby. Mój wilk poruszył się niespokojnie. Nie mogłam wyczuć jego rangi. Co oznaczało tylko dwie rzeczy. Albo nie miał wilka. Albo jego moc była tak bardzo ponad moją, że moje instynkty nie ważyły się jej mierzyć. Przełknęłam ślinę, unosząc wzrok, by spotkać jego spojrzenie. Bursztynowe oczy spotkały się z moimi – starożytne, nieodgadnione, błyszczące czymś pomiędzy ciekawością a niebezpieczeństwem. Przechylił lekko głowę, a kącik jego ust wykrzywił się w powolnym, porozumiewawczym uśmieszku. – Interesujące – przeciągnął, a jego głos był niski i szorstki jak żwir, a jednocześnie na tyle gładki, by wodzić na pokuszenie. – Nie spodziewałem się, że znajdę tu takiego zaciętego małego wilczka. Zrobił jeden niespieszny krok bliżej, a jego obecność owinęła się wokół mnie jak gorąc i cień. – Powiedz mi, skarbie – mruknął, a jego ton był aksamitną groźbą. – Kto cię nauczył tak walczyć?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki