Największy żal Alfy: Jego niezłomna partnerka

Największy żal Alfy: Jego niezłomna partnerka

Autor: Adela Nowak

Rozdział 6
Autor: Adela Nowak
4 cze 2026
Perspektywa Ofelii Zapadła ciężka cisza. Wszystkie spojrzenia skierowały się na tę dwójkę - idealną parę, promieniującą w porannym świetle. Uśmiechnęłam się bez grama ciepła. "Nie martwcie się. Jedyną brudną rzeczą jest tutaj to, jak czystych wszyscy udajecie". Jasper warknął: "Po prostu jesteś zazdrosna. On jej pomaga, bo jest słaba!" "Racja, racja", powiedziała, a mój ton był ostry jak brzytwa. "W pokoju pełnym ludzi tylko ona jest delikatna - i jakimś trafem ląduje w ramionach mojego przeznaczonego. A Alistair? Och, jest po prostu zbyt miły, prawda? Tak miły, że nie mógł powstrzymać się, by jej nie objąć. Jeśli pewnego dnia wylądują w jednym łóżku, to pewnie dlatego, że wszyscy dookoła byli ślepi". Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała, gdy zmusiłam się do gorzkiego śmiechu. "Szczerze mówiąc, patrzę na nich dwoje i nie potrafię powiedzieć, kto jest bardziej plugawy - dwa idealnie dobrane kosze na śmieci przepełnione kłamstwami". "Ofelio, źle zrozumiałaś", powiedział Alistair napiętym głosem. Odsunął się od Vivienne w chwili, gdy tylko się odwróciłam. Ale słuchanie, jak znów jej broni, zadrapało jakąś bolesną ranę w moim wnętrzu. "Źle zrozumiałam?" Przechyliłam głowę, napotykając jego spojrzenie. "Alistair, czy ty w ogóle wiesz, ile razy mi to powtarzałeś na przestrzeni tych wszystkich lat?" Zamarł. "Mogę to wyjaśnić. Jest pewien powód..." "Nie chcę tego słuchać". Intencje nie miały znaczenia w świecie wilków. Więź mierzono tym, co się robiło, a nie tym, co rzekomo się czuło. A Alistair stawał przeciwko mnie już zbyt wiele razy, by dało się to zliczyć. "Jeśli chodzi o ceremonię koronacji..." zaczęła Luna Eleanor. "Koronacji?" Przerwałam jej, krzywiąc wargi. "Nawet nie złożyliśmy przysięgi. Kogo tu koronować?" "Co masz na myśli?" Eleanor zamrugała, zaskoczona. Wszyscy gapili się na mnie - Alistair, Alfa Tyberiusz, Jasper, Silas. Tylko oczy Vivienne lśniły słabo w blasku świec, jakby czekała na ten moment. "Naprawdę nie rozumiecie?" Zwróciłam się z powrotem do Alistaira. "Wczoraj, kiedy ode mnie odszedłeś, powiedziałam ci - jeśli wyjdziesz, to koniec. Pozwól, że wyrażę się jaśniej: Alistairze Thornwood, między nami koniec. Już cię nie chcę". "Nie!" Jego głos zagrzmiał, łamiąc się. "Nie zgadzam się na to". Wyglądał, jakby dostał cios w głowę. Widziałam, jak drżą mięśnie jego szczęki. Był w moim życiu, odkąd skończyłam trzy lata - dwie dekady wspólnego oddechu, wspólnych polowań, wspólnych obietnic. Był moim przeznaczonym... a przynajmniej tak wierzyłam. "Nie mówisz tego poważnie", powiedział, próbując ustabilizować głos. "Jesteś zła. Cofnij to, Ofelio". Nie odpowiedziałam mu. Mój wzrok prześlizgnął się zamiast tego na Lunę Eleanor. "Rozstanie stało się oficjalne. Jeśli nie chcecie ceremonii koronacyjnej bez panny młodej, macie teraz szansę ją odwołać". "Wystarczy!" Ryk Alfy Tyberiusza wstrząsnął salą. "Więź między Srebrną Granią a Thornwoodem została uzgodniona dawno temu! Myślisz, że sojusze małżeńskie to jakaś dziecinna gra? Błagałaś, by za niego wyjść, gdy byłaś szczeniakiem. A teraz odrzucasz to, jakby nic nie znaczyło? Myślisz, że świat kręci się wokół twoich fochów?" Zmierzyłam go zimnym spojrzeniem. "W takim razie sam możesz za niego wyjść. Albo jeszcze lepiej..." Moje oczy powędrowały w stronę Vivienne. "Czy nie masz już innej córki?" "Ofelio!" Głos Alistaira się załamał. "Wiesz, że kocham tylko ciebie". Zaśmiałam się krótko i pusto. "Kiedyś też w to wierzyłam". Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, ciężkie dębowe drzwi otworzyły się ze skrzypieniem. Do środka wszedł nowy egzekutor, wciąż pachnący lekko deszczem i żelazem. "Vance?" odezwał się, unosząc brwi. "Proszę, proszę - czyż nie była tu również zeszłej nocy?" Te słowa zmroziły wszystkich w pomieszczeniu. Był jednym z egzekutorów, którzy zajmowali się zeszłonocnym incydentem z wygnańcami. Widocznie los postanowił zrobić ze mnie pośmiewisko. "Znasz Ofelię?" Alistair odwrócił się gwałtownie. "Jakich kłopotów narobiła tym razem?" warknął Alfa Tyberiusz, tracąc resztki cierpliwości. Silas prychnął. "Hala Egzekutorów równie dobrze mogłaby przydzielić jej stałą celę. Czy ona myśli, że wciąż przechodzi fazę młodzieńczego buntu?" Z łatwością wydali na mnie wyrok, a ich słowa były ostre i wyćwiczone. Tylko Vivienne opuściła rzęsy, a jej głos był cichy i ostrożny. "Proszę, ojcze. Nie wyciągaj pochopnych wniosków. Ofelia jest jeszcze młoda. Czasami po prostu działa pod wpływem emocji". "Jeszcze młoda? Ma dwadzieścia trzy lata". Tyberiusz uderzył dłonią w stół. "Gdyby tylko miała choć połowę twojej dyscypliny, Vivienne, nie musiałbym się tak bardzo martwić". "Hej, chwileczkę", przerwał egzekutor, ewidentnie urażony. "Kto powiedział, że została aresztowana? Ta dziewczyna została wczoraj w nocy zaatakowana przez wygnańców. Prawie ją rozszarpali. Ma szczęście, że żyje. Gdyby nie przechodzień, który jej pomógł - i interwencja jego prawnika - te skurwysyny mogłyby odwrócić kota ogonem". Pokręcił głową, mamrocząc: "Jej ramię wciąż jest zabandażowane. Biedactwo było całe we krwi, kiedy ją znaleźliśmy. Nawet nie drgnęła podczas przesłuchania. Po prostu siedziała tam cicho, zbyt cholernie spokojna. Myślałem, że jest sierotą, a okazuje się, że ma rodzinę. Taak. Niezła z was rodzinka". Jego ostatnie słowa spadły jak cios pazurami na każdą zadowoloną z siebie twarz w pomieszczeniu. Po raz pierwszy zapadła cisza. Nagle przypomnieli sobie, jak blada byłam, kiedy tu weszłam. Nikt nawet nie zapytał. "Została ranna?" Głos Luny Eleanor się załamał. "To nic takiego", powiedziała cicho. "Tylko kilka zadrapań". Prawda była taka, że wygnańcy skończyli o wiele gorzej. Egzekutor kontynuował, nieświadomy rosnącego napięcia. "Była przerażona. Mówiła, że ktoś ją śledzi, ale nikt z rodziny nie odbierał telefonów. Zgaduję, że wszyscy mieliście wyłączone komunikatory. Mężczyzna, który jej pomógł, musiał sam ją stamtąd wyciągnąć. Cholerny wstyd". Każde słowo uderzało niczym cios. Twarz Alistaira straciła kolory. Widziałam moment, w którym dotarła do niego brutalna prawda - tamten telefon. Ten, który zignorował, myśląc, że tylko dramatyzuję. Powiedział mi, żebym "nie robiła scen". A ja się rozłączyłam, trzęsąc się, otoczona przez wygnańców. Kiedyś obiecaliśmy sobie, że bez względu na wszystko, nigdy nie zignorujemy nawzajem swoich telefonów. Złamał tę przysięgę. Alfa Tyberiusz odchrząknął, a z jego głosu zniknęła ostrość. "Przyjdź dziś na kolację do domu, Ofelio. Zrobimy twoje ulubione potrawy". Jasper poruszył się niespokojnie. "Ci wygnańcy zostali złapani, prawda?" Egzekutor skinął głową. Ton Silasa stwardniał. "W takim razie żądam, by ponieśli pełną karę. A samiec, który uratował moją siostrę... jak się nazywa? Jesteśmy mu winni wdzięczność". Zaśmiałam się pod nosem, kręcąc głową. "Darujcie sobie. Nie wrócę do domu. I beze mnie wystarczająco dobrze bawicie się w rodzinę. Żegnajcie". Odwróciłam się, machając raz ręką w ostrym, buntowniczym geście. "Ofelio!" Alistair ruszył za mną, ale Vivienne chwyciła go za nadgarstek. "To moja wina", szepnęła, a jej głos drżał akurat na tyle, by brzmiało to szczerze. "Gdybym wczoraj nie została ranna, nie musiałbyś zostawiać jej samej. Teraz jest zła, ale to jej minie. Zbyt mocno cię kocha, by wciąż się gniewać. Po prostu daj jej trochę czasu". "Tak", przytaknęła Luna Eleanor, poklepując dłoń córki. "Zostaw ją. Przejdzie jej, zawsze tak jest. Postąpiłeś słusznie, Alistairze. Chora siostra przyszłej Luny ma pierwszeństwo przed fochami". Vivienne pokornie spuściła wzrok, choć nawet w drzwiach czułam satysfakcję bijącą z jej zapachu. Trzy lata temu wpadła do morza podczas rejsu - razem ze swoim poprzednim przeznaczonym. Zginął, ratując Alistaira. Vivienne przeżyła, ale obudziła się, nazywając Alistaira imieniem swojego martwego ukochanego. Jej umysł pękł. Jej serce - być może nie. Zeszłej nocy, po swoim wypadku, znów miała nawrót i wołała ducha tamtego mężczyzny. Eleanor wezwała Alistaira, by ją uspokoił - w samym środku naszej ceremonii koronacyjnej. Wszyscy uznali to za rozsądne. Logiczne. Uzasadnione. Gdyby mieli ponownie wybierać, wciąż wybraliby ją. Ponieważ Vivienne Croft, ulubienica Srebrnej Grani, zawsze była tą kruchą istotą, którą warto było ocalić. A ja, Ofelia Vance - niechciana dziedziczka - zawsze byłam tą, na której stratę mogli sobie pozwolić.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 – Największy żal Alfy: Jego niezłomna partnerka | Czytaj powieści online na beletrystyka