Z perspektywy Ophelii
Spojrzenie Luny Eleanor gwałtownie się uniosło.
Przez chwilę prawie było mi jej żal – prawie.
Wyraz jej oczu mówił wszystko: w końcu dotarło do niej, że to, co płonęło w moich, nie było smutkiem. To była nienawiść.
Nie było już między nami żadnego ciepła, żadnej tlącej się więzi krwi. Tylko zimna, napięta wrogość między wilkami, które nie uznawały się już za krewnych.
Vivienn
















