Mimo że Camila od dawna wiedziała, że im na niej nie zależy, słowa Arthura i tak trafiły w czuły punkt, przeszywając jej pierś tępym bólem. Nawet nie zadał sobie trudu, żeby udawać – choćby na pokaz.
Ale dobrze to ukryła. Z jej niezachwianego, opanowanego wyrazu twarzy nikt nie mógł dostrzec rany, jaką zadały jego słowa.
– Dobrze. – Jej głos był spokojny, niemal obojętny.
Arthur zmarszczył brwi. –
















