Wiedziała, że nie ucieknie. Owen, niegdyś osoba, której ufała najbardziej, teraz był tym, którego nienawidziła najbardziej i najmniej chciała spotkać.
Zamiast zmierzyć się z Owenem, wolałaby zdecydować się na następną opcję – pójść z Harrym. Przynajmniej Harry od samego początku nią gardził.
Od pierwszego dnia, gdy weszła do rodziny Jacksonów, Harry ją ostrzegł: "Nawet jeśli jesteś moją krewną, jedyną siostrą, jaką mam w sercu, jest Agnieszka. Lepiej się pilnuj. Jeśli dowiem się, że znęcasz się nad Agnieszką, nie daruję ci."
Nigdy nie dał jej żadnej nadziei, więc nigdy nie miała żadnych realnych oczekiwań. W obecności Harry'ego rany psychiczne, których doznała, były łatwiejsze do zniesienia. Lepiej było zostać zranioną przez osobę, której ufała najmniej, niż przez tę, której ufała najbardziej.
Więzienie nauczyło ją jednej kluczowej lekcji: kiedy nie masz władzy, znajomości i nikogo, na kim możesz polegać, jedynym sposobem na przetrwanie jest minimalizowanie szkód i dbanie o bezpieczeństwo.
Więc kiedy inne więźniarki kazały jej wybierać między oszpeceniem a spoliczkowaniem, wybrała policzek. Kiedy musiała zdecydować między pobiciem a błaganiem, wybrała błaganie.
Kiedy stanęła przed wyborem między piciem wody z toalety a szczekaniem jak pies, wybrała szczekanie.
Próbowała się bronić, ale im bardziej się opierała, tym gorsze stawało się bicie. Aby przeżyć, musiała porzucić dumę i pozwolić się kontrolować.
Nawet wrzucona do dołu bezwzględnych przestępców, przetrwała dzięki swojej zdolności do "unikania szkód i poszukiwania bezpieczeństwa".
Camila podeszła do czarnego Bentleya Harry'ego. Mijając Owena, zachowała obojętną twarz i nawet na niego nie spojrzała.
Za duża koszulka otarła się o jego opuszki palców, a puste uczucie było złe – jakby tkanina nie była noszona przez osobę, ale wisiała na wieszaku na ubrania.
Ręka Owena zawisła nieruchomo w powietrzu. W tej chwili poczuł, jakby powietrze wokół niego zamarzło, pozostawiając jedynie zimne i puste uczucie na opuszkach palców.
Ból i samotność błysnęły w jego oczach. Jego serce czuło się, jakby było ściskane niewidzialną ręką, a każde uderzenie wysyłało tępy ból w jego klatce piersiowej.
Kiedyś jej wzrok zawsze za nim podążał, pełen zaufania i zależności. Dorastali razem w sierocińcu, zawsze dla siebie nawzajem. Ilekroć wywoływał jej imię, "Camila", uśmiechała się promiennie i odpowiadała: "Owen, jestem tutaj."
Ale czas minął, a teraz traktowała go tak, jakby był niewidzialny, nawet na niego nie spoglądając.
Wargi Owena zadrżały i otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale poczuł, że jego gardło jest ściśnięte, niezdolne do wydania dźwięku.
Camila wsiadła do samochodu i usiadła na tylnym siedzeniu. Gdziekolwiek spojrzała, były ślady obecności kobiety.
Siedzenie pasażera było pokryte miękką różową poduszką, a konsola środkowa była wyłożona rzędem uroczych truskawkowych misiów. Na lusterku wstecznym wisiał wisiorek kobiety, która wyglądała na bardziej dojrzałą i ponętną niż ona pięć lat temu.
Uśmiechała się promiennie, jak obraz rozpieszczonej, kochanej córki z bogatej rodziny. Wyraz jej twarzy wydawał się kpić z Camili, tak zwanej "fałszywej córki".
Camila myślała, że może pozostać obojętna na to wszystko, ale widząc to na własne oczy, nadal bolało ją serce z powodu niesprawiedliwości, której doznała.
Odwróciła wzrok, ale nieuchronnie padł on na torebkę obok niej. W środku była nieskazitelnie biała suknia, której pełne piękno było ukryte, ale pióra ją zdobiące sugerowały, że jest wykwintna.
Jej palce nieobecnie śledziły szorstki dżins jej dżinsów. Każdy szczegół w samochodzie przypominał jej, jak bardzo nie pasuje do tego miejsca. Od stóp do głów nie była warta tyle, co torebka trzymająca suknię.
Odwróciła wzrok w stronę okna, obserwując rozmazujący się krajobraz.
Harry, wciąż za kierownicą, nie zapomniał jej pouczyć. "Mama i tata strasznie tęsknili za tobą przez te ostatnie pięć lat. Płakali każdego dnia, ich włosy posiwiały. Kiedy wrócimy, zostaw swoje zepsute księżniczkowe nastawienie za sobą.
"Nie chcę widzieć, jak knujesz lub sprawiasz kłopoty Agnieszce, utrudniając życie mamie i tacie. Jeśli po prostu będziesz trzymać się linii, rodzina Jacksonów nie będzie cię traktować niesprawiedliwie."
Jego słowa zawisły w powietrzu, a cisza się przeciągała.
Kiedy nie odpowiedziała, Harry zmarszczył brwi, wyraźnie zirytowany, i spojrzał na nią przez lusterko wsteczne. "Camila, mówię do ciebie. W ogóle słuchasz?"
W końcu Camila odwróciła się, żeby na niego spojrzeć, a następnie wypowiedziała najdłuższe zdanie, jakie wypowiedziała od czasu zwolnienia. "Zgodnie z przepisami więźniowie mogą spotykać się z członkami rodziny lub opiekunami podczas odbywania kary.
"Więźniowie mają prawo do jednej wizyty w miesiącu, zwykle między pół godziną a godziną.
"Byłam w więzieniu przez pięć lat, w sumie sześćdziesiąt miesięcy. To oznacza, że mogłam mieć sześćdziesiąt wizyt od mojej rodziny, ale ani jednej.
"Jeśli twoi rodzice tak bardzo za mną tęsknili, dlaczego nie przyszli mnie odwiedzić? Czy byli zbyt zajęci, żeby poświęcić nawet pół godziny miesięcznie?"
Jej głos był spokojny, ale każde słowo uderzało z siłą ostrza, przecinając jego kłamstwa.
Na chwilę w oczach Harry'ego błysnęła panika i poczucie winy. Nagana, którą zaplanował, została połknięta przez guzek w jego gardle.
Instynktownie odwrócił wzrok od jej spokojnego, ale przeszywającego spojrzenia, zaciskając kierownicę tak mocno, że jego knykcie zbielały.
"...To dlatego, że tak trudno jest z tobą wytrzymać. Mama i tata nie odwiedzali cię, ponieważ chcieli, żebyś skupiła się na zmianie swoich złych nawyków. Robią to dla twojego dobra" - powiedział w końcu.
"Dla mojego dobra?" - pomyślała Camila z goryczą. "Dla mojego dobra zrobili ze mnie kozła ofiarnego dla Agnieszki i cierpiałam w więzieniu. To jest to 'dobro', którego dla mnie chcą?"
Poczuła się całkowicie wyczerpana. Nie chciała już patrzeć na Harry'ego, więc skierowała swoją uwagę z powrotem na okno.
Samochód wkrótce wjechał do garażu rodziny Jacksonów.
Harry wydawał się zadowolony z siebie. Zabrał torebkę z tylnego siedzenia i szybko odwrócił się, żeby wyjść.
Po kilku krokach nagle zdał się przypominać sobie o Camili, zatrzymując się i sztywniejąc. Niezręczność na jego twarzy nie zniknęła całkowicie, kiedy się odwrócił.
"Idź się przebrać w coś odpowiedniego. Jedziemy na przyjęcie" - powiedział, a następnie odwrócił się i wyszedł, nie oglądając się za siebie.
Pięć lat później dom rodziny Jacksonów wciąż wydawał się obcy Camili. Nigdy nie czuła tu ciepła; nigdy tak naprawdę nie był to dom. Życie tutaj było jeszcze gorsze niż w sierocińcu.
W sierocińcu, chociaż nie miała prywatnego pokoju, przebywała w słonecznym pokoju. Kiedy wschodziło słońce, jego światło wypełniało cały pokój, tworząc ciepłą, pocieszającą atmosferę.
Zawsze kochała zapach kocy ogrzanych słońcem; dawało jej to poczucie domu.
Ale teraz, stojąc w miejscu, które miało być jej domem, zdała sobie sprawę, że nie czuje zapachu kocy ogrzanych słońcem – czuła stęchły, wilgotny zapach miejsca, którego światło słoneczne nigdy nie dotykało.
Otworzyła drzwi. W małym pokoju nie było okien i był zawalony rupieciami. Jedynymi meblami były składane łóżko i stare biurko. To był schowek, który był jej sypialnią przez trzy lata w rodzinie Jacksonów.
Harry kazał jej założyć odpowiednią suknię. Ale pomyślała: "Kiedykolwiek jakąś miałam?"
Przez wszystkie lata miała tylko swój mundurek szkolny. Koszulka i dżinsy, które miała na sobie, zostały kupione za pieniądze, które zarobiła, pracując na pół etatu w czasie wakacji, kupione na jakimś rynku z drugiej ręki za łączną kwotę 15 dolarów.
Pamiętała, jak była podekscytowana, kiedy założyła je po raz pierwszy i poprosiła Harry'ego o jego opinię.
Ledwo na nią spojrzał, zanim zmarszczył brwi. "Co masz na sobie? Dlaczego nie możesz ubierać się jak Agnieszka – z gracją i odpowiednio? Zdejmij to, wyrzuć to. Nie noś tego na zewnątrz i nie zawstydzaj rodziny Jacksonów."
















