Camila siedziała na ławce, co wydawało się wiecznością, wystarczająco długo, by niebo pociemniało, a latarnie uliczne zaczęły migotać jedna po drugiej.
Miękkie, żółte światło spływało na nią, a ona trwała tam, nieruchoma, ze wzrokiem odległym i pustym. Samochody pędziły obok, ich podmuchy targały jej włosy, odzwierciedlając chaos jej własnego życia.
Niedaleko, w cieniu, stał Owen, obserwując ją w
















