Ostrzeżenia odbijały się echem w umyśle Camili, a jej pierś gwałtownie unosiła się i opadała z gniewu. Luźne kosmyki włosów drżały na jej czole, ledwo nadążając za burzą w jej wnętrzu.
Zmierzyła Harry'ego wzrokiem, spojrzeniem ostrym jak brzytwa. – To ty?
Harry lekko się odchylił, splatając palce na kolanach. Jego wyraz twarzy był nieczytelny, spokojny – wkurzająco spokojny. Emanował nonszalancką
















