logo

beletrystyka

Oni Błagają o Mój Powrót

Oni Błagają o Mój Powrót

Autor: Mad Max

Rozdział 4 Oni nic nie wiedzą
Autor: Mad Max
19 sty 2026
Tłum wokół nich wciąż gęstniał, wszyscy w skupieniu wsłuchiwali się w głos dobiegający z głośnika telefonu. Szok był niemal namacalny. Choć rodzina Jacksonów nie była najbogatsza w Sancho, nadal należała do najbardziej wpływowych. Dla dzieci z zamożnych rodzin posiadanie dziesiątek, a nawet setek tysięcy dolarów kieszonkowego miesięcznie było czymś zupełnie normalnym. Ale nikt z nich nigdy nie słyszał o córce bogatej rodziny, która nie otrzymywałaby ani grosza kieszonkowego. Rodzina Jacksonów była jedynym wyjątkiem. Myśleli sobie: "Nic dziwnego, że Camila wygląda tak źle ubrana i nie ma nawet przyzwoitej sukni na przyjęcie". Nawet jeśli nie wychowali jej, Camila wciąż była prawdziwą córką Jacksonów. Ich biologiczne dziecko nie dostawało nic, a ich adoptowana córka była rozpieszczana kwotą 300 tysięcy dolarów miesięcznie. Jeśli rodzina Jacksonów pozwoliła, by coś takiego wyszło na jaw, to jasne, że nie mają pojęcia, jak postępować w takich sprawach. Szepty rozeszły się po sali jak pożar, a Harry poczuł nieprzyjemne ciepło na karku. Jego twarz spłonęła rumieńcem wstydu. Nie mógł uwierzyć, że tak żenująca sytuacja ma miejsce w rodzinie Jacksonów. Pomyślał: "Jesteśmy wpływową rodziną, bogatą i ugruntowaną – jak możemy być tak skąpi, jeśli chodzi o kieszonkowe dla własnej krwi?" Harry warknął, jego głos był ostry i zimny. "Nawet jeśli firma nie dawała ci pieniędzy, to rodzice na pewno ci coś dawali, prawda?" Camila spojrzała na niego z kpiną, a następnie przeniosła wzrok na Artura i Belindę w tłumie. "Panie Jackson, jeśli chce pan wiedzieć, czy Artur i Belinda dawali mi jakieś kieszonkowe, dlaczego nie zapyta ich pan bezpośrednio? "Oczywiście mi pan nie wierzy, ale jestem pewna, że uwierzy pan własnym rodzicom." Artur i Belinda zamarli, oboje zbyt zawstydzeni, by spojrzeć jej w oczy. "Tato, mamo, dawaliście jej kieszonkowe, prawda?" – zapytał Harry, patrząc na nich poważnie. Artur odwrócił wzrok, jego głos się załamał. "Myślałem, że ty jej będziesz dawał, więc ja..." Oczy Belindy wypełniły się wyrzutami sumienia, a w kącikach zebrały się łzy. Powiedziała cicho: "Myślałam, że ty zamierzasz… Camilo, dlaczego nie powiedziałaś mi, że masz problemy z pieniędzmi? Gdybyś powiedziała mi wcześniej, dałabym ci. "To moja wina. Nie zauważyłam wcześniej i pozwoliłam ci cierpieć. Ale musisz uwierzyć, że traktowałam ciebie i Agnes jednakowo." Camila spojrzała na nią z półuśmiechem, jej wzrok był obojętny. Pod jej chłodnym spojrzeniem Belinda niezręcznie spuściła oczy. Dopiero dzisiaj Camila zdała sobie sprawę, że to Belinda, jej własna matka, uniemożliwiła działowi finansowemu wypłacanie jej pieniędzy. I nie tylko to, ale podniosła kieszonkowe Agnes do 300 tysięcy dolarów, jakby bała się, że jej cenna adoptowana córka mogłaby poczuć się urażona. Te podwójne standardy były przerażające, a jednak Belinda wciąż twierdziła, że traktuje je jednakowo. Kobieta, która żyła w luksusie, nosząc markowe ubrania i akcesoria, nie mogła przecież nie zauważyć, że jej własna córka nosi ubrania, które razem nie kosztowały więcej niż 30 dolarów. Nie chodziło o to, że nie zauważyła; po prostu jej to nie obchodziło. Jej przeprosiny były niczym więcej niż płytkim aktem na pokaz. Na szczęście Camila dawno przejrzała obłudę tej rodziny. Jej serce przez lata stwardniało, uodpornione na ich okrucieństwo. Bez żadnych oczekiwań pozostała niezachwiana. Gdy Camila zignorowała przeprosiny Belindy, publicznie upokarzając rodzinę Jacksonów przed wszystkimi, wszelkie ślady poczucia winy, jakie odczuwał Harry, całkowicie zniknęły. Warknął: "Nie możesz się odezwać raz na jakiś czas? Nie jesteśmy jasnowidzami. Skąd mieliśmy wiedzieć, co masz w głowie? Gdybyś powiedziała coś wcześniej, myślisz, że pozwolilibyśmy ci odejść bez pieniędzy?" "Mówiłam" – głos Camili był cichy, ale zimny. "Po prostu nie braliście mnie na poważnie." Harry zmarszczył brwi, chcąc zaprzeczyć, kiedy nagle w jego umyśle pojawiło się wspomnienie. Było popołudnie, a cała czwórka siedziała razem na kanapie, śmiejąc się i rozmawiając. Camila niezręcznie podeszła, ściskając brzeg swojego mundurka szkolnego. Zanim zdążyła się odezwać, jej twarz już spłonęła rumieńcem. Wahała się przez długi czas, zanim wyszeptała: "Tato, mamo, możecie mi dać 1500 dolarów na czesne…?" Harry trzasnął gazetą o stolik kawowy, piorunując Camilę wzrokiem i strofując ją: "Pieniądze, pieniądze, pieniądze! Tylko o tym myślisz! Przychodzisz do domu tylko po to, żeby prosić o pieniądze, prawda? "Gdyby rodzina Jacksonów nie miała pieniędzy, to czy w ogóle zawracałabyś sobie głowę powrotem? Naprawdę nie wiem, dlaczego twoja matka i ja cię sprowadziliśmy. "Jeśli nie masz nic innego do roboty, po prostu więcej się ucz. Agnes zajęła dziesiąte miejsce w całej szkole na pierwszym egzaminie. A ty które miejsce zajęłaś?" "Ja… ja zajęłam pierwsze…" "Dość! Jesteś ostatnia i jeszcze masz czelność o tym wspominać?" Myślał, że już załatwił, by dział finansowy wpłacał 150 tysięcy dolarów na jej konto bankowe co miesiąc, ale ona wciąż miała czelność prosić o 15 milionów dolarów. Pomyślał: "Agnes nawet tyle nie ma – czy ona w ogóle myśli o tym, co zrobiła, żeby na to zasłużyć?" Łzy natychmiast napłynęły do oczu Camili, jakby została głęboko skrzywdzona. Poczuł jedynie irytację i stracił wszelkie zainteresowanie czytaniem wiadomości finansowych. Na szczęście Agnes była rozsądna. Potrząsnęła jego ramieniem i zachowywała się uroczo. "Harry, zajęłam dziesiąte miejsce tym razem. Dostanę nagrodę?" Nigdy nie mógł się oprzeć Agnes, swojej uroczej małej siostrze. Natychmiast zapomniał o nieprzyjemnościach spowodowanych przez Camilę i uszczypnął ją w małą buzię, pobłażliwie mówiąc: "Agnes, czego chcesz w nagrodę?" "Widziałam torebkę wartą 30 tysięcy dolarów. Możesz mi ją kupić, Harry?" "Dobrze, dobrze. Dopóki ci się podoba, kupię ci ją. Nie mów nawet o 30 tysiącach dolarów – kupię ją, nawet jeśli będzie kosztować 300 tysięcy dolarów." Po uspokojeniu Agnes, odwrócił się z powrotem do Camili, wyraźnie zirytowany. "Dlaczego wciąż tu stoisz? Wracaj do swojego pokoju i się ucz." Camila, czując się głęboko skrzywdzona, odwróciła się i uciekła. Zarówno Artur, jak i Belinda westchnęli w tym samym czasie. "Gdyby tylko Camila była tak rozsądna jak Agnes." ***** "Panie Jackson, w końcu pan sobie przypomniał?" Głos Camili wyrwał go z zamyślenia, a każde wypowiedziane "Panie Jackson" przeszywało jego pierś jak ostry ból. Był jej bratem – jej prawdziwym bratem, a nie jakimś "Panem Jacksonem". Ale odkąd wyszła z więzienia, ani razu nie nazwała go "Harry". Jego wyraz twarzy stwardniał i mówił przez zaciśnięte zęby: "To wszystko dlatego, że twoje oceny były tak okropne. Byłaś ostatnia i jeszcze masz czelność prosić o pieniądze. Jest mi zbyt wstyd, żeby cię nagradzać." Oczy Camili stały się zimniejsze. Pod tak chłodnym spojrzeniem Harry poczuł nieznane poczucie winy. Zacisnął zęby i warknął: "Co, masz coś do powiedzenia?" "Przez trzy lata liceum byłam pierwsza w klasie każdego roku. Jak to się stało, że w ustach pana, pana Jacksona, stałam się ostatnia w klasie?" Widząc niedowierzanie na jego twarzy, Camila wydała z siebie zimny śmiech, a w jej głosie wkradła się nuta satysfakcji. "Cóż, przypuszczam, że to ma sens. "Panie Jackson, pan nawet nie wie, do jakiej szkoły chodzę, więc zrozumiałe, że nic pan nie wie o moich wynikach w nauce." Harry stał zamarły, jakby porażony piorunem. Jego umysł nie mógł przetworzyć tego, co właśnie usłyszał. Jego głos zadrżał z ledwo skrywanym szokiem. "Czyżbyś nie chodziła do Liceum Peroz?" Liceum Peroz było najlepszą elitarną szkołą w Sancho, którą ukończyła Agnes. To była szkoła, do której wysyłano wszystkie dzieci z bogatych i wpływowych rodzin w Sancho. Harry naturalnie założył, że Camila również chodziła do Liceum Peroz. Szybko odwrócił się, by spojrzeć na Artura i Belindę, jego głos drżał z paniki. "Tato, mamo, kiedy Camila wróciła, przenieśliście jej dokumenty tutaj?" Twarz Artura spłonęła rumieńcem. Otworzył usta, ale zdołał wydać z siebie tylko kilka stłumionych dźwięków. Tak jakby cała jego siła została wyssana, a autorytet, którym kiedyś dysponował, całkowicie zniknął. Wargi Belindy zadrżały, jej oczy były pełne paniki i dezorientacji. Jej starannie nałożony makijaż nie mógł ukryć zażenowania na jej twarzy. Oboje stali tam zamarły, jakby powietrze wokół nich zgęstniało. Twarz Harry'ego pobladła. Wszystko, co myślał, że wie o Camili, runęło jak walący się budynek. Pogarda i lekceważenie, które odczuwał wcześniej, wydawały się teraz ostrymi nożami, które go raniły. Jego głos załamał się, gdy z trudem próbował mówić, jego gardło się zacisnęło. "Camilo… do jakiego liceum chodziłaś?"

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki