Łaska i wyrafinowanie Agnieszki zbudowane były na bogactwie i zasobach. Camila natomiast nie miała nic.
Rodzina Jacksonów nie obdarzyła jej ani miłością, ani pieniędzmi, a mimo to obwiniali ją, że nie jest pełna gracji i ogłady. Nawet teraz nie rozumiała, dlaczego ją sprowadzili z powrotem.
Wydawało się, że jedynym celem, jaki spełnia w tej rodzinie, jest podkreślenie, jak bardzo uwielbiana jest "prawdziwa" córka, Agnieszka.
Osoba, która nie była kochana, stała się osobą trzecią. W jej przypadku wydawało się to dziwnie pasujące. Jej młodsza wersja byłaby zrozpaczona ich niesprawiedliwością, ale teraz już jej to nie obchodziło.
Rozejrzała się po schowku, a jedyne ubrania, w które mogła się przebrać, to jej niebiesko-biały mundurek licealny.
Pięć lat temu otrzymała list akceptacyjny z najlepszego uniwersytetu w kraju, Uniwersytetu Wasmore. Jednak rodzina Jacksonów urządziła wystawne przyjęcie tylko z okazji przyjęcia Agnieszki. Bankiet był wypełniony elitą Sancho.
Osiemnastoletnia Agnieszka, ubrana w suknię haute couture za 300 tysięcy dolarów, z włosami ozdobionymi diademem wysadzanym diamentami, stała dumnie między państwem Jacksonami, w centrum uwagi, traktowana jak księżniczka.
Tymczasem ona – ubrana jak wyrzutek, wyprowadzona przez policję na oczach wszystkich – straciła lata studiów, spędzając następne pięć lat w więzieniu.
*****
Pięć minut później Camila, ubrana teraz w swój mundurek licealny, skierowała się w stronę sali bankietowej rodziny Jacksonów.
Gdy szła, przechodzący obok służący nie mogli powstrzymać się od spoglądania na nią z ciekawością.
"Kto to jest? Dlaczego jest w mundurku licealnym?"
"Pewnie kelnerka sprowadzona z Hotelu Reagon. Wygląda jak uczennica liceum pracująca dorywczo w wakacje."
"Rodzina Jacksonów jest naprawdę dobra dla panny Jackson. Aby to uczcić, sprowadzili nawet szefa kuchni z Hotelu Reagon."
"Tak, naprawdę się postarali."
Jeden ze służących podszedł do Camili i od niechcenia przypomniał jej: "Bankiet zaraz się zacznie. Szybko przebierz się w uniform jak wszyscy. Nie obijaj się podczas obsługiwania gości. Ludzie, którzy tu dzisiaj są, to ważne osobistości z całego Sancho."
Po odejściu służącego Camila stała przez chwilę nieruchomo, nagle wcale nie chcąc iść na bankiet.
Harry powiedział jej, że Arthur Jackson i Belinda Jackson organizują dla niej powitalny bankiet, ale nie wspomniał nic o zapraszaniu osób z zewnątrz.
Zastanawiała się: "Wyjście z więzienia to nie powód do świętowania. Czy naprawdę musi to być tak wielkie wydarzenie?"
Lata temu została zabrana przez policję na oczach elity Sancho. Teraz pomyślała: "Czy oni naprawdę zamierzają zrobić widowisko z mojego powrotu na oczach tych samych ludzi?"
Dla niej nie było to powitanie – to był publiczny pokaz jej wstydu, niepozostawiający jej żadnej godności. Mieszanka goryczy i złości wzbierała w jej piersi i nie chciała już dłużej zostawać.
Odwróciła się, żeby odejść, ale w tej samej chwili zbliżył się Harry. Kiedy zobaczył, co ma na sobie, jego twarz natychmiast wykrzywiła się pogardą.
Szybko podszedł, podnosząc głos. "Czy nie mówiłem ci, żebyś założyła suknię? Co ty robisz w tym? Nie wiesz, co to za wydarzenie?"
Camila otworzyła usta, żeby wyjaśnić, ale Harry jej przerwał, nie dając jej szansy na odpowiedź.
"Wyszłaś z więzienia wyglądając jak wrak, a teraz, kiedy wróciłaś do domu, próbujesz grać ofiarę przed wszystkimi, udając, że coś ci zawdzięczamy.
"Odgrywasz tę szopkę, próbując sprawić wrażenie, że rodzina Jacksonów źle cię traktowała. Camila, twoje taktyki są tak niskie jak zawsze. Jesteś nie do uratowania" – powiedział.
Wyciągnął rękę, żeby ją złapać, wciąż mamrocząc gniewnie: "Wracaj i przebierz się. Nie rób z siebie idiotki..."
Camila odsunęła się, żeby go uniknąć.
Harry spudłował, a jego furia paliła jeszcze mocniej. "Śmiesz mnie unikać?"
Podniosła oczy, żeby spotkać się z jego wzrokiem, a on patrzył na nią, jakby była jego wrogiem. Ten wyraz pogardy i niecierpliwości – znosiła go przez trzy lata w rodzinie Jacksonów.
Za każdym razem, gdy ich oczy się spotykały, czuła, jakby jej serce było rozrywane przez niewidzialne ręce. Jej łzy niesprawiedliwości napływały do oczu, ale w zamian zawsze otrzymywała tylko jego oskarżenie o "udawanie".
Może się do tego przyzwyczaiła, a może pięć lat w więzieniu pozbawiło ją szacunku do samej siebie. Teraz, kiedy spotkała jego wyraz absolutnego obrzydzenia, jej serce nic nie czuło. Jego uczucia – czy to miłość, czy nienawiść – nie wpływały na nią w najmniejszym stopniu.
Camila spotkała jego wzrok z chłodną obojętnością, jej oczy były spokojne, ale stanowcze. "Nie mam sukni."
Na te słowa gniew Harry'ego rozpalił się jeszcze bardziej. "Nie masz sukni? Nie wiesz, jak ją kupić?"
Camila wzięła głęboki oddech. Wiedziała, że nie ma sensu próbować mu tłumaczyć – był zbyt uprzedzony i bez względu na to, co by powiedziała, nigdy by jej nie uwierzył.
Próbowała tłumaczyć wcześniej, ale im więcej mówiła, tym bardziej oskarżał ją o ukrywanie czegoś i tym bardziej ją oczerniał.
Czuła się całkowicie bezsilna. Nie zamierzała już więcej tłumaczyć. Powiedziała po prostu, chłodno: "Nie mam pieniędzy."
Twarz Harry'ego wykrzywiła się frustracją, a jego gniew stawał się z każdą sekundą coraz bardziej niekontrolowany. "Przez trzy lata miałaś wszystko, czego potrzebowałaś – jedzenie, ubrania, a nawet kieszonkowe od firmy. Co miesiąc przelewali 150 tysięcy dolarów na twoje konto.
"To 3,6 miliona dolarów przez trzy lata! Czy to nie wystarczy, żeby kupić kilka przyzwoitych ubrań lub suknię? Ale ty wybrałaś noszenie tanich, tandetnych rzeczy, tylko po to, żeby wyglądało, że rodzina Jacksonów źle cię traktuje.
"Camila, przestań być taka samolubna. Zrobiłaś swoją scenę i daliśmy ci to, co ci się należało. Teraz wystarczy. Przestań się tak zachowywać.
"Dość tego!" – krzyknął.
Camila się tego spodziewała. Bez względu na to, co by powiedziała, nigdy by jej nie uwierzono. Utrzymywała wzrok na nim, jej oczy były nieruchome.
Z jakiegoś powodu, gdy ich oczy się spotkały, Harry nagle poczuł ukłucie winy. "Dlaczego się tak na mnie gapisz? Nie powiedziałem nic złego."
Pomyślała: "Nie powiedział nic złego?" Camila nie mogła powstrzymać się od gorzkiego śmiechu w duchu. Nie chciała robić sceny, ale nieustępliwa postawa Harry'ego obudziła w niej mroczną stronę.
Jej uwaga przeniosła się, gdy zauważyła, że ktoś do nich idzie. Jeśli miała zrobić scenę, pomyślała, że równie dobrze może zrobić ją na dużą skalę.
Straciła już całą swoją godność i już jej nie zależało. Ale nie mogła powstrzymać się od zastanowienia, czy Harry, tak bardzo dbający o pozory, poradzi sobie z tym publicznym upokorzeniem.
"Nigdy nie otrzymałam żadnych pieniędzy od firmy" – powiedziała. "Nawet nie mów o 150 tysiącach dolarów – nie było nawet 15 dolarów. Jeśli zamierzasz mnie oskarżać, wymyśl przynajmniej przyzwoitą wymówkę."
Oczy Harry'ego zwęziły się jeszcze bardziej z obrzydzeniem. "Naprawdę nie przestaniesz, dopóki nie wpakujesz się w kłopoty, prawda? Camila, przesadzasz. Nie wini mnie za to, że cię nie oszczędzam."
Po tych słowach wyciągnął telefon i wybrał numer do działu finansowego, włączając tryb głośnomówiący. "Sprawdźcie, ile pieniędzy firma przelewała na konto bankowe Camili co miesiąc."
Głos po drugiej stronie linii zawahał się. "Camili? Ma pan na myśli pannę Jackson?"
"Tak."
"Jeśli chodzi o pannę Jackson, nie ma potrzeby sprawdzać."
Niezadowolenie Harry'ego pogłębiło się. "Co masz na myśli?"
"Cóż, proszę pana, dział finansowy firmy nigdy nie przelewał żadnych pieniędzy na konto panny Jackson."
"Co powiedziałeś?" Harry nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Pomyślał: "Nawet jeśli Camila nie jest dobrze traktowana, nadal jest częścią rodziny Jacksonów. Jak to możliwe, że nie otrzymywała kieszonkowego?"
Tej nocy, kiedy została sprowadzona z powrotem do rodziny, on i ich rodzice rozmawiali o tym, ile kieszonkowego jej dawać.
Aby uniknąć okazywania faworyzowania, zdecydowali, że powinna otrzymywać takie samo kieszonkowe jak Agnieszka – 150 tysięcy dolarów miesięcznie. Nie mógł się pomylić.
"Czy nie mówiłem ci, żebyś się tym zajął?"
"Proszę pana, czy pan nie wiedział? Pani Jackson powiedziała, że Camila pochodzi z sierocińca, ma ograniczony światopogląd i zadaje się ze złym towarzystwem. Nie chciała jej zepsuć, dając jej 150 tysięcy dolarów miesięcznie, więc kieszonkowe zostało anulowane.
"W tamtym czasie była jeszcze w liceum, żyjąc wygodnie w rodzinie Jacksonów, bez większych wydatków, więc zdecydowali, że nie będą jej dawać żadnego kieszonkowego..."
Umysł Harry'ego wirował. Pomyślał: "Kieszonkowe zostało anulowane? To znaczy, że Camila nie otrzymała ani centa od rodziny Jacksonów przez całe trzy lata tutaj."
"A, i jeszcze jedno, pani Jackson zwiększyła kieszonkowe Agnieszki do 300 tysięcy dolarów miesięcznie, ponieważ obawiała się, że Agnieszka może poczuć się urażona powrotem Camili.
"Dodatkowe 150 tysięcy dolarów miało zrekompensować Agnieszce wszelkie zranione uczucia. Jestem pewien, że pan o tym wiedział, proszę pana."
Harry poczuł się, jakby dostał pięścią w brzuch. Nie mógł oddychać. Nie wiedział.
















