Stella była kiedyś zwyczajną dziewczyną. Ale wszystko się zmieniło, gdy została porwana i sprzedana do biednego miasteczka. Spędziła tam trzy lata, przechodząc przez różne okropne rzeczy. Kiedy w końcu uciekła i wróciła do domu, wszystko było zupełnie inaczej. Jej rodzina powinna być szczęśliwa z jej powrotu, ale zamiast tego traktowali ją jak problem. Jej rodzice i brat troszczyli się tylko o swój biznes i próbowali wykorzystać ją do własnych celów. Jej siostra była jeszcze gorsza. Zdradziła Stellę i próbowała ukraść jej chłopaka. Stella czuła się, jakby chodziła po skorupkach jaj w swoim własnym domu. Za każdym razem, gdy próbowała się bronić, jej rodzina ją po prostu poniżała. Ale Stella się nie poddawała. Z pomocą tajemniczego mężczyzny, Jordana, zaczęła walczyć. Odkryła, że Lila zajęła jej miejsce w prestiżowej szkole i że jej chłopak wcale nie był taki lojalny. Ostatecznie Stella odkryła sekrety, które ukrywała jej rodzina. Walczyła, aby oczyścić swoje imię i ujawnić kłamstwa. To była trudna podróż, ale wiele nauczyła się o sobie i o tym, komu może zaufać.

Pierwszy Rozdział

Północ spoczywała pod grubym całunem śniegu, a krajobraz stanowił zamarzniętą biel ciągnącą się aż po horyzont. Wątła kobieta, ubrana w przetartą odzież, która w niewielkim stopniu chroniła ją przed mrozem, była ostrożnie wyprowadzana przez dwie policjantki. To była Stella Hayes, ocalała z porwania, wreszcie uratowana z Dusty Pines, małego miasteczka, po trzech długich latach. W końcu wracała do domu. Jej niegdyś pełne blasku oczy – duże i uderzające – były teraz głęboko zapadnięte w wychudzonej, zapadłej twarzy, nie większej niż dłoń dziecka. Trzymała je mocno zaciśnięte; światło dzienne było zbyt ostre po latach spędzonych w ciemności. Wreszcie schyliła lekko głowę, pozwalając, by przyćmione światło złagodziło napięcie jej wrażliwych oczu. Funkcjonariuszki podtrzymywały ją, gdy powłóczyła nogami, słabymi i odmawiającymi posłuszeństwa. Nienawidziła być ciężarem, ale lata zamknięcia w bezsłonecznej jaskini sprawiły, że jej mięśnie uległy atrofii, a krążenie było tak słabe, że ledwo mogła stać, a co dopiero chodzić. Na razie nie miała wyboru i musiała na nich polegać. Max Hayes, brat Stelli, rozmawiał właśnie przez telefon z Anną, swoją drugą siostrą. Kiedy zauważył całą trójkę, wysiadł z pracującego na biegu jałowym SUV-a; ogrzewanie wewnątrz wciąż dmuchało ciepłym powietrzem. – Panie Hayes, przyjechał pan sam? – zapytała jedna z policjantek. – Tak – odparł gładko Max. – Reszta rodziny jest w domu, przygotowują dla niej powitanie. Policjantki pokiwały głowami. To miało sens – po trzech latach zaginięcia rodzina Hayesów z pewnością chciała uczcić powrót Stelli. Usatysfakcjonowane, delikatnie przekazały Stellę pod opiekę Maxa, po czym ruszyły w drogę powrotną. W chwili, gdy funkcjonariuszki zniknęły z pola widzenia, uścisk Maxa zelżał. Stella, nieprzygotowana, osunęła się na ziemię. Ostry impuls bólu przeszył jej nogi – słabe czucie, które dopiero zaczęła odzyskiwać, teraz przerodziło się w agonię. Uprzejma fasada Maxa zniknęła. Jego wyraz twarzy stał się lodowaty, a głos ociekał pogardą. – Trzy lata minęły, a ty wciąż odstawiasz to samo przedstawienie – zadrwił. Jego głos był teraz spokojniejszy, ale pogarda pozostała ta sama. To samo stare faworyzowanie i ta sama odraza zarezerwowana tylko dla niej. Te słowa cięły głębiej niż ból w nogach Stelli. Kiedy porywacze zażądali półtora miliona za uwolnienie tylko jednej z sióstr, Anny lub Stelli, rodzice byli rozdarci. To Max podjął decyzję bez chwili wahania: „Bierzcie Annę”. Ten wybór przesądził o losie Stelli – została sprzedana, niemal wysłana do Środkowo-Południowej Yarii i przeżyła piekło tylko po to, by skończyć uwięziona w Dusty Pines. Przełykając gorycz rosnącą w gardle, Stella próbowała się podnieść. Jej nogi drżały, bezużyteczne. Opadła z powrotem na śnieg. Max parsknął: – Myślałem, że trzy lata cię czegoś nauczyły – twoje małe występy nigdy na mnie nie działały i nigdy nie będą. Stella zastygła. Ona i Anna były bliźniaczkami, identycznymi z wyglądu, ale nie w sposobie traktowania. Podczas gdy Anna wydawała się delikatna, Stella była postrzegana jako manipulantka z tych samych powodów. Jak wtedy, gdy Anna podkradała gorącą wodę, gdy nikogo nie było w pobliżu. Kiedy ją rozlała i zaczęła krzyczeć, cała rodzina przybiegła, nadskakując Annie i pytając: „Stella, jesteś aż tak zazdrosna, że próbujesz poparzyć własną siostrę?”. A Stella została tam sama, poparzona i zapomniana. Blizny wciąż znaczyły jej nogi. Stella zacisnęła zęby i zmusiła się do wstania, lekko drżąc. Następnie, z wypracowanym spokojem, kiwnęła sarkastycznie głową. – Dziękuję, panie Hayes, za odebranie mnie. Przepraszam za marnowanie pańskiego czasu. W piersi Maxa coś się zacisnęło, niewidzialna pięść ścisnęła jego serce. Kiedy zdecydował się przyjechać po nią osobiście, wyobrażał sobie coś innego – prawdziwe spotkanie, tak jak dawniej. Stella zawsze była tą pełną życia. Nieważne, jak długo go nie było, pierwsza rzucała się na niego, zarzucając mu ramiona na szyję i uśmiechając się szeroko, domagając się: „Max, opowiadaj wszystko! Było tam zimno?”. Kiedy złamał rękę podczas meczu koszykówki, trwała przy nim przez trzy miesiące, nieustępliwa w swojej opiece. Nawet gdy na nią warknął, ona tylko się śmiała, niezrażona. I nauczyła się gotować jego ulubione potrawy, za każdym razem zbywając jego obojętność tym samym niezachwianym uśmiechem. „Jesteś moim bratem. Kogo innego mam rozpieszczać?”. Poczucie winy skręciło mu wnętrzności. To on wybrał tamtego dnia Annę. To on wydał Stellę piekłu. Przez dwa lata pogrzebał się w pracy, drapiąc się na szczyt w firmie. Jednak dzisiaj wyczyścił swój grafik i przyjechał tu osobiście, trzymając się jakiejś głupiej nadziei. Ale wszystko, co otrzymał, to pusta formalność, jakby był niczym więcej niż czarnym charakterem. Ukłucie zdrady i zawiedzionej nadziei wyostrzyło się w gniew. – Wsiadaj do samochodu – rozkazał. – Rodzice i Anna są naprawdę szczęśliwi z twojego powrotu. Wydają przyjęcie w domu. Nie każ im i gościom czekać. – Otworzył drzwi samochodu i wślizgnął się do środka. Gorzki zimowy wiatr ciął głęboko, a ona zadrżała, nie mając na sobie kurtki puchowej. Słowa takie jak „rodzice” brzmiały obco na jej języku – chociaż minęły tylko trzy lata, odkąd wypowiedziała je po raz ostatni, równie dobrze mogło to być całe życie. Odkąd była dzieckiem, zawsze oczekiwano od niej, że usunie się w cień na rzecz Anny, tylko dlatego, że była tą zdrowszą. Z czasem zaczęła nawet wierzyć, że w jakiś sposób zabrała Annie przydział składników odżywczych w łonie matki, pozostawiając siostrę wątłą i chorowitą. Próbowała więc to wynagrodzić, zawsze stawiając Annę na pierwszym miejscu. Ale jej cierpliwość nie zyskała aprobaty rodziców – jeśli już, to sprawiła, że stali się bardziej surowi. W dniu porwania okup został zapłacony. Ale kiedy porywacze zmienili warunki – twierdząc, że 1,5 miliona może uratować tylko jedno dziecko – nikt nie musiał tego mówić na głos. Wybór był jasny. Zabierali Annę. Kiedy Stella wciąż nie wsiadła, Max opuścił szybę. Jego gniew ostygł, ale w głosie brzmiała niecierpliwość. – Co, czekasz, aż wysiądę i otworzę ci drzwi jak jakiś szofer? Stella zmusiła się do ruchu naprzód, ale ostry ból w stopach sprawił, że się skrzywiła. To był pierwszy raz, kiedy szła bez pomocy od czasu ratunku – wcześniej zawsze ktoś ją podtrzymywał. Dla Maxa wyglądało to jednak tylko na grę. Z parsknięciem pchnął drzwi, wysiadł i szarpnął ją do przodu. Brutalny ruch trzasnął nią o samochód, posyłając falę bólu przez jej ciało – ale przynajmniej dał jej coś, o co mogła się oprzeć. – Stella – powiedział niskim i gorzkim głosem. – Wiem, że cała rodzina jest ci dłużna. Ale czy musisz wyglądać tak cholernie nieszczęśliwie w chwili, gdy mnie widzisz? – Wtedy nie mogliśmy uratować was obu naraz. Kto wiedział, że drań zmieni warunki w ostatniej chwili? Mama i Tata tylko grali na zwłokę – najpierw uratować Annę, a potem wymyślić, jak odzyskać ciebie. – Gdybyśmy nie naciskali przez te wszystkie lata, nawet byś tu teraz nie stała. Minęły trzy lata. Stella myślała, że jest już odrętwiała, że nic nie może ciąć głębiej niż to, co już przeszła. Ale słowa Maxa – tak nieczułe, tak niewdzięczne – przeszyły ją jak nóż. Zanim Stella zdążyła otworzyć usta, by odpowiedzieć, znajomy głos przeciął powietrze – Lionel Quinn. – Stella, przyjechałem cię odebrać.

Odkryj więcej niesamowitych treści