Powracająca dziedziczka

Powracająca dziedziczka

Autor: Anya Moreau

7. Rozdział 7 Wróciła, by się zemścić
Autor: Anya Moreau
3 mar 2026
Andrew podbiegł, biorąc Annę w ramiona i rzucając matce błagalne spojrzenie. – Eleanor, wystarczy. Anna właśnie wzięła leki i nie może znosić takiego stresu. Eleanor zgromiła wzrokiem Annę, ale ugryzła się w język, nie chcąc robić sceny na rodzinnym wydarzeniu Hayesów. Wtedy Anna zakrztusiła się i zwymiotowała. Sala zamarła. Lekarz, jeden z gości, pospieszył w ich stronę i sprawdził jej puls, a jego twarz spochmurniała. – Anno, co jadłaś? To objawy zatrucia. W momencie, gdy lekarz wspomniał o truciźnie, sala wybuchła szokiem. Sama sugestia, że ktoś mógł majstrować przy jedzeniu na przyjęciu, była nie do pomyślenia. Anna zachwiała się, ledwo przytomna. Słabo wyszeptała: – Nie jadłam nic poza ciastkami, które przyniósł Max. Max odwrócił się gwałtownie do Stelli, jego twarz wykrzywiła furia. – To ty! To ty je otrułaś. Eleanor wcięła się ostro: – Nie bądź śmieszny. Stella nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. – To musi być ona – syknął Max. – Kiedy ją odbierałem, ciastka były na tylnym siedzeniu. Ona je uwielbia. Zapytałem nawet, czy wzięła jakieś, a ona zaprzeczyła. Anna nie cierpiałaby teraz, gdyby ona nie dosypała czegoś do środka. Eleanor chwyciła dłoń Stelli. – Nie ma mowy. Jest inne wytłumaczenie. Wiem, że Stella tego nie zrobiła. – Oczywiście, że zrobiła. – Głos Maxa ociekał jadem. – W sekundzie, gdy tata i Fiona wybrali Annę zamiast niej przy tych porywaczach, ona planowała zemstę. Teraz, kiedy wróciła? To był jej plan od samego początku. Eleanor drżała z wściekłości. Samo oskarżenie było brutalne – ale czucie lodowatych palców Stelli w swojej dłoni, widok twarzy wnuczki, z której odpłynął cały kolor, był nie do zniesienia. Stella w końcu się odezwała, jej głos był cichy, ale stanowczy: – Nie zrobiłam tego. – Kłamiesz! – Max wycelował w nią palec. – Zawsze byłaś manipulantką. Jej wyraz twarzy stwardniał. – A ty zawsze widziałeś to, co chciałeś widzieć. Powiedziałam, że jestem niewinna. Fiona zainterweniowała, w jej tonie brzmiała nagła pilność. – Max, kłótnia nie pomoże. Zabierz Annę do szpitala, natychmiast. Biorąc Annę na ręce, Max rzucił Stelli ostatnie wrogie spojrzenie, po czym wybiegł, a Fiona podążyła tuż za nim. Andrew, blady z niepokoju, zwrócił się do Lionela. – Przepraszam, musimy to kończyć. Goście czekali wystarczająco długo, więc po prostu odwołaj resztę wydarzenia. Lionel skinął głową i sprawnie zajął się rozchodzącym tłumem. Choć ciekawość wisiała w powietrzu gęsta od możliwości, że Stella tak szybko zaatakowała, nikt nie odważył się zostać otwarcie. Gdy ostatni goście wychodzili, Lionel ruszył w stronę Stelli, ale ona odezwała się pierwsza, wpatrzona w Eleanor: – Wracajmy do domu. – Dasz radę stać? – zapytała Eleanor. Stella uśmiechnęła się. – Poradzę sobie. Kiedy Lionel wyciągnął rękę, by pomóc, Stella odepchnęła go bez jednego spojrzenia. Przez pięć bolesnych minut sala trwała w ciszy, podczas gdy ona walczyła, by wstać siłą samej woli. Wreszcie, chwiejąc się, ale wyprostowana, pozwoliła Eleanor wyprowadzić się na zewnątrz. Lionel patrzył, jak odchodzą, po czym zwrócił się w stronę szpitala. ***** W domu Stella zaprowadziła Eleanor do jej sypialni – po raz pierwszy od lat Eleanor postawiła stopę w tym domu. Nancy, pokojówka Eleanor, szepnęła cicho: – Eleanor przez ten cały czas odmawiała opuszczenia starej rezydencji. Czekała, mając nadzieję, że wrócisz do domu. I w końcu jesteś. Trzy lata temu Eleanor cieszyła się doskonałym zdrowiem. Ale po porwaniu Stelli, dzień po dniu niepewność wyniszczała ją. Poczucie winy ścisnęło pierś Stelli. Przyciągnęła Eleanor do mocnego uścisku, opierając czoło o ramię starszej kobiety. – Tak mi przykro, że kazałam ci się tak martwić. Eleanor poklepała ją delikatnie po dłoni. – Nonsens. To, że wróciłaś, to wszystko, czego potrzebuję. Teraz z każdym dniem będę silniejsza. Zobaczysz. – Babciu... – Głos Stelli zadrżał. Planowała zostawić tę rodzinę za sobą. Ale nie mogła odejść od Eleanor, jedynej rodziny, na której jej zależało. – Nie możesz się martwić o Annę – powiedziała stanowczo Eleanor. – Wiem, że nigdy byś nikogo nie skrzywdziła. Stella skinęła głową, ciężar emocji groził przelaniem się. Tylko przy Eleanor mogła być tak bezbronna i prawdziwa. – Moja droga dziewczynko. – Serce Eleanor bolało, gdy studiowała zmęczone oczy Stelli. – Kiedy dowiedziałam się, co się wtedy stało, urządziłam twoim rodzicom piekło. Wiem, że to, co zrobili, jest niewybaczalne i nie wybaczymy im. – Ale teraz musisz skupić się na leczeniu. Jesteś wciąż taka młoda, całe życie przed tobą. Niech płacą za twoje leczenie, przynajmniej dopóki nie staniesz na nogi. Stella skinęła cicho głową. Eleanor zawsze rozumiała jej myśli. Tak jak w przeszłości, kiedy smutek pchał ją prosto w ramiona babci. Eleanor powiedziała to, bo wyczuła, że Stella może chcieć odejść. – Powiedz mi, kochanie – naciskała delikatnie Eleanor – co przeszłaś przez te wszystkie lata? Stella zamiast odpowiedzi ścisnęła jej dłoń. – Przepraszam, chyba chcę trochę odpocząć. Unik nie umknął uwadze Eleanor. Cokolwiek Stella przeżyła, te okropieństwa były wyraźnie gorsze niż dzisiejsze upokorzenie. Jeśli nie mogła o nich mówić teraz, po ostatecznym powrocie do domu, Eleanor nie chciała naciskać. – Oczywiście – ustąpiła Eleanor. – Odpoczywaj. Jutro się wprowadzę z powrotem. Od teraz będziesz mnie widywać codziennie. Ciche mruknięcie było jedyną odpowiedzią Stelli. Eleanor patrzyła, jak Stella odchodzi chwiejnym krokiem, stopień za bolesnym stopniem. Dopiero gdy była pewna, że wnuczka jest poza zasięgiem słuchu, pozwoliła łzom płynąć. Bojąc się, że jej szloch może się nieść, przycisnęła dłoń mocno do ust. Obok niej oczy Nancy również zaszły łzami. – Pani Hayes, mówią, że po cierpieniu przychodzi szczęście. Stella nigdy nie miała w sobie krzty okrucieństwa. Na pewno los będzie dla niej odtąd łaskawszy. – Jej ciało się zagoi – wyszeptała Eleanor łamiącym się głosem. – Ale co z jej sercem? Nie wiem, jak ktokolwiek wraca po takim bólu. Nancy ścisnęła jej ramię. – Przynajmniej wciąż ma panią. Musi pani pozostać silna. Jeśli pani nie będzie, kto inny jej zostanie do kochania? Stella zawsze była cichym obserwatorem, radosna w rozmowie, a jednak spostrzegawcza w sposób, który większość przeoczała. Podczas gdy rodzina zasypywała Annę uwagą, Stella nigdy nie okazała cienia urazy. Raz za razem łagodziła błędy Anny, nie oczekując wdzięczności. Gardło Eleanor ścisnęło się. Świat nie miał prawa być tak okrutny dla kogoś, kto dawał tak wiele, a prosił o tak niewiele.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

7. Rozdział 7 Wróciła, by się zemścić – Powracająca dziedziczka | Czytaj powieści online na beletrystyka