Henry nie spuszczał z niej drapieżnego wzroku.
Stella trwała w miejscu, nieustępliwa. Jeśli chodzi o wrogów, zawsze wiedziała, że musi być bardziej przerażająca od nich.
Po czasie, który wydawał się wiecznością, Henry w końcu zwolnił uścisk. Złowieszczy uśmieszek wykrzywił kąciki jego ust, nieodgadniony, a jednak głęboko niepokojący. Powiedział:
– Stello, nigdy nie uciekniesz z moich rąk.
Po tych
















