Powracająca dziedziczka

Powracająca dziedziczka

Autor: Anya Moreau

2. Rozdział 2 Nie oczekuj, że ktoś będzie cię ścigał
Autor: Anya Moreau
2 mar 2026
Stella zamarła. Jeszcze go nie widziała, ale ten głos nawiedzał jej sny przez lata. W przeszłości, ilekroć rodzice i Max traktowali ją niesprawiedliwie, to Lionel ją pocieszał, dając siłę, by iść dalej. Kiedyś obiecał jej wszystko – że pójdzie do szkoły wojskowej, zostanie żołnierzem i ożeni się z nią, by móc ją właściwie chronić. Ale w dniu, w którym została porwana, jego ostatnie słowa do niej były ostre. Powiedział: „To, że tak skończyłaś, to tylko i wyłącznie twoja wina”. W mrocznych dniach, które nadeszły później, obracała te słowa w myślach, aż wyryły się w jej kościach. Obwiniał ją. Naprawdę wierzył, że sama to na siebie sprowadziła. Porwanie nastąpiło zaraz po tym, jak Stella została przyjęta na Uniwersytet Quentiham – najlepszą uczelnię, co było nagrodą za jej ciężką pracę, podczas gdy Anna, wiecznie chorowita, zdołała dostać się jedynie do podrzędnej, lokalnej uczelni. Rodzice zażądali, by Stella oddała swoje miejsce Annie. Kiedy odmówiła, jej ojciec, Andrew, uderzył ją. To była ta noc, kiedy uciekła. I tylko Anna pobiegła za nią. A potem obie zniknęły. Dopiero gdy Anna nie wróciła, rodzina zorientowała się, że zostały uprowadzone. Lionel, jedyna osoba, której Stella zawsze ufała, zwrócił się przeciwko niej po raz pierwszy, oskarżając ją o bycie zbyt upartą, o spowodowanie porwania. Jego słowa zdruzgotały ją całkowicie – zwłaszcza gdy dodał: „Stella, myślałem, że jesteś niewinna. Kiedy twoi rodzice i brat ci nie ufali, ja wciąż ufałem. Ale spójrz na to. Naprawdę mnie zawiodłaś”. „Podejrzewał mnie nawet o zaaranżowanie porwania. Więc dlaczego teraz tu jest?” – zastanawiała się Stella, zdezorientowana. Ale nie zależało jej, by się dowiedzieć. Krzesząc resztki sił, szarpnęła drzwi samochodu, wciągnęła się do środka i trzasnęła nimi. Jej głos, gdy w końcu przemówiła, był przerażająco spokojny, ale pod nim wrzało całe życie pełne bólu. – Jedźmy. Lionel zastygł. Natychmiast zauważył zmiany w niej. Zanim przyjechał, czytał o tym, co działo się z uprowadzonymi dziewczynami – jak wracały jako puste skorupy samych siebie. Artykuły bolały przy czytaniu, ale widok jej w takim stanie był jeszcze gorszy. Przygotowywał się na tę chwilę tysiąc razy. Jednak nic nie mogło go przygotować na rzeczywistość dziewczyny, której dorastanie obserwował – wychudzonej, drżącej, ubranej jedynie w przetarte łachy w środku zimy. Jego wzrok spotkał się ze wzrokiem Maxa przez przednią szybę. Max nie odjechał od razu. Zamiast tego studiował pusty wyraz twarzy Stelli, po czym rzucił okiem na Lionela w lusterku wstecznym. Kiedy żaden z nich się nie odezwał, Max zasunął szybę i ruszył. Lionel stał tam, patrząc, jak tylne światła znikają w nocy. Właśnie wtedy zbliżyły się pospieszne kroki – wybiegła policjantka. – Och, właśnie ich minęłam – mruknęła z frustracją. Odwracając się, Lionel zobaczył, że trzyma w ręku nowiutką kurtkę puchową. Rozpoznanie przemknęło przez jej twarz – to był ten lekarz, o którym ostatnio było głośno w wiadomościach. – Jest pan doktorem Quinnem, prawda? – Zgadza się – odpowiedział Lionel z uprzejmym dystansem. Policjantka wyraźnie wiedziała o jego powiązaniach z Maxem, więc domyśliła się, że Lionel przyjechał tu dla Stelli. Powiedziała: – Pan też przyjechał po Stellę, prawda? Wcześniej zobaczyła inną uratowaną dziewczynę, która trzęsła się bez odpowiedniego ubrania, i oddała jej własną kurtkę. – Mieliśmy właśnie dostarczyć zapasy, ale Stella zadziałała pierwsza. Uwierzy pan? Po latach w tej jaskini – często bez porządnego koca, by się ogrzać – wciąż myślała o innych przed sobą. – Kiedy próbowaliśmy ją powstrzymać, powiedziała tylko, że przyzwyczaiła się do zimna i inni potrzebują tego bardziej. Po tym wszystkim, co przeszła, wciąż jest tak dobra. Jej oczy zaszkliły się od niewylanych łez. Nagle przypominając sobie o celu, wcisnęła kurtkę w ręce Lionela. – Wiem, że rodzina Hayesów teraz o nią zadba. Ale było coś w jej oczach, kiedy na to patrzyła. Czy dopilnuje pan, żeby to odzyskała? Lionel przyjął kurtkę, jakby była z ołowiu. – Dopilnuję tego – zdołał powiedzieć. Z wdzięcznym skinieniem głowy policjantka wróciła do swojego zespołu. ***** Wyczerpanie ciążyło na Stelli jak kamień. Dwa lata w Dusty Pines pozostawiły jej ciało zrujnowanym – ściśnięta w jaskini zbyt małej, by w niej stać, z łańcuchami wrzynającymi się w kończyny tak długo, że jej włosy posiwiały. Uprzejma policjantka zorganizowała fryzjera, by ogolił głowę Stelli, i dała jej perukę. Nawet stanie na zewnątrz było wcześniej walką; rozpaczliwie pragnęła usiąść. Teraz, osuwając się na siedzenie w samochodzie Maxa, w końcu pozwoliła sobie odpocząć. Max nie zauważył niczego z tych rzeczy. Albo może po prostu nie chciał. Mimo że urosła, wciąż widział w niej tę samą chciwą dziewczynę ze swoich wspomnień – tę, która rzekomo kradła jedzenie z talerza Anny. Wtedy, gdy rodziców nie było w domu, zabierał jej porcje i dawał je Annie. Jeśli Anna nie mogła ich dokończyć, rzucał resztki psu sąsiada, Lionela. A Lionel, w przeciwieństwie do Maxa, zauważał to. Przemycał jedzenie dla Stelli, gdy nikt nie patrzył. Jako dziecko Stella zbywała to – nieszczęście nigdy nie trwało wtedy długo. Ale z biegiem lat uraza osiadła głęboko. Półmrok we wnętrzu samochodu przyniósł ulgę. Jej oczy, wciąż przyzwyczajające się do światła po tak długim czasie w ciemności, w końcu mogły złapać ostrość. SUV nie należał tylko do Maxa – różowe bibeloty i dziewczęce zawieszki dyndały z siedzenia pasażera, bezbłędnie wskazując na Annę. Zapachowa saszetka wisiała za fotelem kierowcy, wypełniając powietrze czymś słodkim. Prawdopodobnie kolejny z ulubionych zapachów Anny. Jaloria mogła się zmienić przez trzy lata, ale pewne rzeczy nigdy się nie zmieniały. Jej wzrok w końcu powędrował do Maxa. Nie widziała go od trzech lat, zrzucił z siebie młodzieńcze cechy. Absolwent college'u, którego pamiętała, zniknął, zastąpiony przez mężczyznę w szytym na miarę garniturze, w każdym calu człowieka sukcesu. Przyłapał jej spojrzenie w lusterku wstecznym. – Przy mnie możesz się tak zachowywać – powiedział ostrym głosem – ale nie rób takiej miny, kiedy zobaczysz Mamę i Tatę. – Po tym, jak odzyskaliśmy Annę, nigdy nie przestaliśmy cię szukać. Porywacz był po prostu zbyt cholernie śliski. Te trzy lata były dla ciebie piekłem – wynagrodzimy ci to. Ale nie myśl, że dla nich to też nie było piekło. Mama zestarzała się o dziesięć lat z poczucia winy. – Więc kiedy dotrzemy do domu, porzuć to nastawienie. Koniec z ucieczkami i koniec z utrudnianiem życia Annie. Wiesz, jak niebezpieczny może być świat. Jeśli znowu zwiejesz, nie oczekuj, że ktoś po ciebie przyjdzie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

2. Rozdział 2 Nie oczekuj, że ktoś będzie cię ścigał – Powracająca dziedziczka | Czytaj powieści online na beletrystyka