KAT
Melanie wróciła do biura z pokrytymi plamami policzkami i oczami tak czerwonymi, jakby coś paliła. Niosła puste pudełko, a wrogie spojrzenie, którym mnie obdarzyła, całkowicie mnie zaskoczyło. Dziwne, zważywszy, że przed chwilą stąd wychodziła, chwaląc się, że w końcu ją doceniono.
– Na co, do cholery, się gapisz? – syknęła, po czym pomaszerowała ciężkim krokiem do swojego biurka.
Patrzyłam, j
















