HUNTER
Kostas wyszedł z chaty na ganek z jakąś szklanką w dłoni, wciąż się śmiejąc. Śmiech zamarł natychmiast, gdy jego głowa odwróciła się gwałtownie w moją stronę. Jego oczy zabłysły na żółto, a nie na niebiesko, jak u bety, a na jego ustach przez moment zagościło warknięcie, zanim spuścił wzrok.
W ogóle nie widziałem go uśmiechniętego podczas tych wizyt, kiedy błagał mnie, bym odnalazł jego sio
















