KAT
Uspokoiłam oddech, zanim weszłam do rodzinnej jadalni. Matka i Ojciec siedzieli razem, trzymając się za ręce i cicho się śmiejąc. Kostas stał przy oknie z kieliszkiem wina w dłoni, patrząc w dal. Nie wyglądał, jakby pasował do tej sceny. Był zbyt nieruchomy. Zbyt poważny.
W chwili, gdy Matka mnie zobaczyła, wstała z wyuczoną gracją i rozłożyła ramiona.
„Kochanie, chodź tu” – powiedziała radośnie.
Kostas odwrócił się, a po zmarszczonych brwiach nie było śladu. Cała trójka uśmiechała się tak, jakby nie widzieli, jak goście unikali mnie na balu. Jakbym nie była jedynym członkiem rodziny królewskiej, którego wszyscy starali się nie zauważać.
Odwzajemniłam uścisk matki, pozwalając, by otulił mnie jej subtelny zapach. Miała na sobie suknię wieczorową, ociekającą kryształami, mimo że był to dzień odpoczynku. Ja postawiłam na prostotę. Żadnego gorsetu, ani pełnego makijażu. Delikatne zmarszczenie brwi na widok mojej sukienki ze strony matki obyło się bez słów. A ja nie zaproponowałam żadnego wyjaśnienia.
I tak nigdy by mi żadnego nie dali.
„Byłaś gwiazdą zeszłorocznego balu” – rzekła Matka, wskazując mi krzesło obok siebie. „Mam dobre przeczucia co do twoich nadchodzących spotkań”.
Moje palce drgnęły na kolanach, ale zachowałam uśmiech na twarzy.
„Och? Zauważyłaś coś?” – zapytał ją Ojciec, po czym szybko przeniósł na mnie wzrok. „Czy twój wilk już się objawił, Katerino?”
„Jeszcze nie” – odpowiedziałam, nieco zbyt pośpiesznie.
„Ona nie potrzebuje teraz swojego wilka” – zbyła to Matka. „Jest tak bliska przemiany, że jej prawdziwy przeznaczony już by ją wyczuł. Nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś wkrótce złożył nam wizytę”.
Moje serce boleśnie się ścisnęło. Prawdziwy przeznaczony. Marzenie, dla którego zostałam wychowana, by za nim gonić. A jednak…
„Nie możesz mieć pewności, matko” – powiedziałam, popijając wino. Byłam zaskoczona, że moja dłoń nie drżała.
„Mieliśmy tu najlepszych z najlepszych ze wszystkich terytoriów pod jednym dachem. Oczywiście, że jestem pewna” – oznajmiła Matka, kładąc swoją dłoń na mojej. „Zaufaj mi w tej kwestii”.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu Matka nie była nerwowa ani bliska łez. Czy naprawdę mogła coś wyczuć?
Ale nie. Mówiła to samo kilkanaście razy w roku. Odkąd pamiętam, moje szczęście zależało od zmiennych nastrojów matki królowej. Zawsze byliśmy albo podekscytowani, albo rozczarowani.
Byłam tym zmęczona.
„Ufam ci” – skłamałam z delikatnym uśmiechem, akurat gdy do pokoju weszła służba z kolacją.
Po drugiej stronie stołu spotkałam wzrok Kostasa. Nie powiedział ani słowa odkąd weszłam. Nie powiedział nic odkąd mężczyzna na parkiecie upokorzył mnie przed wszystkimi. Przed wszystkimi „najlepszymi z najlepszych” z terytoriów wilków.
Jego kolej, powiedział. Ten drań nie różnił się od Justina i jego braci.
Kostas odwrócił ode mnie wzrok i chwycił za sztućce, by rozpocząć posiłek.
„Kiedy twój przeznaczony się ujawni, wyprawimy najwspanialsze wesele” – oznajmił promiennie Ojciec. „Poprowadzę cię do ołtarza, tak jak zawsze marzyłem. Kostas, skończyłeś nadzorować projekt mieszkaniowy? Każde mieszkanie musi być umeblowane”.
Mój ojciec mówił o tym, jakby to była przesądzona sprawa. Mój prawdziwy przeznaczony zamieszka ze mną w zamku, a jego wataha połączy się z naszą. Ale co, jeśli tego nie zechce? Co, jeśli nie będzie chciał mojego brata na stanowisku swojego bety?
Moje spojrzenie znów powędrowało do Kostasa. Nie patrzył na Ojca, odpowiadając: „Tak, wszystko jest pod kontrolą”.
Ale Kostas był najmądrzejszą osobą, jaką znałam. Czyż ta myśl nie przemknęła mu przez głowę?
Czyż żadnemu z nich nie przyszło na myśl, że nikt nie będzie chciał mieszkać z pośmiewiskiem królestwa?
„Idealnie” – powiedziała Matka, składając dłonie. „Nasz mały motylek będzie miał wszystko”.
Po tych słowach wyłączyłam się z rozmowy. Niekończące się plany weselne matki. Nieustanne poprawki ojca w planach bezpieczeństwa i aranżacji przestrzeni życiowej. Brałam udział w tych dyskusjach tyle razy, że znałam je na pamięć.
Zanim talerze po deserze zostały uprzątnięte, a my przenieśliśmy się do salonu, ledwo potrafiłam utrzymać swoją maskę w ryzach. Żołądek skręcał mi się z nerwów, a puls dudnił w uszach.
To było to. Ostatnia kolacja.
Czy jeszcze kiedykolwiek zobaczę moją rodzinę? Czy zrozumieją, dlaczego musiałam to zrobić? Czy mi wybaczą?
Jak bardzo byliby rozczarowani, gdyby się dowiedzieli, że nie chcę życia, które tak starannie dla mnie zaplanowali?
„Wszystko w porządku, Katerino?”
Uśmiechnęłam się do brata znad mojej książki.
„Tak. Ale ty wydajesz się zmęczony”.
Czyżby znowu się przepracowywał? Gdy odejdę, kto będzie mu przypominał o tym, by o siebie dbał?
„Było po prostu trochę zamieszania, ale nic mi nie jest”.
Czy kłamał?
„Jeśli chodzi o moje urodziny, nie musimy robić z tego wielkiego wydarzenia. Wiosenny Bal był wystarczająco okazały”.
„Bzdura” – rzekł Ojciec. „Nie na co dzień wilk kończy osiemnaście lat”.
Jakby uruchomione przez mój niepokój, moje ciało zaczęło mnie zdradzać. Skóra mnie swędziała, a pod jej powierzchnią płonęły nerwy, przypominając tysiące iskier. Światła raziły mnie w oczy, a każdy dźwięk wbijał się w moją czaszkę. Świat wyostrzył się do tego stopnia, że mogłam dostrzec srebrne pasma w blond włosach ojca. Czułam zapach krwi ze steku, który właśnie zjedliśmy, wciąż unoszący się w powietrzu.
A potem to zniknęło. Odcięte. Cisza.
„Co zrobisz, jeśli to nie wypali?” – wyrzuciłam z siebie.
W pokoju zapadła cisza. Obserwowałam, jak panika powraca w spojrzeniu mojej matki, zanim ta zmusiła się do uśmiechu.
„Znajdziesz kogoś, Katerino” – powiedział Ojciec stanowczym głosem. „Nawet jeśli będę musiał zapukać do każdych drzwi na tej planecie”.
Ściskałam kieliszek z winem, dopóki nie rozbolały mnie knykcie.
Miałam ochotę krzyczeć. Zapytać, dlaczego to miało większe znaczenie niż to, jak pozwolili tym chłopcom mnie traktować. Jak pozwolili, by ludzie o mnie szeptali i robili ze mnie pośmiewisko.
Zamiast tego uśmiechnęłam się, jakbym była wdzięczna, i siedziałam w milczeniu, gdy rozmowa wróciła na temat moich urodzin. Kiedy moi rodzice postanowili udać się do swojego skrzydła, przytuliłam ich trochę mocniej niż zwykle. Pocałowałam w policzki trochę dłużej. Zapamiętałam ich ciepło.
Zanim Kostas odprowadził mnie pod drzwi, moje policzki zdrętwiały, a łzy były o krok od popłynięcia.
„Śpij dobrze. Jutro będzie pracowity dzień” – powiedział Kostas.
„Będę”.
„Ten mężczyzna, z którym tańczyłaś wczoraj” – zaczął Kostas.
Moje dłonie zacisnęły się w pięści, zanim zdążyłam nad tym zapanować. Ten szarooki skurwiel. Szybko zepchnęłam wspomnienia z powrotem i opanowałam się.
To nie był czas na pamiętanie o tym, jak mnie trzymał. Albo o tym, jak jego zapach mieszał mi w głowie.
„Poczułaś coś? Twój wilk się obudził?”
„Na szczęście nie” – skłamałam. „Był nie do zniesienia”.
Nie mogłam do końca zapomnieć o tym, jak jego zapach splatał się z czymś we mnie.
Mój brat odetchnął i zobaczyłam, jak napięcie uchodzi z jego ciała. Czy to z tego powodu był taki cichy przez cały wieczór? Nigdy nie martwił się bez dobrego powodu, więc moja ocena tego mężczyzny musiała być trafna. Był po prostu łajdakiem. Kimś niewystarczająco dla mnie dobrym. Taki człowiek nigdy nie zostałby moim przeznaczonym.
„Jeśli jeszcze kiedyś go spotkasz, po prostu odejdź” – powiedział Kostas.
Cóż, to było łatwe. Nawet nie wiedziałam, jak wygląda.
„Nigdy więcej nie znajdę się z nim w jednym pokoju” – obiecałam.
Kostas zamilkł, i myślałam, że może powie coś jeszcze, ale zamiast tego mocno mnie przytulił i złożył pocałunek na mojej skroni.
„Będzie lepiej. Przysięgam” – szepnął, po czym mnie puścił.
Nie zatrzymywał się po tym, a moje serce bolało, kiedy patrzyłam, jak odchodzi. Mój drogi bracie. Czy będzie u ciebie dobrze?
Powłócząc nogami, weszłam do pokoju, nie przejmując się zapalaniem światła, i opadłam na kanapę. Łzy popłynęły w ciszy, tak jak to miało miejsce już wiele razy wcześniej. Siedziałam godzinami, nie mogąc ich powstrzymać, nie mogąc powstrzymać kłującego bólu w klatce piersiowej.
Kiedy zamek w końcu usnął i strażnicy rozpoczęli zmianę warty, wstałam i przeszłam na tyły mojej garderoby. Moja torba była po brzegi wypchana lekami tłumiącymi, zwinęłam też ubranie na zmianę z pralni.
Nic więcej nie zostało mi do zrobienia. Nie było dla mnie niczego w tym zamku.
W tym królestwie.
Moja jedyna szansa na wolność leżała poza granicą, w ludzkim świecie. Lekkim krokiem kryłam się w cieniach, aż prześlizgnęłam się przez pęknięcia w życiu, które dla mnie zbudowali.
Nie byłam już ich motylkiem.
















