KALLIRA
Ta myśl przyszła bez wahania i tym razem jej nie kwestionowałam. Ryzyko było obecne, jasne i wyraźne, ale bezczynność oznaczała pozwolenie jej na dokończenie czegoś, czego nie dałoby się już cofnąć. Wystąpiłam naprzód, stabilna mimo napięcia ściskającego mi klatkę piersiową.
– Kończę to – powiedziałam.
Valerius ruszył w tym samym momencie. Nie zapytał, co mam na myśli, i nie wahał się. Sta
















