Wzgardzona ofiara Smoczego Króla

Wzgardzona ofiara Smoczego Króla

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 2 - Zdrada podana na ciepło
Autor: Aeliana Moreau
23 cze 2026
Cecily klęczała na łóżku, opierając się ciężko na obu dłoniach, którymi mocno zaciskała pościel, podczas gdy jej jedwabiste, czarne włosy opadały na boki twarzy, mokre i lśniące od potu. Jej pełne piersi lekko się kołysały, gdy mężczyzna za nią raz za razem w nią uderzał. Przyjmowała to wszystko z zamkniętymi oczami i lekko rozchylonymi, różowymi, okrągłymi ustami. Pokój oświetlała jedynie przyćmiona latarnia na toaletce, a jednak obrazy przed Genevieve zdawały się wypalać jej oczy. — Och... Declan. — Usłyszała, jak Cecily szepcze przez drżące wargi i spojrzała na twarz mężczyzny, który znajdował się z tyłu. Rzeczywiście, to był jej Pan Idealny. Owłosiona klatka piersiowa Declana lśniła od potu, jego smukłe dłonie pewnie spoczywały na wąskiej talii Cecily, przyciągając ją bliżej siebie, a cała jego uwaga skupiała się na tym, co robił. Genevieve instynktownie zrobiła krok w tył, jej usta zacisnęły się mocno, oczy były puste, podczas gdy jej serce rozpadło się na wiele kawałków. — Och... Declan. — Cecily jęknęła znowu i otworzyła oczy. — Dec... — jej głos uwiązł, gdy zobaczyła Genevieve w drzwiach. Jej wielkie brązowe oczy rozszerzyły się z szoku, a ich spojrzenia skrzyżowały się, gdy wymieniły intensywne spojrzenie. Jedno wyrażało strach, szok i wstyd, a drugie, po prostu pustkę. Trwało to jednak zaledwie sekundę. Ponieważ mimo początkowego szoku, w tym momencie ciało Cecily poddało się rozkoszy, wygięła plecy i zamknęła oczy. Łzy spływały po jej drobnych policzkach, gdy jej głośny jęk wypełnił pokój. Genevieve przełknęła ślinę, powoli wyszła, a następnie zamknęła drzwi. Zobaczyła wystarczająco dużo. Kiedy próbowała manewrować w ciemności w swojej obszernej sukni, przypadkowo potrąciła mały stolik w salonie, a butelka rozbiła się o podłogę. Zapach alkoholu wypełnił powietrze. Spojrzała za siebie na drzwi, wiedząc, że hałas z pewnością zaalarmował Declana o obecności kogoś jeszcze w domu, ale nie chciała go widzieć. Więc z surową, zdeterminowaną twarzą wybiegła z domu. Gdy tak biegła i biegła, nie mogła przestać myśleć o wszystkim, czego przed chwilą była świadkiem. Wiedziała, że została zraniona, ale w jakiś sposób, jakimś cudem, po prostu nie potrafiła płakać. Nie potrafiła krzyczeć, nie potrafiła zrobić zupełnie nic. Spędziła z Declanem dwa lata swojego życia, będąc z nim od 19 roku życia i była pewna, że kochał ją i tylko ją. Przez całe życie kochała też swoją siostrę. Cokolwiek robiła, zawsze w pierwszej kolejności myślała o Cecily. Jak mogli jej to zrobić? W tym momencie jej suknia zaplątała się o leżącą na ziemi gałązkę, potknęła się i upadła na plecy w kałużę błota. Nie walczyła, by wstać, zamiast tego leżała tak w błocie, pozwalając mu wsiąknąć w suknię i włosy, podczas gdy tępo wpatrywała się w gwiazdy na niebie. Jak mogli jej to zrobić? Nie potrafiła przetworzyć swoich uczuć, ale wiedziała, że były one przytłaczające, tak bardzo, że czuła odrętwienie. Chciałaby móc czuć gniew, smutek, cokolwiek. Cokolwiek. Ale nie potrafiła poczuć niczego z tych rzeczy. Czuła tylko całkowite odrętwienie. Jak śmieli jej to zrobić? *** Po czymś, co wydawało się godzinami, wstała i rozejrzała się tylko po to, by odkryć, że był to otwarty plac zabaw dla dzieci. Nic dziwnego, że nikogo tu nie było, kto mógłby zakwestionować jej obecność. Zaczęła wracać do domu, nie zwracając uwagi na nikogo, kogo mijała po drodze. Tym razem, gdy dotarła do domu, drzwi były zamknięte na klucz i musiała zapukać, by wejść. Salon był oświetlony jasną latarnią ustawioną na stole. Jej rodzice siedzieli na jednym końcu jedynej podłużnej ławki w salonie, rozmawiając z Cecily, która siedziała na jej drugim końcu i choć naga, była teraz owinięta prześcieradłem Genevieve. Spojrzała na Genevieve i szybko odwróciła wzrok, wbijając oczy w podłogę; jej jasna karnacja zdradziła ją, gdy policzki przybrały mocno czerwony odcień ze wstydu i zażenowania. Gdy tylko zauważyli jej obecność, wszyscy zamilkli. Jej matka, Vera - pulchna, niska kobieta o dużych brązowych oczach i czarnych, krótko ściętych włosach - zmierzyła ją wzrokiem z obrzydzeniem. Uszczypnęła swój zadarty nos i pokręciła głową. — Wyglądasz okropnie, dziecko. To była tylko zdrada, świat się jeszcze nie skończył. Genevieve uśmiechnęła się, sprawiając, że zaschnięte błoto, które rozbryzgało się na jej twarzy, lekko popękało. To nie było wcale zaskakujące. Jej matka nigdy nie należała do osób, które wspierałyby ją w czymkolwiek. — Masz mi coś do powiedzenia, ojcze? — Spojrzała na Gilesa, czterdziestojednoletniego mężczyznę siedzącego obok jej matki. Miał wystający brzuch, który jego blaknąca, brązowa, zapinana na guziki koszula ledwie ukrywała, a w jego krótko ściętych włosach widać było małe pasma siwizny. Był również nieco otyły, ale o kilka cali wyższy od Very. Mężczyzna westchnął ciężko i pokręcił głową. Genevieve również nie była tym zaskoczona. On rzadko kiedy miał cokolwiek do powiedzenia. — Dobranoc. Z tymi słowami udała się do swojego pokoju. Gdy się od nich oddaliła, usłyszała, jak znów zaczynają rozmawiać przyciszonymi szeptami. Po wejściu do pokoju nie wzięła jednak kąpieli, po prostu położyła się na swoim łóżku - tym samym, w którym Declan i Cecily ją zdradzili. To sprawiło, że zaczęła zadawać sobie pytania. Od jak dawna się ze sobą spotykali? Od jak dawna robili to za jej plecami? Czy przez cały ten czas była głupia? *** Genevieve obudziła się następnego ranka, ale zamiast czuć się tak brudna jak zeszłej nocy, czuła się trochę czystsza, a nawet pachniała inaczej. Jej ciało nie lepiło się od zaschniętego, brudnego błota, ani nie pachniały nim jej włosy. Ziewnęła, a potem otworzyła oczy. Niczym we śnie, Declan spoglądał na nią tymi rozmarzonymi, kasztanowymi oczami i ze swoim cudownym uśmiechem. Odwzajemniła uśmiech, unosząc dłoń, by dotknąć jego pociągłej twarzy. To musiał być jednak sen, była tego pewna, bo nie było mowy, żeby Declan znajdował się w jej pokoju. Nigdy wcześniej nie był nawet w jego wnętrzu. Spojrzała w dół na luźną białą koszulę, którą miał na sobie i jego czarne spodnie. Jej uśmiech powoli zgasł, gdy w jej umyśle przemknął obraz jego nagiego, beżowego ciała uderzającego w Cecily. Cofnęła dłoń; dłoń, która nigdy nie zdołała dotknąć jego twarzy. Znów przypomniała sobie wszystko i jej twarz przybrała ponury wyraz. Usiadła powoli, opierając plecy o ścianę, z pustką na twarzy. Wyczuwając zmianę, Declan zrobił krok w tył, rozglądając się po pokoju, jego dłoń przeczesała złote, kręcone włosy, po czym podrapał się po karku. — Wreszcie się obudziłaś, kochanie. — Uśmiechnął się nerwowo, ukazując swoje idealnie białe zęby, ale jej twarz pozostała pusta. Nigdy wcześniej nie widział jej w takim stanie. — Co ty tu robisz? — Wkradłem się wcześnie rano przez okno, by cię zobaczyć, ale... — podświadomie spojrzał przez okno na wschodzące słońce i z powrotem na nią. — Miałaś tyle błota we włosach, na ubraniu i na... — wskazał na jej łóżko zamiast wypowiedzieć to słowo, ponieważ nagle zabrakło mu odwagi. — Pomogłem ci się z niego oczyścić. — Czego chcesz, Declan? Zamrugał, a łzy zaszły mgłą w jego czarnych oczach. — Kocham cię, Gen. Nigdy nie zrobiłbym nic celowo, by cię zranić. Prychnęła. — Co ty nie powiesz. Ciekawe, od jak dawna wy dwoje tarzacie się nago w mojej pościeli. Przełknął ślinę, a jego oczy wypełniły się bólem. Zrobił krok do przodu. — Raz, tylko raz i to był błąd. Przysięgam na własne życie. Uniosła brew, patrząc na niego. — Słyszałam, że zawsze tak mówią, gdy zostają przyłapani. Westchnął ciężko, mamrocząc pod nosem i krążąc przed nią, po czym zatrzymał się i spojrzał na nią. — Wszystko, co wydarzyło się wczorajszej nocy, było błędem, musisz mi uwierzyć. Skrzywiła usta, a potem wzruszyła obojętnie ramionami. — Sposób, w jaki wczoraj trzymałeś ją za talię, wydawał mi się całkiem celowy. Jesteś tego pewien? — Byłem tu, żeby cię poszukać, ponieważ krawcowa powiedziała mojemu ojcu, że poprawki, o które prosiłaś, zostały naniesione na twoją suknię. Chciałem cię zabrać, żebyś mogła ją przymierzyć i potwierdzić, że wszystko jest po twojej myśli. Robiło się ciemno, ciebie jeszcze nie było, a twoi rodzice zaprosili mnie do środka. Poczęstowali mnie jedzeniem i butelką alkoholu. Genevieve zmrużyła oczy na to stwierdzenie, przypomniała sobie butelkę alkoholu, którą wczoraj przypadkowo rozbiła, i zamarła. Wiedziała, do czego to zmierza, i ani trochę jej się to nie podobało. — A ja odmówiłem, bo nie piję. Wiesz, że nie mogę, mam bardzo słabą głowę. Wiedziała o tym. Jeden kieliszek alkoholu wystarczył, by zrobić z niego kompletnego głupca. — Zgodzili się ze mną i zaproponowali mi w zamian sok, ale potem sok smakował trochę dziwnie. — Jego oddech zaczął stawać się głośniejszy. Było oczywiste, że wyjaśnienie tego przychodziło mu z trudem, że to go zabijało. — Po jakimś czasie wyszli, a pojawiła się twoja siostra. Zacząłem się czuć bardzo dziwnie, musiałem się położyć. Pomogła mi dojść do twojego pokoju, abym mógł tam na ciebie poczekać, ale zaczęła zachowywać się dziwnie i... — Uznałeś, że podczas gdy będziesz na mnie czekał, nie byłoby tak źle, gdyby twój penis — rzuciła szybkie spojrzenie na tę część jego spodni, po czym podniosła wzrok na jego popielatą twarz — ...wybrał się na małą wycieczkę w głąb pochwy Cecily. Jego złote, krzaczaste brwi wystrzeliły w górę z gniewu i frustracji. Rzucił się do przodu, górując nad nią lekko, i ujął jej twarz w swoje spocone, drżące dłonie. — Gen, to wszystko było ukartowane! Nie widzisz tego?!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 - Zdrada podana na ciepło – Wzgardzona ofiara Smoczego Króla | Czytaj powieści online na beletrystyka