To była jego dłoń.
Nigdy by nie przypuszczała, że pod rękawiczką kryje się coś takiego.
Od koniuszków palców aż po nadgarstek, pod skórą wiły się czarne, zygzakowate linie przypominające atrament, rozchodzące się wszędzie, drobne i połączone niczym pajęczyna. Przy bliższym spojrzeniu wydawało się, jakby atrament powoli się rozprzestrzeniał.
"Nie dotykaj!" Jego głos wystraszył ją i dopiero wtedy zd
















